29 września 2003

ABC POSZUKIWACZA PRACY (w Melbourne przynajmniej)

wrzesien 2003

Ze znalezieniem pracy dla swiezych emigrantow nie jest latwo (ha, alez odkrycie!), dlatego w przygotowanie do tego procesu musimy wlozyc znacznie wiecej energii niz tubylcy. Ja myslalam o sobie, ze po prostu mam wiecej szczescia niz rozumu- tak tlumaczylam fakt iz pierwsza prace znalazlam doslownie po miesiacu od rozpoczecia poszukiwan. Po roku znalazlam jednak szybko druga prace, ktora zmienilam na kolejna kilka miesiecy temu. Nie jest wiec z ta praca tak zle, jak niektorzy narzekaja.
Pracy szukalam poczatkowo dosyc leniwie- wyslalam kilkanascie aplikacji na ogloszenia w gazecie. Zostalam nawet zaproszona na kilka interview, ale wypadlam tak dennie za sama siebie bym nawet nie przyjela. Zupelnie nie bylam przygotowana do rozmow!
Potem juz szczerze mowiac nawet nie mialam czasu wysylac ogloszen, wiec chodzilam na spotkania umowione wylacznie przez agencje rekrutacyjna. Tu mialam szczescie (znow) trafic na przewspaniala osobe. Pisalam o niej w pierwszej czesci. W kazdym razie moja „Anielica” z agencji wysylala mnie na wszystkiwe mozliwe interview jakie tylko wpadly w jej rece. A ze obrotna i pracowita kobieta byla, bylo tych spotkan sporo. Wczoraj policzylam z grubsza wszystkie moje interview w Australii- od momentu przyjazdu bylo ich cos okolo 50!!! Jako ze technika czyni mistrza szlo mi coraz lepiej i musialo w koncu zaowocowac czyms konkretnym. Na koncu wypadalam tak dobrze, ze az sama uwierzylam w swa absolutna doskonalosc: znajomosc jezykow (polski np), wybitne osiagniecia (wszystko co wpada mi w rece zamienia sie w zloto po prostu), zamilowanie do ciezkiej pacy (he, he, he), odpornosc na stresy (twarda jak stal), niespotykane wrecz zdolnosci komunikacyjne (szczegolnie z przyjaciolka przez telefon) - po prostu ACH i OCH!. Nawet moj partner stwierdzil ze po tych rozmowach staje sie nieznosnie asertywna. Dran!
No wiec co zrobic aby znalezc tu naprawde dobra prace? Napisze o moich doswiadczeniach i poradach jakie otrzymalam z bardzo dobrego zrodla (spotkania z Margaret- psychologiem- konsultantem ds rekrutacji, ogromnie pomocne ale znacznie uderzajace po kieszeni- 110$ za godzine konsultacji!). Oto moich „szesc przykazan glownych”:

1) CV i zrodla
2) List motywacyjny i referencje
3) Ciezka praca- research
4) Pierwsze 30 sekund pierwszego interview i co mowi cialo
5) Twoje pytania
6) “Ichnie” pytania

Przed ich opisaniem pragne podkreslic, ze sa to moje zapiski oparte tylko na moich doswiadczeniach oraz wiedzy z literatury fachowej (no i „slonej” pomocy drogiej Margaret). Moge sie czasem mylic, ale mam nadzieje ze kazdy znajdzie w tym cos pozytecznego dla siebie- obojetnie czy na australijskim rynku pracy, czy jakimkolwiek innym…….

1) CV I ZRODLA

Rozmawialam dzis z moim kolega z pracy (Ozi), ktory zaczal szukac pracy. Powiedzial mi, ze 8 stanowisk na 10 obsadzane jest wsrod znajomycjh i znajomych znajomych. Nie napawa to bynajmniej optymizmem. Emigrant znajomych ma raczej malo (przynajmniej ja nie mialam tego szczescia), wiec pracy trzeba szukac samemu (no i w miedzyczasie rozbudowywac intensywnie „network” czyli zajomosci z ludzmi, ktorzy moga w przyszlosci pomoc).
Gdzie szukac? Mozna w prasie (np sobotni „The Age”), mozna na internecie - najpopularniejsze strony to www.seek.com.au, www.careerone.com.au, www.jobsguide.com.au.

