Reklama-EDynam

Artykuły Archiwalne

Australijskie lato na Gold Coast.

Autor: Ania Stan 30 grudnia 2014

Teraz, po tych 5 latach siedzenia na Gold Coast, myślę sobie, że mam już coś do powiedzenia o życiu w tym miejscu. O życiu w jednej z najpopularniejszych miejscowości turystycznych w Australii.

Gold Coast nazywa się tak nie bez powodu – plaże są piękne i piach wygląda podejrzanie czysto, czasem mieniąc się w słońcu jak kopalnia złota lub diamentów. Albo raczej wystawa luksusowego sklepu jubilerskiego. Drobinki gold-kostowego piachu połyskują w słońcu jak olśniewające brylanty.

Słoneczne plaże Gold Coast

Słoneczne plaże Gold Coast

Tak, jak całe Gold Coast, które połyskuje i mieni się wszelkimi kolorami, maściami, obrazami i przyciąga urokiem. Na pierwszy rzut okiem. A na drugi rzut okiem okazuje się, że pod powierzchnią jest… nadal ta sama powierzchnia. Ale o tym za moment.

Gold Coast jest piękne i nie ma dwóch zdań

Gold Coast. Plaża nad Pacyfikiem

Gold Coast – plaża nad Pacyfikiem. Foto Ania Stan

Przepiękna i często zapierająca dech w piersiach potęga Pacyfiku od wschodu i mało dostępny urok Gold Coast Hinterlandu od zachodu – pogórki małe, ale całkiem urocze i mają wiele fantastycznych małych zakątków, które zobaczyć warto. Szkoda, że nie można pochodzić jak po Karkonoszach, ale jest na co popatrzeć.

Natural Bridge, Springbrook

Natural Bridge, Springbrook. Foto Ania Stan

Pomiędzy jest miasteczko, a właściwie zbiorowisko małych miasteczek-dzielnic poprzecinane niezlioną liczba kanałów, rzeczek,zatoczek, jezior i jeziorek, które wraz z rzeką Nerang tworzą absolutnie malowniczy krajobraz i dzieki temu ratują obraz raczej nieciekawych moim zdaniem dzielnic położonych centralnie. Mniej więcej tak wygląda Gold Coast bez wody wokół:

Gold Coast bez wody wokó

Gold Coast bez wody wokół. Foto Ania Stan

a tak „na mokro”. Według mnie lepiej.

Gold Coast nad wodą.

Nad wodą ładniej. foto Ania Stan

Takie jest moje pierwsze ujęcie statyczne.

W ujęciu dynamicznym Gold Coast przestało mnie już tak zachwycać. Powierzchnia jest ładna, nie będę kłócić się sama ze sobą- zgadzam się. Ale przez ujęcie dynamiczne mam na myśli życie (na mniej lub bardziej stałe) w Popularnej Australijskiej „Nadmorskiej” Miejscowości Turystycznej. Każde z tych słów ma swoją wagę, tudzież ciężar i spokojnie może być samodzielnym zaczątkiem osobnej historii, a ich połączenie daje grunt do pisania esejów,a nawet ksiąg! Może zacznę powoli od tego, co najświeższe.

Jest grudzień 2014. Wilgotne lato podzwrotnikowe.

Piaskowy bałwan zawitał do Gold Coast

Piaskowy bałwan zawitał do Gold Coast. Foto Ania Stan

Pierwszy widziany od przyjazdu w 2009 baławan z piasku. Ciekawe jakiej narodowości jest autor dzieła?

Po kilku cudownych dniach solidnego zachmurzenia i „nienerwowego” deszczu, dzięki którym nie bałam się wyjść z domu później niż o 6 rano lub wcześniej niż o 6 wieczorem, żeby nie spłonąć niczym na filmach o Nosferatu, nastał… Nowy piękny słoneczny dzień (another glorious day in paradise, jak twierdzą miejscowi).

Tu wtrącę na marginesie, że owi miejscowi wypowiadają powyższe słowa zazwyczaj nad ranem w okolicach plaży nosząc kapelusz, okulary przeciwsłoneczne (sunnies), długawe szorty i koszulkę do pływania z długim rękawem oraz grube warstwy cynkowego kremu z filtrem lub nosząc zmarszczoną spaloną słońcem skórę i często wyglądając na starszych niż wiek kalndarzowy… Młodzi niezważywszy na tą przestrogę latają śmiało na pół nago, czasem z fitrem na twarzy kiedy biegną z deską surfingową w stronę oceanu – to głównie o „pięknych” chłopcach typu Goldcoaster. Żeński odpowiednik również śmiało lata jeszcze bardziej (o ile to możliwe) pół nago, a właściwe głównie leży już niemal zupełnie nago (nielicząc wąskiego paska) przed samym zejściem na plażę nieśmiało oczekując na równie nieśmiałe słońce…

Tak więc za oknem owe nieśmiałe słońce operujące bezbolesno-bezlitosnymi promieniami, a ja siedzę sobie zamknięta w domu z zasłoniętą zasłoną i tylko lekko uchylonym oknem i wiatrakiem metr ode mnie, nadal czując jakby mi skórę paliło. Ok. 37 stopni Celsjusza w cieniu, wilgotność ok. 60%. Nie jest tak źle, ale współczuję tym rozradowanym ludziom, którzy przylecieli/przyjechali na świąteczno-sylwestrowe wakacje i teraz „muszą” pluskać się w gęstym tłumie w ciepłej już zupie Pacyfiku u wschodniego wybrzeża Australii… Czekałam z utęsknieniem na to upragnione lato, zeby móc wreszcie moczyć zadek w owej zupie Pacyfiku całymi dniami, a teraz czuję się niemal jak w więzieniu- na wybieg mogę wyjść tylko do 7 rano, bo później ryzykuję karą – poparzeniem. Basen w ciągu dnia też odpada, bo wszystkie są odkryte, więc nie dość, że godzina pływania to murowana spalenizna, to woda jest tak nagrzana, że ciężko w niej pływać. Dziwne, ale nie pamiętam, żeby było aż tak bezlitośnie przez te kilka poprzednich lat. Być może to efekt zmieniającego się klimatu na całej kuli ziemskiej, a być może to ja się zmieniam?

