Reklama-EDynam

Artykuły Archiwalne

Andrew

Autor: Krzysztof Deja 10 kwietnia 2004

Ale nam Maggi wycięła numer. Mnie jak mnie, ale Zenkowi.

Wszystko zaczęło się od tego, że postanowiła się dokształcić i po cichu miała nadzieję, zmienić dotychczasowy zawód. Rozpoczęła kursy gerontologii, czyli innymi słowy, nauki zajmującej się procesem strzającej się ludności i opieki nad nimi jak i społeczną stroną tego problemu.

Kiedyś Zenek zmieniał swoje zajęcie na zawód z przyszłością, teraz jej zachciało się podobnej zmiany. Jak wiadomo nasze społeczeństwo się starzeje w szybkim tempie i takich fachowców będzie potrzeba coraz więcej. Studiowała zawzięcie, przygotowując się do nowej roli, a i zaczęła miewać part-time jobs. A to parę godzin z wdową po oficerze, a to wyprawa do kina z emerytowanym nauczycielem. Na ogół byli to ludzie całkiem sprawni umysłowo, z pewnymi ograniczeniami ruchowymi, czy manualnymi.

Zenek był nawet zadowolony, bo teraz elegantsza się zrobiła i dodatkowo parę dolców ekstra zarobiła. Aż do czasu, kiedy zaczęła poświęcać swemu nowemu zajęciu więcej niż full-time. Chodziła do pracy bardzo szykownie ubrana, ciuchów jej gwałtownie przybywało. Pachniała drogimi perfumami i już byle scotcha do ust nie chciała wziąć.

– O, Martella czy Courvoisiera, bym się napiła. W najgorszym wypadku może być Hennesy – z grymasem na twarzy cedziła słowa, odmawiając nam towarzystwa przy butelce.

Co więcej, zaczęła często otrzymywać telefony od kogoś z kim po przyjacielsku sobie gwarzyła – po angielsku! Wyłapaliśmy, że chodzi tu o niejakiego Andrew. Kiedy skonfrontowaliśmy nasze spostrzeżenia, przyznała się że owszem, pracuje dla Andrew. Jest to miły, starszy pan, gwarantujący jej komfortowe warunki pracy. Wszystko jest załatwione legalnie przez Health Department, „więc Zen nie ma się czego obawiać” – wyjaśniła.

– What do you mean ? – zdenerwował się Zen.

– No wiesz, że cię zdradzam, czy coś takiego…

Maggi zaczęła nam relacjonować występy sławnych artystów, recenzować spektakle teatralne, czy bieżące koncerty symfoniczne.

Mimo diametralnej zmiany w życiu Maggi – otwarcia na kulturę i sztukę – awantury w domu nie były rzadkością. Zen nie chciał się poddać urokom Mamma Mia Show z klasyką ABBy, ani wdziękom Baletu hiszpańskiego, a dopominał się prozaicznych powinności, jak gotowania i dbania o dom, w których to czynnościach Małgosia się trochę ostatnio zaniedbywała.

Zen wręcz zagroził, że jak tak będzie dalej, to ją wypisze z tej pracy. Maggi ze stoickim spokojem przyjmowała wyrzuty Zena, twierdząc że „nie samym chlebem człowiek żyje”. Zaczęła do szewskiej pasji doprowadzać Zenka swoimi:

– Andrew to codziennie pachnący w świeżej koszuli i w eleganckim ubraniu chodzi, a ty smarem śmierdzisz.

– Wysłałbym nieroba do roboty, to też by śmierdział – denerwował się Zen, zapominając że wspomniany jegomość już pod 80-tkę podchodzi.

Andrew, emerytowany dentysta – czego dowiedział się Zen w prywatnym investigation – miał zgromadzony niezły majątek na stare lata, nie chytrzył i umiał z tego skorzystać. Stąd te wyprawy Maggi w ramiona Melpomeny i Apolla. Nie ma pewności, czy bywała także w ramionach Andrew, ale widać że była nim zauroczona.

– Andrew lubi mój styl i zachwyca się moim uśmiechem – wyznała mi kiedyś. – Wiesz on dentysta, to się na tym zna – dokończyła.

Z niepokojem czekałem co przyniesie dzień następny, bo atmosfera się zagęszczała. Aż któregoś dnia wybuchło.

Andrew zatelefonował do Zenka z zapytaniem:

– Czy ta urocza, młoda dama mogłaby spędzić cały weekend, opiekując się mną.

W Zenku zawrzało, zdecydowanie odmówił, rzucając słuchawkę. Kiedy ochłonął, zadzwonił do Aged and Community Care Office, zgłaszając że jego żona jest sexually harassed, przez emeryta imieniem Andrew.

– Bloody mać – relacjonował mi później – mnie na factory, nie wolno było przyjaźnie spojrzeć na fajnę kobitkę, bo ją mogę seksualnie harasmować, a ten oficjalnie robi advance. Zareagowali od razu – chwalił się Zen – przenieśli ją do emerytowanego księdza anglikańskiego – poinformował mnie z zadowoleniem – Podobno nie lubi teatru, ani muzyki – dodał.

 

Wasz Chris

Komentarze

Autor

Krzysztof Deja

Krzysztof DejaKrzysztof Deja mieszka w Adelaide od ponad 30 lat. Jego Dzienniki Poranne i felietony pisane są właśnie z tej "australijskiej perspektywy". W portalu zaczęliśmy je publikować w sierpniu 2003. Z zawodu inżynier, projektujący pojazdy pancerne i inne środki transportu. Z zamiłowania zajmuje się literaturą. Pisuje dla polonijnej prasy. Wiele jego wierszy zostało nagrodzonych. Jest również autorem opowiadań oraz powieści pt. "W kolejce do raju", traktującej o przygodach w trakcie emigracji z Polski.   Więcej jego utworów można znaleźć pod adresem www.australink.pl/krzysztof   http://www.youtube.com/watch?v=vYArdV1Bnoc http://www.youtube.com/watch?v=x-uQbTeD3aA Więcej artykułów tego autora