Trzeba sie jednak liczyc z tym, ze na kazde ogloszenie jest kilkadziesiat (kilkaset) odpowiedzi. Sa to anonimowe CV wiec Twoje musi byc wybitnie wyjatkowe - nie wystarczy wymienic ciurkiem edukacji i doswiadczenia!
Naprawde radze skorzystac z jakiejs pomocy (literatura fachowa, internet, czy nawet agencja rekrutacyjna). Moje CV wygladalo poczatkowo calkiem OK, ale po fachowych (Margaret) przerobkach byl to zupelnie inny dokument! Piszac np o „achievements” czyli osiagnieciach z poprzednich miejsc pracy, poczatkowo wymienilam je tylko w kolejnosci chronologicznej. Margaret natomiast uzyla schematu: „moje zdolnosci w tym i w tym sprawily ze osiagnelam to i to”. Zupelnie inaczej brzmi o od razu koduje sie w swiadomosci czytajacego.
Innym zrodlem ofert pracy, ktore naprawde polecam (zadzialala w moim przypadku) to skontaktowanie sie agencjami rekrutacyjnymi. Jest ich na rynku australijskim setki- najczesciej specjalizuja sie w okreslonej dziedzinie (IT, sales, transport, itp), maja wiec ogromna wiedze na rynku pracy i nieograniczone kontakty. Maja tez duza przebojowosc i zadze sukcesu (co wcale nie jest dziwne zwazywszy na fakt ze firmy slono placa za znalezienie dobrego kandydata). Poczatkowo nie bardzo wierzylam w ich skutecznosc, rozsylalam CV i zapadala cisza. Duzo lepiej szlo z organizowaniem pierwszego spotkania z agencja, gdy wyslane CV „potwierdzalam” telefonicznie.
Teraz po roku, wiele z nich odkopalo moje CV i nagle stalam sie dosyc popularna- otrzymalam kilka telefonow z pytaniem czy „sklonna bylabym rozwazyc mozliwosc zmiany pracy”. Nic dziwnego, pracujac rok w Australii zdobylam wiarygodnosc.
Tak samo bylo z moja „Anielica” – dzwonila do mnie kilka razy dziennie, najczesciej wieczorem do domu, umawiajac dla mnie spotkania i dajac mi wszelakie informacje o firmach, ktore mialam odwiedzic. No i to wlasnie przez nia dostalam nowa prace.

2) LIST MOTYWACYJNY I REFERENCJE

Pierwsza i najwazniejsza uwaga odnosnie listu motywacyjnego: nie wolno wysylac szblonu- takiego samego listu na wszystkie stanowiska. Kazdy list musi byc pisany „w odpowiedzi” na anons w sprawie pracy. Trzeba uzywac wyrazen, slow wymienionych w ogloszeniu! Slyszalam od osoby z dzialu HR, ze niektore, wieksze firmy stosuja „filtr” w sortacji CV i listow motywacyjnych. Jest to typ programu komputerowego, ktory wlasnie filtruje nadeslane dokumenty- jesli nie pojawiaja sie tam okreslone (pozadane) zwroty, kandydat laduje w koszu. Smutne, ale prawdziwe. Nawet jesli nie pomaga maszyna, osobe czytajacej list motywacyjny szybciej wpadnie w oko informacja, ktora on chce uslyszec, niz kilka szablonowych zwrotow.