Wracając do życia na Gold Coast

… turyści z całego świata przyjeżdżają tu nie tylko latem, więc mimo, że poza upalnym sezonem „ruch w biznesach” ustaje, życie wakacyjno-turystyczno-lokalno-awanturnicze kwitnie bez ustanku. Ludzie na wakacjach zabawę lubią. Australijczycy również. I alkohol też lubią, a statystyki mówiące, że sporo ich umiera wskutek spożywania, nie odstraszają ich wcale. Od dragów wszelakiego rodzaju też nie stronią, a wielu uważa, że to wręcz naturalne, żeby palić zioło tudzież „zjeść coś mocniejszego” i dającego kopa przed wyjściem na weekendową balngę.

Na Gold Coast nigdy i niczego nie jest za dużo.

Na Gold Coast nigdy i niczego nie jest za dużo. Foto Ania Stan

I ja tu sobie żyję pośród tego i wielu różnokolorowych obrazków powstałych w rezultacie owego podejścia. Miasto grzechu i jakiegoś takiego brudu w relacjach społecznych… Słowa brzmiace górnolotnie poniekąd, ale tak tutaj jest i dla mnie jest to nieco męczący aspekt życia na Gold Coast. To ten fragment powierzchni pod powierzchnią, o której pisałam na początku. Głowny motyw dla wielu, żeby nie powiedzieć większości to dobrze wyglądać, mieć pieniądze (nie zarobić, ale mieć – POSIADAĆ) i to pokazać (jednocześnie podkreslając, że jest się spłukanym) i bawić się ile to możliwe, a jak już niemożliwe to kontynuować. Dobrze wyglądać zasługuje
na to, żeby wątek rozwinąć nieco. Już wspomniałam o „lataniu pół nago” – recz jasna jest to jeden z przejawów. Wspólny dla płci obu.
Inny to góra „mięśni” napompowanych sterydami, oczywiście eksponowanych w jak najmniej zakrywającej ciało, niezwykle przewiewnej koszulce, a najlepiej bez. To często idzie w parze z praniem po pysku podczas weekendowej balangi w klubach nocnych, bo sterydy dość ostro podnoszą poziom agresji. Ale będę tu uczciwa, żeby nikogo nie obrazić bez sensu- nie tylko „koksownicy” stają się agresywni.

Gold Coast jest specyficzne i rządzi się nie tylko prawami właściwymi popularnej miejscowości turystycznej nad morzem (oceanem), ale też własnymi – prawami Gold Coast. I przyciąga specyficzny typ ludzi. Ci zostają. Reszta nie wytrzymuje i w końcu wyjeżdża, jak już ma kompletnie dość wleczenia się w tym leniwo-szaleńczym korowodzie nieustannej zabawy i wspaniałego stylu zycia (Gold Coast – such a great lifestyle! – to cytat z ust WIELU). Ruch jest tu duży w związku z tym- różnokulturowi ludzie ciągle stąd wyjeżdżają, nowi różnokulturowi ciągle też przyjeżdżają. Prace (zazwyczaj nie jedną) zmienia się często, bo tu nic, poza naturą,
nie jest trwałe. Jest tu pięknie, ale niekoniecznie łatwo. Zależy od celów… Odwiedzić warto.

A Australijczyków ogólnie polubiłam i ich -w dużej części przypadków, z którymi miałam kontakt, pogodne i bezproblemowe usposobienie. To, jak uśmiechają się do mnie i wogóle do każdego pytając jak się masz, to jak mówią stara, nie ma problemu (o ile nie mówią tego na odczepnego, jak próbuję coś załatwić), to, że nie muszę mówić proszę Pani/Pana, ale po prostu cześć, co u Ciebie. I lubię również ocean i bieganie, może nie aż tak pół nago, ale w kostiumie kąpielowym przez niemal cały dzień – dużo można zaoszczędzić na ciuchach i proszku do prania w letnim sezonie 😉

Komentarze

Autor

Ania Stan

Ania StanAnna Stan przyjechała do Australii w roku 2009. Do dziś mieszka w Gold Coast. Jej główne zainteresowania to sport, rekreacja, rehabilitacja i podróże. Na przestrzeni lat poświęcała się rożnym dyscyplinom, takim jak: pływanie, treningi siłowe, sztuki walki, jazda konna, narciarstwo, snowboarding, jazda na rowerze, tenis, koszykówka, nurkowanie, czy joga. Ania jest wykwalifikowanym trenerem i instruktorem. Wierzy w to, że aktywność sportowa i właściwe odżywianie się są jedną z podstaw dobrego życia. Strona Ani: www.annagreenup.com Więcej artykułów tego autora