« Dożynki 2014 | Strona główna | WINA »

1 grudnia 2014

Reminiscencje

Jeszcze się człowiek dobrze nie rozkręcił, a tu już prawie lato. Dni długie i słoneczne, po prostu chce się żyć.

Z wyprawy po Australii pozostały już tylko wspomnienia. A w związku z tym mała dygresja. Kiedy tak podróżowałem poprzez dziewicze tereny Australii, podziwiałem te prastare dziwy przyrody - zastanawiałem się nad marnością naszego życia i miałkością naszych codziennych problemów. To co nas tu otacza żyje miliony lat i nie wydziwia, nie skarży się, nie popisuje – po prostu jest. Trwa w najlepsze bez niczyjej pomocy. Istnień ludzkich mogłoby nie być, a inne organizmy żyją bez problemu. Ciekawe, że w drugą stronę raczej by się nie dało. My byśmy nie przetrwali bez fauny i flory.
David Attenborough w jednym ze swoich programów przyrodniczych powiedział:
“If we and the rest of the backboned animals were to disappear overnight, the rest of the world would get on pretty well. But if they ( the insects ) were to disappear, the land’s ecosystems would collapse...” Co znaczy: jeżeli wszystkie kręgowce (łącznie z nami), nagle zniknęłyby z kuli ziemskiej to cały świat miałby się ciągle dobrze, natomiast jeżeli zaginęłyby tylko insekty, destrukcyjnie zachwiałby się system ekologiczny świata. I dalej wyjaśnia, że ziemia wyjałowiłaby się z powodu braku cennego nawozu, a wiele kwiatów nie miałby kto zapylać. Mnóstwo zwierząt lądowych i wodnych, jak również ptactwo nie miałoby co jeść. Na co dzień ledwie je tolerujemy, ale gdyby insektów zabrakło, strasznie byśmy to odczuli.
Prawie codziennie w trakcie naszej podróży, rano oglądaliśmy polskie wiadomości z Polsatu, gdzie pokazywali jakichś politycznych bubków, co to wypiją małą czy dużą wódkę i klepią trzy po trzy, a cała Polska (38 mln ludzi) to przeżywa. Come on! czy naprawdę nie mają nic lepszego do roboty. Te wszystkie afery podsłuchowe, haki, podpuchy z tej pozycji wyglądają tak miałko i śmiesznie...

Te walki o władze i rzucanie kalumni na przeciwnika politycznego jest farsą, w porównaniu z prawdziwym życiem na ziemi, w symbiozie z naturą. A ludziom i tak się wydaje, że są najważniejsi. Zresztą, nie trzeba być politykiem aby podobnie postępować.
Megalomania rodu ludzkiego od najdawniejszych czasów rozwija się w najlepsze i nie ma na to lekarstwa. Wychodzą z nas pierwotne instykty: dominacja nad innymi, samcze zagarnianie władzy, hierarchiczność i rozszerzanie swego terytorium dominacji. Współcześnie powiększona o najnowsze “zdobycze” umysłu – terror psychiczny i panowanie nad umysłami mas. Ale to tylko między sobą możemy się puszyć - w stosunku do Ziemi jesteśmy oseskami.

Czytam właśnie książkę “Przed potopem” niemieckiego autora Herberta Wendta. Autor przytacza tam jak zmieniały się pojęcia człowieka o otaczającym go świecie. Przez wieki trzymano się kurczowo Biblii. W 1472 roku irlandzki arcybiskup Usher wyliczył na podstawie Starego Testamentu, że Ziemia została stworzona w 4004 p.n.e., 26 października o godzinie 9 rano (!). Całkiem ciekawy sposób obliczania wieku Ziemi przyjął francuski hrabia Buffon. Na podstawie doświadczenia z dwiema wielkimi kulami żelaznymi które rozżarzył a później ochładzał, stwierdził, że wiek naszej planety wynosi 74 832 lata. A brytyjski fizyk lord Kelvin w 1862 roku na podstawie podobnego doświadczenia, podał, że przypuszczalne istnienie globu, to okres między 20 a 400 milionami lat. I tak wiek naszej staruszki się wydłużał. Teraz na podstawie rozpadu substancji radioaktywnych zawartych w skałach, przyjmujemy wiek naszej planety, na około 4 miliardy lat. Niektórzy twierdzą, że nawet trochę więcej (4.6 mld lat).

Właśnie, wiedzę naszą opieramy o badanie skał. Tych u nas nie brakuje. W różnych regionach trochę inne, ale prawie zawsze spektakularne. A przebywając na dziewiczych terenach z innej perspektywy odbiera się naszą codzienność, inaczej widzi się otaczający nas świat.
Szczególnie odczuwałem dziwne wrażenie, kiedy obserwowałem przechadających się po buszu Aborygenów – a miałem kilkakrotnie taką okazję – to w myślach przenosiłem się, aż w epokę mezolitu, czyli ponad 10 tysięcy lat wstecz. Narzędzia kamienne, prymitywne łodzie i dzidy były atrybutami ówczesnego człowieka. A przecież tutaj było to jeszcze tak niedawno. Nie znali wtedy rolnictwa, podobnie jak współcześni Aborygeni, pomimo cywilizacji wprowadzanej przez białego człowieka, nigdy nie zapałali miłością do pracy na roli. Praktycznie na terenie Australii ludzie pojawili się wcześniej niż w Europie, bo już 55 tysięcy lat temu. Trzeba jednak stwierdzić, że przez ten czas zrobili bardzo mały krok naprzód. A może to i dobrze, bo dzisiaj nie byłoby pewnie tylu dziewiczych terenów, czyli miejsc do refleksji na tematy egzystencjalne.

Ta fauna i flora kształtowana przez wieki, często dziesiątki milionów lat, ciągle istnieje i istnieć będzie, bez pytania o nasza wolę. No, chyba że w imię większej konieczności (grubych pieniędzy), trzeba będzie to unicestwić i przekształcić teren w kopalnie, czy wielkie przedsiębiorstwa przynoszące spore zyski. Bo i tak się coraz częściej zdarza. Nie ma się co oszukiwać – czasem jest to niezbędne.

I na koniec przytoczę jeszcze jedno zdanie Davida Attenborough’a: Tylko jednego rośliny i zwierzęta nie przetrwają – determinacji i zaciełości z jaką niszczy je człowiek.
I tego powinniśmy się obawiać najbardziej, bo jak one nie przetrwaja... My jesteśmy następni w kolejce i w niczym nie pomoże nasza zaawansowana cywilizacja.

Krzysztof Deja

magnolia.jpg


flowers.jpg


flowers2.jpg


tree.jpg


tree2.jpg


city1.jpg


city2.jpg


city3.jpg

« Dożynki 2014 | Strona główna | WINA »