O liscie referencyjnym z poprzedniego (-nich) miejsca pracy pisalam juz wczesniej. Trzeba liczyc sie z tym, ze szukajac tu pierwszej pracy i nie posiadajac znajomosci jestes NIKIM. Dla nich nie bardzo liczy sie to co osiagnales w Polsce, jesli nie jest to poparte czyms konkretnym i czego tu nie moga sprawdzic. Moja pierwsza prace znalazlam w tej samej firmie w jakiej pracowalam w Polsce. Jednym z pierwszych pytan na interview bylo pytanie o referencje. List mialam gotowy do pokazania. Moj obecny szef zadzwonil do Polski, aby porozmawiac z osoba, ktora podpisala list referencyjny (Dyr.Generalny w Polsce). Moje referencje byly napisane bardzo dobrze (pomoc Anglika). Wypisane byly tam wszystkie moje obowiazki i osiagniecia na dawnym miejscu pracy. Wedlug mnie jest to dokument NIEZBEDNY dla wszytkich swiezych emigrantow.


3) CIEZKA PRACA RESEARCH

Ok, po wyslaniu kolo 50 CV wreszcie zaproszono nas na spotkanie. Przed pojsciem trzeba wiedziec o tej firmie niemalze wszystko. Pamietam jedno z pierwszych interview, kiedy poza nazwa firmy i dziedzina w jakiej dzialali nie wiedzialam wiecej. Pierwsze pyatnie jakie dostalam bylo oczywiscie „Co wiesz o naszej firmie?”. Dno! Zla bylam na siebie strasznie. Pozniej przekopywalam internet przed kazdym spotkaniem. Nie tylko webside danej firmy, ale np artykuly w prasie, informacje o danej firmie na innych stronach. Pozwolilo to nie tylko odpowiedziec wysmienicie na to proste pytanie, ale takze przygotowac do zadawania trafnych (inteligentnych) pytan i udzielania trafnych (przygotowanych) odpowiedzi. Potrzebne sa wszelkie informacje o firmie (historia, produkty, uslugi, sytuacja finansowa, ile ma oddzialow, mocne i slabe strony firmy), o rynku na ktorym firma dziala, jej klientach i konkurentach). Jesli jest to mozliwe, warto dowiedziec sie jak najwiecej o osobie (osobach) przeprowadzajacych interview. W moim przypadku bylo to mozliwe, poniewaz bylam kierowana na te spotkania przez agencje rekrutacyjna (firmy te sa czesto stalymi klientami agencji). Juz przed spotkaniem wiedzialam jaka pozycje zawodowa maja moi rozmowcy, na co zwracaja uwage, czego oczekuja, jaki typ osobowy prezentuja a nawet jakie maja prywatne zainteresowania. To niezmiernie wazne w czasie rozmowy. Czego innego bedzie oczekiwal typ „spolecznika” a czego innego „zdystansowany despota”.

4) PIERWSZE 30 SEKUND PIERWSZEGO INTERVIEW I CO MOWI CIALO

Pelna psychologia. Od pierwszych 30 sekund czasto zalezy twoj sukces! Czy ci sie to podoba czy nie, w tym pierwszym etapie musisz wzbudzic zainteresowanie swoja osoba i sprzedac sie! Okolo 90% opini rozmowcy o tym jaka jest druga osoba powstaje wlasnie w tym czasie i raz wywolane wrazenie z trudem ulega zmianie.
Znow powtorze to o czym pisalam w ostatnim odcinku – USMIECH. Osoba usmiechnieta ZAWSZE oceniana jest bardziej pozytywnie! Wg psychologow osoba USMIECHNIETA oceniana jest jako bardziej zyczliwa, mila, uczynna i INTELIGENTNA (nie wiem skad im sie to wzielo, no ale chyba tak jest).
Inna sprawa jest wyglad zewnetrzny. Ilez razy slyszalam opinie „wyglad sie nie liczy”. Dla kogo? Dla niewidomych moze tak. Dla kazdej innej osoby liczy sie to jak diabli!!! Inaczej bedziesz rozmawiac z kobieta zadbana, dobrze uczesana, z ladnym makijazem i gustownie (czytaj: odpowiedno do stanowiska i sytuacji ubrana), niz z kobieta o niedbalym wygladzie. Nie pisze tu absolutnie o urodzie, ale o „opakowaniu”. To samo dotyczy mezczyzn- rozmawiajac z niechlujnym facetem, w pogniecionym ubraniu z przetluszczonymi wlosami nos sam wykreca mi sie w druga strone. A w rozmowie z czystym, schludnym, milo wygladajacym i do tego ladnie pachnacym? Kolana same sie uginaja....
Podczas nawiazania kontaktu wazne jest nie tylko „zagajenie” rozmowy, ale zdobycie zaufania rozmowcy a takze jego sympatii a nawet szacunku - wszystko to w 30 sekund!

