« Oświecony - felieton | Strona główna | Pomożecie?! - felieton »

15 lutego 2014

Otępienie - Felieton

Zawsze słyszałem i całkowicie się z tym zgadzam, że głupotę trzeba piętnować i tępić.

Pod wpływem ostatnich lektur przyszło mi na myśl podzielenie się z czytelnikami kilkoma niedorzecznościami w ludzkim postępowaniu, które znalazłem w ostatnich dniach. Przedstawię parę zdarzeń w porządku chronologicznym zaczynając od najstarszych.

Pierwszym przykładem jest tragiczny los jaki spotkał twórcę antyseptyki, węgierskiego doktora położnika Ignacego Semmelweisa w XIX wieku. W czasie sekcji zwłok zmarłej wskutek zakażenia położnicy, jego kolega zaciął się nożem i zmarł mając takie same objawy, jak owe kobiety, które licznie umierały na oddziale Semmelweisa. Wówczas zdał on sobie sprawę, że to lekarze nie myjąc rąk po sekcjach i badając na przemian zdrowe i zakażone położnice, przenoszą zarazki. Semmelweis nakazał zatem mycie rąk i odkażanie pomiędzy badaniami i po wykonaniu sekcji zwłok. Przynosiło to oczywiście pozytywne rezultaty. Kiedy jednak po kilku latach, jako coraz bardziej sławny doktor opublikował to w formie pracy naukowej, został źle przyjęty przez środowisko. Wyśmiano go wtedy, uważając jego doświadczenia za fanaberie.

Niezrozumiany i zaszczuty Semmelweis postradał zmysły i zakończył życie w zakładzie psychiatrycznym. Jak na ironię zmarł z powodu tych samych bakterii, z którymi walczył. Przyczyną śmierci bowiem była rana – zakażone skaleczenie, którego nabawił się podczas ostatniej wykonywanej przez siebie sekcji. Potem pojawiały się różne rewelacje na temat jego śmierci, np. w setną jej rocznicę, w 1965 r. podana została hipoteza, że zmarł na kiłę . Pewnie żydowskie korzenie doktora miały spory wpływ na takie traktowanie.

Teraz przykład dumnego syna Albionu który pokonał głupotę dzięki dobrej pamięci. Angielski kompozytor Benjamin Britten podróżował po USA w 1942 z nutami świeżo skomponowanych utworów muzycznych. Wszystko było w porządku do czasu opuszczania Stanów Zjednoczonych. Amerykańscy urzędnicy kontroli celnej skonfiskowali mu nuty dopiero co skomponowanego Hymnu do św.Cecylii, uważając, że to coś w rodzaju szyfry szpiegowskiego. Czyżby nikt w całym urzędzie nie wiedział co to są nuty i co oznaczają te znaki? W każdym razie Britten w trakcie podróży do domu na statku, z pamięci odtworzył manuskrypt kompozycji i w ten sposób możemy go dzisiaj słuchać. A utwór ten należy do najsławniejszych prac kompozytora.

Przenosimy się teraz parę lat później i już jesteśmy na swoim podwórku. W kwietniu 1947 r. u zarania budowy socjalistycznego państwa bezwyznaniowego, całe polskie kierownictwo państwowe wzięło udział we mszy żałobnej za duszę gen. Karola Świerczewskiego (ateisty i pogromcy Kościoła z czasów hiszpańskiej wojny domowej). Członkowie Biura Politycznego PPR szli później w orszaku pogrzebowym prowadzonym przez duchownych archidiecezji warszawskiej. Parę lat później zaczęli tych samych duchownych zamykać w aresztach. A podczas wizyty w Moskwie Bolesław Bierut próbował przekonać Stalina o konieczności zmiany polskiego hymnu z Mazurka Dąbrowskiego na... Międzynarodówkę, ale o ironio, Stalin był przeciwny takim posunięciom.

I już całkiem współcześnie. Śmieszą mnie wynurzenia polskich działaczy sportowych traktujące o niemożliwości zabronienia wnoszenia na stadion szturmówek, flag klubowych tzw. sektorówek, a w nich rac i innych przedmiotów oficjalnie zakazanych. Irytują mnie sędziowie i polska prokuratura, nie widzący nic złego w rasistowsko-nacjonalistycznych hasłach skandowanych i wywieszanych na stadionach podczas imprez sportowych. Żałosna argumentacja. Pseudodemokracja uderzyła im na mózg.
W Australii nawet na koncert rockowy odbywający się na stadionie nie wolno wnosić zwykłych plastykowych butelek z wodą, nie mówiąc o większych bagażach. I to w kraju gdzie na co dzień wielu nie rozstaje się ze wspomnianą butelką, a demokracja na ogół ma się dobrze, Na stadion nie wolno i już. Nikt z tego nie robi żadnego problemu. Inna sprawa, że często po wejściu organizator zabepiecza bezpłatną wodę, ale są też płatne niskoprocentowe alkohole. Burdy na stadionach praktycznie się nie zdarzają. Bezpieczeństwo i dobra zabawa są ważniejsze od jakiś ustępstw chamstwu i chuligaństwu. W ten sposob na imprezy chodzą całe rodziny bez obawy dostania czymś ciężkim po głowie.

I na koniec anegdotka prosto z kościoła w Zakopanem. Otóż miejscowy ksiądz głosił kazanie z... rolką papieru toaletowego w ręku, stwierdzając, że to potwarz dla katolików, by wizerunek utożsamiany z Panem Jezusem wykorzystywać „na takiej rzeczy”. Okazało sie, że zbulwersowały go wytłoczone na papierze owieczki które duchownemu kojarzą się tylko z jednym – Barankiem Bożym. Ciekawi mnie reakcja baców i juhasów!

Krzysztof Deja

a tutaj kilka fotografii z przedostatniego etapu najwiekszego wyścigu kolarskiego na Antypodach w okolicach Adelajdy. Piekne okolice, najlepsi kolarze z Europy – cóż więcej potrzeba.

IMG_1863.JPG

IMG_1865.JPG

IMG_1874.JPG

IMG_1870.JPG

IMG_1877.JPG

IMG_1885.JPG

IMG_1882.JPG

IMG_1878.JPG

« Oświecony - felieton | Strona główna | Pomożecie?! - felieton »