Reklama-EDynam

Artykuły Archiwalne

Wakacje

Autor: Krzysztof Deja 14 stycznia 2006

 

Przed świętami Anglik z którym razem pracuję zapytał jak spędzam wakacje. Odpowiedziałem, że wybieram się na Tasmanię.

Nie zrozumiał, więc dobitniej powiedziałem: T a s m a n i a.
I to nie dotarło… z niczym mu się to słowo nie kojarzyło. Ja bezradnie zacząłem szukać w pamięci synonimów aby mu przybliżyć miejsce moich wakacji.
Wołałem prawie: HOBART! TASSIE!!!

– Aaaa, – zawołał nagle olśniony swym odkryciem Anglik – TasmEnia!
Ja pół żartem, pół serio zauważyłem :
– Dla ciebie TasmEnia, dla reszty świata TasmAnia.

Jak to ciężko się czasem dogadać i to o jedną literkę. Pamiętam jeszcze z lat młodzieńczych, opowiadano o przecinku który decydował o ludzkim życiu. Nie będę tego powtarzał, bo podobno za opowiadanie starych kawałów……
Tak, czasami ciężko dogadać się a najczęściej z Anglikami, ludźmi których język używany jest prawie w całym cywilizowanym świecie i niby powinni być przyzwyczajeni do różnych akcentów, niuansów.
No nic, Anglik poleciał na święta do Matki-Anglii, a ja udałem się na wspomnianą Tasmanię.

Niestety, Zen z Maggi w tym roku odpuścili wyprawę świąteczno-noworoczną. Oszczędzają na kolejną podróż do Polski. Zen twierdzi, że teraz to już inną Polskę będą odwiedzać, bo prezydent Kaczyński zrobi tam porządek i teraz wybiera się już bez cienia wahania. A mówi to z takim przekonaniem, że ja też już zacząłem w to wierzyć.

Chcąc nie chcąc, wybrałem się sam i prawdę mówiąc bałem się, że smutno mi będzie bo Zen to spiritus movens mojej felietonowej weny. I nie wyobrażałem sobie napisać coś bez jego inspiracji. Ale piszę… więc jest to możliwe.

Pierwszy raz wylądowałem na wyspie diabła tasmańskiego. Wyspa ta jest jednocześnie jednym ze stanów Australii ze stolicą Hobart na południu świata. Stąd już tylko krok do Antarktydy. Co prawda wielki krok, ale nie mniej ta urocza wyspa jest często punktem wypadowym dla wypraw antarktycznych.

Kiedy się już zakotwiczyłem w malowniczym mieście Hobart, zacząłem piesze wędrówki. Już na drugi dzień rano po przyjeździe, kiedy odwiedziłem Battery Point zauważyłem wielkie poruszenie – właśnie wpływał do Sullivans Cove na rozlewisku rzeki Derwent spory jacht Wild Oats. Miałem więc okazję uczestniczyć w powitaniu zwycięzców regat Sydney – Hobart.

Wieczorem natomiast druga niespodzianka. Właśnie w stolicy Tasmanii rozpoczął się festiwal Taste of Tasmania. I przy okazji zauważyłem, że sami Tasmańczycy nie wymawiają tego pechowego słowa tak, jak to robił mój Anglik.
Co wieczór wesoło – występy, dobre jedzenie, miejscowe wino i piwo. Generalnie muszę stwierdzić, że ceny są dość wysokie w porównaniu z Mainlandem. No cóż, tylko pół miliona ludzi musi dopasować ceny do możliwości. Niemniej, ludzie potrafią się tu bawić.
Co ciekawe, zwykle w takich sytuacjach w innych miastach Australii słyszy się polską mowę, a tu ani razu nie wyłapałem w tłumie polskiego słowa. A Polacy tu są – zresztą, gdzie ich nie ma – bo po drodze mijałem Klub Polski.

Wrażeń turystycznych pełno na każdym kroku, nie tylko w stolicy. Są tu Mury Jerozolimy, jaskinie króla Salomona, no i niezliczona liczba jezior – to wszystko pobudza wyobraźnię.
Odwiedziłem też niechlubne miejsce tej wyspy – Port Arthur. Niechlubne do nie dawna. Od pewnego czasu Tasmańczycy ciągną z byłego miejsca zesłania tysięcy Brytyjczyków, znaczne dochody. Port Arthur, to taka brytyjska syberia. A trzeba przyznać, że to miejsce niezwykłe pod każdym względem. Warto go zobaczyć i przy okazji zastanowić się nad człowieczym losem…

Pogoda jak na Tasmanię była wręcz znakomita. Tylko raz popadało.
A jednak brak Zenka dał mi się we znaki. Czułem się osamotniony, no i co tu dużo gadać nawet ten felieton nie bardzo się klei. A może to ten wakacyjny nastrój tak rozleniwia…

Wasz Chris

Komentarze

Autor

Krzysztof Deja

Krzysztof DejaKrzysztof Deja mieszka w Adelaide od ponad 30 lat. Jego Dzienniki Poranne i felietony pisane są właśnie z tej "australijskiej perspektywy". W portalu zaczęliśmy je publikować w sierpniu 2003. Z zawodu inżynier, projektujący pojazdy pancerne i inne środki transportu. Z zamiłowania zajmuje się literaturą. Pisuje dla polonijnej prasy. Wiele jego wierszy zostało nagrodzonych. Jest również autorem opowiadań oraz powieści pt. "W kolejce do raju", traktującej o przygodach w trakcie emigracji z Polski.   Więcej jego utworów można znaleźć pod adresem www.australink.pl/krzysztof   http://www.youtube.com/watch?v=vYArdV1Bnoc http://www.youtube.com/watch?v=x-uQbTeD3aA Więcej artykułów tego autora