Dwa podstawowe zrodla informacji w czasie rozmowy to oczywiscie komunijkacja werbalna i niewerbalna (slawna „mowa ciala”). Podobno to CO mowimy, jest duzo gorszym zrodlem informacji od tego JAK to cos mowimy. Nie sa to zadne czary-mary, to naprawde skutkuje. Po raz pierwszy odkrylam to w szkole sredniej na lekcji biologii- nauczycielka byla stara przyglucha zakonnica (tak, tak, taka szkole konczylam!). Moja najlepsza przyjaciolka Kasia ze szkolnej lawki zawsze byla bardzo dobrze przygotowana do kazdej odpowiedzi. Ja bylam strasznym leniem i te wszystkie praciki, parzydelka, obojniaki i plazince nie przemawialy do mojej checi poznawania swiata ani troche! Ku zaskoczeniu wszystkich podczas ustnych odpowiedzi ja zawsze dostawalam lepsze oceny niz Kasia (na pisemnych lezalam na calego, ale suma sumarum jakos ukonczylam biologie na poziomie zadawalajacym). Roznica byl sposob mowienia. Kasia udzielala wlasciwych odpowiedzi, ale sposob w jaki to mowila sprawial ze wydawala sie niepewna swoich racji. Mowila cicho, niepewnie, wolno. Nauczycielka zawsze krecila na koniec nosem i stawiala jej „slaba trojczyne”. Ja mowilam jak torpeda. Pewnie, szybko, bez zastanowienia. Powtarzalam w kolo 2-3 zdania (ktore pamietalam z poprzedneij lekcji na zasadzie „gdzies tam dzwoni, ale w jakim kosciele...?”) zmieniajac to i owo- totalne bzdury. Zawsze konczylam z „mocna czworka”. Oczywiscie nie mozna zakladac, ze prowadzacy interview bedzie stara, przyglucha zakonnica... ale ciagle w tym cos jest.
Podobno w procesie przekazu informacji rozmowca tylko w 7% opiera sie na tresci jaka uslyszal (moje brednie o pracikach!!!), w 35% na tym, jak dana osoba mowi (intonacja, modulacja glosu, uzywane slowa, gramatyka) i az w 58% na tym, co rozmowca widzial- czyli na gestach i postawie !!!

Oto kilka wskazowek (literatura fachowa plus moje doswiadczenia):
- postawa – wyprostowana i stanowcza (ja jestem wysoka, wiec zawsze sie „garbilam” co bynajmniej nie pomagalo!)
- glos- nie wolno mowic monotonnie, trzeba stosowac pauzy (pozwolic, aby przekaz dotarl do rozmowcy i zostal odpowiednio „przetrawiony”). Oczywiscie jezyk musi byc dopasowany do rozmowcow.
- gesty- sluza do podkleslania informacji i naszych argumentow. Oczywiscie nie nalezy machac caly czas
rekami, ale jeszcze gorszy jest calkowity brak gestow i siedzenie na bacznosc.
- kontakt wzrokowy- nie nalezy oczywiscie wpatrywac sie w niego jak sroka w gnat, ale nie wolno unikac jego wzroku!!!! Trzeba wygladac na zrelaksowanego.

