« Od nowa - Felieton | Strona główna | Otępienie - Felieton »

1 lutego 2014

Oświecony - felieton

Dawno już nie wspominałem o moim przyjacielu Zenku. A jest o czym mówić.

Teraźniejszy Zenek to już nie ten sam osobnik sprzed dwudziestu czy nawet dziesięciu lat. To nie ten sam człowiek który przyjmował wszelkie prawdy i recepty na życie bezkrytycznie od dzieciństwa, jako naturalną strawę dnia codziennego, trzymającą go przy życiu duchowym w pozycji średniej krajowej. O nie! Teraz Zenek sam wybiera składniki swego pokarmu dokładnie je ważąc, analizując przed spożyciem. Żaden znajomy, celebryta czy tzw. wielki człowiek, ani ksiądz czy polityk nie mają już wpływu na jego postawę filozoficzną. Żaden film, koncert czy dzieło sztuki nie wpływają na jego fascynacje i rozumowanie otaczającego go świata jak kiedyś bywało. Zenek sam wybiera sobie pryncypia na drogę życia, poprzez dokładnie wyselekcjonowane lektury i analizę doświadczeń życiowych.

Tak się czasem zachowuje jakby osiągnął 32 stopień w wolnomularstwie, ale zaklina się, że do masonów nie należy. W takiej sytuacji uważam, że te “fanaberie” to dziwactwa przychodzące z wiekiem. Z drugiej jednak strony, idee i system wartości ma on teraz tak uporządkowane jak nigdy dotąd.

Zenek stał się humanistą i co gorsze,,, racjonalistą aż do bólu. Ciągle przytacza cytaty filozofów, różnych humanistów, naukowców z całego świata (głównie tych z renomowanych uczelni). Z tego co zrozumiałem, to opowiada się on za heglowskim modelem świata. Oznacza to, że wierzy iż historia dzieje się sama, bez pomocy sił wyższych, ani żadnych utajnionych związków trzymających władzę, tak często wspominanych w teoriach spiskowych.

Wczoraj wpadł do mnie na zimne piwo, bo trzeba wiedzieć, że u nas ostatnio gorączki straszne – codziennie sporo powyżej 40 stopni i tak już od tygodnia. Już przy pierwszej szklance zaczął opowiadać o humaniźmie i przekonywać mnie, że jest on w dotychczasowej formie odmianą nacjonalizmu gatunkowego.
To co, w niedługim czasie będziemy mieli florizm i faunizm – zażartowałem.
A żebyś wiedział, tak drzewa jak i zwierzęta mają takie same prawa do życia jak człowiek – poinformował mnie z poważną miną.
Nie wiem czy to ma coś wspólnego z tak modnym ostatnio słowem (dla niektórych, ideologią) gender, ale szczerze mówiąc bałem się rozwijać ten temat, aby Zenek całkowicie nie rozłożył mnie na łopatki. A do tego ten upał…

Po chwili Zenek pochwalił się ostatnią lekturą. Okazuje się, że właśnie czyta Władysława Kopalińskiego “Drugi kot w worku”. Są to gawędy na tematy historyczne i językowe. I taką właśnie perełkę językową przytoczył, jak to kiedyś księża klątwy rzucali. Teraz nas to śmieszy, ale kiedyś pewnie było to wielką formą psychicznego terroru, jak podkreślił Zenek.
Kopaliński pisze tak: „Przy rzucaniu klątwy, ksiądz w żałobnej szacie z zapaloną świecą, wygłaszał ze stopni ołtarza formułę anatemy: "Aby w domu, na ulicy, na roli, jedząc, robiąc i chodząc, był przeklęty; aby zdrowego członka nie miał od wierzchu głowy aż do stopy nożnej, aby wnętrzności jego wypłynęły i robactwo ciało jego stoczyło; aby dom jego był spustoszony, a sam wymazany został z księgi żywota i z diabłem jeno mieszkał".

No i jak się to ma do głoszonego powszechnie miłosierdzia bożego? – zakończył Zen.

Przy następnym piwie Zenek poinformował mnie, że to co kiedyś było awangardą myśli ludzkiej czyli świeckość, wartości neutralne światopoglądowo i laicyzm stały się passe. Że on i jemu podobni czują się zmarginesowani przez tych dla których manifestacyjna pobożność taka, rodem ze Średniowiecza - jak podkreślił - oraz namiętności religijne i skrajna dewocja jawią się obecnie trendy. Tu musiałem stanowczo zaprotestować.
- Co ty opowiadasz, co czy kto cię tak tu marginesuje: media, sztuka, społeczeństwo czy rząd?
- Sorry Kris, niezrozumieliśmy się, ja mówię o polskiej enklawie, polonijnym światku. Jako Aussie czuję sie ok., tylko środowisko polonijne mnie knebluje, większość rodaków o skrajnie prawicowych poglądach.
- Ja też? – zapytałem zdziwiony.
- Ty jesteś jeszcze ok. ale nie mam pewności czy w przyszłości nie ulegniesz psychozie – wyznał Zen.
- No to pracuj nade mną, tylko intensywnie i najlepiej wpadaj z załącznikami – zażartowałem wymownie wskazując na ostatnią butelkę zimnego piwa.

Krzysztof Deja

W kąciku fotograficzym dzisiaj reportaż z obchodzonego kilka dni temu święta Australia Day. Taką wielonarodową paradę można jedynie zobaczyć na rozpoczęcie olympiady. W Adelajdzie mieszkają przedstawiciele ponad 140 krajów świata, niewiele mniej było reprezentownych na wspomnianej paradzie w centrum miasta. Później do wieczora koncert, a na końcu pokaz ognii sztucznych. Przedstawiam tylko kilka fotografii z tych uroczystości.

1a.jpg

2b.jpg

3c.jpg

4d.jpg

5.jpg

6e.jpg

7f.jpg

8g.jpg

9h.jpg

10j.jpg

11k.jpg

12l.jpg

13m.jpg

14n.jpg

« Od nowa - Felieton | Strona główna | Otępienie - Felieton »