Reklama-EDynam

Artykuły Archiwalne

Ziemia i bogi

Autor: Krzysztof Deja 1 kwietnia 2012

 

Całkiem niedawno Zenek uświadomił sobie rzecz niezwykłą. A mianowicie, jest on drugim w historii świata, który ingerował w skrawek terenu na którym mieszka.

Prawda, jak to dumnie brzmi. Dopiero – drugim! Przez dziesiątki tysięcy lat żaden człowiek nie przyłożył tu palca, nie zmienił konfiguracji terenu, nie budowł, nie sadził drzew; był to dziewiczy kawałek ziemi, a on jest drugą generacją która to uczyniła. Jak wiadomo oryginalni mieszkańcy tych ziem, Aborygeni, nie ingerowali w środowisko – nic nie budowali, nie uprawiali, a więc niczego nie zmienili. Można powiedzieć, że byli doskonałymi ekologami. Dopiero 60 lat temu, pierwszy biały wykupił tu działkę, wybudował dom, zagospodarował teren. Żeby było zabawniej – to też był Polak, rodak znad Wisły. Wtedy był tutaj skraj miasta. Przez lata miasto się rozrosło i teraz Zenek kupił ten teren, i mieszka w jednej z centralnych dzielnic. Pobudował tu nowy dom, zasadził drzewa wzniósł kilka konstrukcji, m.in. osławiony już mur.

W innych miejscach świata archeolodzy grzebią w ziemi, odkrywają pozostałości z różnych epok, jakieś stare mury, resztki domostw, dzbanów, narzędzi. Jedne wykopaliska odkrywają jeszcze starsze, a tu … nic z tych rzeczy. Wszystko dziewicze. Na tym polega magia Australii. Tu ciągle można czuć się tym pierwszym. Pionierem, który ujarzmia przyrodę, czy po prostu jej dziewiczość obserwuje.

W Europie, nawet w Polsce, niby wchodzi się na dziki obszar łąk czy lasów, ale nie ma żadnej pewności, czy tu przed wojną nie stała jakaś stodoła, nie było średniowiecznych domostw, albo jakiejś kurnej chaty z czasów piastowskich. I tak jest prawie na całym świecie. Nawet, a może przede wszystkich, na pustyni irackiej, czy piaszczystych obszarach północnej Afryki.
– Kiedy się pomyśli, że nasz glob zamieszkują ludzie myślący, czyli homo sapiens, co najmniej od 50 tysięcy lat, to na tych ziemiach, tu w Australii, czujemy się bardzo blisko pierwszych potomków Adama i Ewy – wyznałem.
– Coś ty Kris – wykpił moje rozumowanie Zen – Adam i Ewa to postacie biblijne, a wyraźnie jest napisane, że powstały niecałe sześć tysięcy lat temu.
– Jak to obliczyłeś?
– To proste. Podaje się, że Potop był w 1749 roku od stworzenia świata, a 2011 lat przed narodzeniem Chystusa, i tak jeśli dodamy do tych liczb następne 2012 lat naszej ery, to mamy dokładną liczbę, 5772 lata od początku świata, a więc i stworzenia człowieka. – pouczył mnie Zen.
– To ciekawe, bo pierwsze miasta na ziemi powstały nieco wcześniej – zauważyłem.
– Pewnie je kosmici zbudowali – powiedział z uśmiechem Zenek.
– Coś w tym jest, bo przecież ludzie od zarania dziejów wierzyli w bogów. Nie było cywilizacji na ziemi która by nie miała swoich bogów, bożków, święte moce które czcili – powiedziałem, chwaląc się swoją wiedzą.
– Bo w sumie chrześcijaństwo jest bardzo młodą religią – wskoczył mi w słowo Zen – trwa dopiero od stu pokoleń, a tak naprawdę rozpowszechniło się wśród kilkudziesięciu ostatnich generacji rodu ludzkiego. Co przy 2500 pokoleniach ludzi, wyznających różnych bogów na przestrzeni czasów, jest bardzo młodym drzewkiem w starym lesie.
– Na pocieszenie mamy to, że Islam jest jeszcze młodszy – zauważyłem.
– Nie tylko on, scjentologia, mormoni i wiele innych, to „wynalazki” ostatnich wieków. Natomiast taki Buddyzm, czy różne formu Hinduizmu są sporo starsze. – pouczył mnie Zen.
– Chyba tylko u nas można spotkać wyznawców wszystkich tych religii – powiedziałem.
– A Kanada, USA i parę innych miejsc? Zdziwiłbyś się Kris, ale nawet u wybrzeży Morza Śródziemnego w Azji Mniejszej w tzw. Lewancie, nie żyją sami muzułmanie. Są tam Druzowie którzy mieszkają tuż obok chrześcijańskich Arabów i Ormian. A szyici sąsiadują z żydami i maronitami. Alawici natomiast żyją obok sunnitów, szyitów, chrześcijan i żydów. To dopiero mieszanka wyznaniowa.
– No i nieco wybuchowa – dodałem.
– Tak a propos bogów, lubię Buddę i Sziwę bo to takie śmieszne osobniki. Wręcz rubaszne w wyglądzie. Ale mnie to najbardziej podobał się ten grecki bóg od zabaw i popijawy… Dionizosem zwany – wyznał Zenek.
– Nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy w najbliższy weekend, nieco go poczcili – zażartowałem.
Krzysztof Deja

kilka zdjęć z jesiennego miasta Adelaide.
a także z okolicznych ogródow pelnych kolorów.

001.jpg
IMGP9124.jpg
002.jpg
IMGP9128.jpg
003.jpg
IMGP9131.jpg
004.jpg
P1020293.JPG
IMGP9055.jpg

w miescie pokazaly sie ciekawe przystanki autobusowe

Komentarze

Autor

Krzysztof Deja

Krzysztof DejaKrzysztof Deja mieszka w Adelaide od ponad 30 lat. Jego Dzienniki Poranne i felietony pisane są właśnie z tej "australijskiej perspektywy". W portalu zaczęliśmy je publikować w sierpniu 2003. Z zawodu inżynier, projektujący pojazdy pancerne i inne środki transportu. Z zamiłowania zajmuje się literaturą. Pisuje dla polonijnej prasy. Wiele jego wierszy zostało nagrodzonych. Jest również autorem opowiadań oraz powieści pt. "W kolejce do raju", traktującej o przygodach w trakcie emigracji z Polski.   Więcej jego utworów można znaleźć pod adresem www.australink.pl/krzysztof   http://www.youtube.com/watch?v=vYArdV1Bnoc http://www.youtube.com/watch?v=x-uQbTeD3aA Więcej artykułów tego autora