5) TWOJE PYTANIA

Pytania zadawane przez kandydata maja ogromne znaczenie. Owszem, jest to czas aby dowiedziec sie o firmie wiecej, ale przede wszystkim jest to kolejny sprawdzian wiedzy/inteligencji/przydatnosci kandydata. Czesto po spotkaniach „Anielica” dzwonila do mne i mowila mi np „Byli bardzo zadowoleni z pytan jakie zadawalas”, czy „Zadalas naprawde wlasciwe pytania”. Oczywiscie bylo to po dokladnym przygotowaniu, nie na poczatku, kiedy moje pytania byly po prostu denne…….
Bardzo wazne jest zadawanie tzw pytan otwartych- powinno sie unikac prostych odpowiedzi „tak”lub „nie”. Zamyka to dyskusje i znacznie ogranicza mozliwosc nawiazanaia dobrego kontaktu z rozmowca.
Przyklady moich pytan (oczywiscie nie sa to pytania jakie mozna zadac w kazdej sytuacji!- moje dotycza stanowiska Sales Executive):
- Jakie firmy sa waszymi rywalami na tym rynku
- Jaka jest wasza pozycja na rynku
- Co jest dla was najwiekszym wyzwaniem w tym segmencie rynku
- Wielkosc firmy / dzialu
- Ilosc i JAKOSC klientow w danym portfolio
- Jakie sa glowne KPI’s na tym stanowisku (mierzalne obowiazki jak np target czy ilosc spotkan w tygodniu)
- Jaki jest system poszukiwania nowych kilentow (pomoc innych dzialow, przeplyw informacji, itp)
- Co ze szkoleniami i „induction programme” (szkoleniem wstepnym)
- pytania szczegolowe o firme (trzeba uzyc swoich wynikow „szperania” z punktu 3)
- itp, itd

To przyklady pytan glownych zadawanych na pierwszym spotkaniu. Na kolejnych spotkaniach (zazwyczaj 2-3), mozna wreszcie zapytac o to, co nas najbardziej interesuje:
- wysokosc pensji i premii
- inne bonusy pracownicze
- szczegoly kontraktu
- „czy moge poznac potencjalnych wspolpracownikow” (to pytanie zawsze robilo wrazenie)
- itp, itd


6) „ICHNIE” PYTANIA

Poczatkowo nie bylo spotkania, zebym nie „wylozyla sie” przynajmniej na jednym z nich. Wstyd i hanba. Na koniec bylam naprawde nimi rozbawiona, bo przypominalo to dokladny schemat. Niektorych odpowiedzi nauczylam sie po prostu na pamiec. Musze tu podkreslic (jak to powiedziala mi Margaret), ze wiekszosc z tych pytan to pytania podchwytliwe! Osoby przeprowadzajace interview sa specjalnie szkolone (znow ta cholerna psychologia!).
Typowe przyklady pytan i odpowiedzi (ogromna, choc slono platna pomoc Margaret)

- Dlaczego chcesz pracowac w naszej firmie?

Oczywiscie w wiekszosci przypadkow, nazwa „ichniej” firmy wcale nie jest glownym powodem dla ktorego tu jestesmy, ale musimy im udowodnic ze tak jest! Po pierwsze trzeba tu sprzedac wyniki swojego researchu (pkt 3), mowiac bzdury typu- „wiem ze panstwa firma to lider w tej i tej dziedzinie, ma takie i takie wyniki, wiec….. bla bla bla”. Po prostu marzymy zeby dla nich pracowac.
Po drugie trzeba sprzedac im swoja przydatnosc: „poniewaz mam takie i takie doswiadczenie, umiem robic to i to, sadze ze bede bardzo przydatny wlasnie w tym dziale waszej firmy”
Schemat odpowiedzi na to pytanie musi byc (wg Margaret)

WHAT THEY WANT = WHAT I HAVE

- Dlaczego uwazasz, ze powinnismy cie zatrudnic? Co mozesz wniesc do naszej firmy?

Odpowiedz podobna do powyzszej plus wg techniki Margaret, trzeba sprzedac swoje trzy glowne „skills”. Np:
„Nie musicie uczyc mnie tego i tego, poniewaz mam w tym ogromne doswiadczenie, wiec zaoszczedzi to wam czas w procesie mojego szkolenia wstepnego”. Warto takze opowiedziec o dokonaniach w poprzedniej pracy, podpierajac sie liczbami (wyniki sprzedazy, ilosc osob podleglych itp) udowodniajac jak to doswiadczenie moze byc dla nich przydatne. Po prostu sprzedac sie, troche jak ekskluzywna… no, bez takich porownan moze.

- Co cie motywuje?

Pierwsza odpowiedz jaka mi sie od razu nasuwa to oczywiscie kasa. No ale trzeba tu byc mniej malostkowym i mowic o czyms innym... Wcale nie trzeba tu klamac, ja np mowilam o tum co naprawde lubie - o dobrej atmosferze w miejscu pracy, o kontaktach z zagranica, o wyzwaniach i mozliwosci uczenia sie nowych rzeczy, o kontaktach z ludzmi. No ale np ksiegolwy powinien raczej mowic o zamilowaniu do cyferek a mechanik do srubek. Ja jestem tylko sales, wiec musza to byc ludzie.....

- Co cie demotywuje?

W moim przypadku- najbardziej szef idiota. No ale znow musialam to zatrzymac dla siebie. Jest to typowe pytanie psychologiczne. Sprawdza czy bedziemy tylko narzekac i wymieniac liste „negatywow”.
Wg Margaret schamat odpowiedzi musi wygladac tak:

PROBLEM ---> IMPACT ON THE JOB ---> WHAT YOU DID ABOUT IT

Znow trzeba sprzedac swoje umiejetnosci (och ten handel zywym towarem!), sztuke rozwiazywania problemow, innowacyjnosc, komunikatywnosc. Przyklad odpowiedzi:
„Demotywuje mnie brak procedur w tym i w tym. Mialem taki przypadek w poprzednim miejscu pracy. Utrudnialo to znacznie to i to, wiec aby tego uniknac zrobilem to i tamto”.

- Jak radzisz sobie ze stresem?

Znow psychologia. Margaret poradzila mi aby odpowiedziec tu „Lubie stres, bo mnie motywuje”. No nie wiem !!! W dziale sprzedazy tego stresu jest jednak co niemiara, wiec taka odpowiedz ma jednak jakies swoje swoje racje.
Kazdy ma swoje metody radzenia ze stresem, ale nie warto mowic np o kopaniu psa czy „obalaniu polliterka”. Ja tu wymienilam dwie moje prawdziwe metody- „dlugoterminowa” czyli weekendowe wedrowki w ciszy i spokoju, z dala od miejskiego zgielku, no i „krotkoterminowa” (bynajmniej nie powod do dumy w pewnych kregach)- siedzac kilka minut w samochodzie przeklinac jak szewc (teraz to nawet w dwoch jezykach! Angielskie slowo na „f” ma taka sama soczystosc jak polskie slowo na „k”)….. Zawsze rozbawialo to rozmowcow. To tacy sami ludzie jak my, wiec jestem przekonana ze robia to samo.
Warto tu chyba powiedziec takze o najwiekszym stresie w swoim zyciu i sposobie w jaki sobie z nim poradziles. W moim przypadku byla to zmiana kraju. Zmotywowalo mnie to podjecia akcji o przetrwanie, wiec chyba jest troche prawdy w tym co mowi Margaret. Sres motywuje.

- Dlaczego chesz odejsc? (to, oczywiscie jesli masz juz prace)

Psychologia…. Szefa idiote znow trzeba zostawic w spokoju. I kolege, ktory z uporem maniaka pije z mojego kubka i zostawia brudny w kuchni. Znow trzeba powrocic do pkt 3 – wynikow researchu - co oni maja a co ja chce robic. Mozna powiedziec „ Tak naprawde to nie myslalem o odejsciu z mojej firmy, ale brakuje mi tego i tego, co jest wlasnie w waszej firmie. Imponuje mi wasze to i owo, chcialbym pracowac w tym i tym srodowisku, chcialbym szerzej wykorzystac moje doswiadczenie w tym i w tym…” Itp itd.

- Dlaczego przyjechales do Australii? (to, jesli szukasz pierwszej pracy)

Teoretycznie nie powinni zadawac tego pytania, bo to wlazenie butami w cudza prywatnosc. No ale ludzie sa wscibscy i ja czesto sie z takim pytaniem spotykalam. Nie warto raczej wdawac sie w szczegoly prywatnej drogi emigracji, czy (Bron Boze!!!!) narzekac na zla sytuacje w Polsce (jak pisalam w poprzedniej czesci, Australijczycy naprawde nie lubia narzekania i pesymistow). Ja zawsze traktowalam to pytanie z poczuciem humoru i mowilam, ze moj przyjazd byl wynikiem mojego „kryzysu wieku sredniego”. Warto od czasu do czasu rozluznc atmosfere i lekko rozbawic rozmowce.

- Jakie sa twoje mocne i slabe strony?

Nigdy nie lubilam tego pytania, ale wreszcie z pomoca Margaret wiem jak z niego wybrnac.
Mocne strony (same konkrety) przede wszystkim to co jest im potrzebne: nasze doswiadczenie w konkretnej dziedzinie, nasza wiedza w k.d., przypadki rozwiazan, ktore wprowadzilismy w poprzedniej pracy. Plus kilka mniej konkretnych „zdolnosci” jakie sa zawsze potrzebne- komunikatywnosc, latwosc przystosowania sie do nowej sytuacji itp.
Slabe strony- no wlasnie! Cokolwiek powiemy bedzie zle. Rada Margaret jest tu niezawodna- trzeba wymienic tylko to, co moze byc naprawione w krotkim czasie. Przykladem moze byc luka w porzadanej przez nich wiedzy (mala luczka, ktora mozna szybko zalatac).

- Gdzie widzisz sie za 3-5 lat?

Ja na jakiejs tropikalnej wyspie, popijajac kolorowe drinki i moczac stopy w oceanie nie myslac o zadnej cholernej robocie. Hmmmmmm, rozmarzylam sie. A co TRZEBA powiedziec? Trzeba unikac konkretnych nazw stanowisk. Jak powiesz ze nie jestes zorientowany na kariere pomysla ze chcesz zajsc w ciaze (u kobiet oczywiscie), albo ze jestes „luzer” (glownie u facetow). Jak powiesz, ze chcesz kariery- szef od razu sie przestraszy ze chcesz go wykopac. Ja zawsze mowilam standardowa formulke typy „chce pracowac w firmie, ktora lubie, sznuje robic to co lubie i miec wklad w rozwoj i zmiany w tej firmie. Po tym czasie chce miec wiedze, doswiadczenie ktore pozwoli mi zdobyc respekt i dobre kontakty zarowno z kolegami z pracy jak i klientami” Wiem, wiem, slodsze niz wata cukrowa, ale na nic innego nie wpadlam. A jest w tym sporo prawdy, wiec nie jest tak zle.

Wazna jest reakcja na tzw trudne pytania. Uwierzcie mi, czasem zdarza sie bydlak, ktoremu radosc sprawia widok zamotanego rozmowcy (jak ten rudy Tasmanczyk z pierwszej czesci mojej opowiesci). Kilka wskazowek jak sobie poradzic:
- wysluchac pytania do konca (ilez razy wpadalam w panike slyszac zaledwie pierwsze wyrazy takiego pytania!)
- zachowac spokoj i opanowanie- tracac je zdradzasz swoja niepewnosc i udowadniasz, ze pytanie jest dla ciebie rzeczywiscie trudne
- nie dac sie wciagnac w emocjonalna dyskusje
- mozna skomplementowac to pytanie (lagodzi sie negatywne nastawienie rozmowcy), dac mu do zrozumenia ze cenisz jego blyskotliwosc/inteligencje/itp czyli polechtac jego proznosc. Jesli jego intencje byly dobre, zyskuje sie w ten sposob sojusznika. Jesli nie- coz, oczywiscie zalezy od sytuacji, mojego Tasmanczyka po kilku trudnych pytaniach po prostu zostawilam, bo uznalam ze to starta czasu.... To tyle z moich zapiskow dokonanych w procesie poszukiwania mojej wlasciwej pracy. Ciekawe doswiadczenie, musze przyznac.

m