« Bangkok - felieton | Strona główna | Wydarzenia - felieton »

1 listopada 2013

Panta rhei - felieton

Tak, wszystko płynie... innymi słowy podlega ciągłym zmianom.

Pierwszy te słowa wypowiedział grecki filozof Heraklit z Efezu dosyć dawno, około dwa i pół tysiąca lat temu. Cały świat pomimo pozornego zastoju (bo przecież nie widzimy gołym okiem szalonej rotacji kuli ziemskiej) jest w ruchu i wszystko co na nim, podlega zmianom. Czytając o dawnych imperiach, czy to egipskim czy rzymskim, wpadamy w podziw i niedowierzanie, że tak silne struktury władzy przetrzymały tyle czasu a jednak i one się rozpadły. W końcu potęga egipska trwała ponad 3 tysiące lat. To trzy razy tyle, ile całe dzieje chrześcijaństwa polskiego. Rzymskie imperium trwało dużo krócej, ale obejmowało cały, ówczesny cywilizowany świat i wyglądało, że to będzie trwać wiecznie, a jednak...

Teraz wszystko płynie jakby szybciej. Tak gdzieś około XIX wieku nabrało rozpędu. Na naszych oczach natomiast dzieją się ważne historycznie wydarzenia. Byliśmy świadkami rozpadu imperium Zwiazku Radzieckiego. Sowieckie imperium trwało dość krótko, ale komu jeszcze 30 lat temu by do głowy przyszło, że nastąpi tak szybki koniec. Przecież miało żyć wiecznie jak Lenin. Towarzysz Iliycz daje się jakoś podreperować – Sojuz już nie. Zostało drugie mocarstwo jeszcze potężniejsze, Stany Zjednoczone Ameryki. I teraz jesteśmy świadkami kolejnej niewiarygodnej historii. USA chwieją się na nogach i już w wielu dziedzinach tracą dominację w świecie. Ten potężny i przez wielu podziwiany kraj, zaczyna ledwo wiązać koniec z końcem, a wiele jego dotychczasowych atutów staje się z dnia na dzień zbankrutowanym badziewiem. Ponieważ oparte jest ciągle na demokratycznych zasadach (często bardzo problematycznych), więc huku nie słychać, ale skrzypi niedomaganiami na potęgę. I nie wiadomo co z nim będzie powiedzmy za kilka lat.

Jeszcze 30 lat temu chińskie wyroby stanowiły rzadkość na światowych rynkach. Teraz ciężko jest znaleźć coś co nie pochodzi stamtąd. Większość ciągle tandetnych produktów ma jedną wielką zaletę i co za tym idzie moc przebicia – są tanie. Bardzo tanie i przez to bardzo konkurencyjne. A Chiny jako nowe supermocarstwo pną się coraz wyżej. Tylko ci co wierzyli, że “przyjdzie czas, kiedy chińczyk zanurzy kopyta swego konia w Wiśle”, mogą teraz powiedzieć – a nie mówiłem...
A my... czyli Australia? W statystykach i rankingach wypadamy najlepiej! Nie tak dawno, Economist Intelligence Unit Economist Intelligence Unit, jednostka badawcza tygodnika "The Economist" ogłosiła najnowszy ranking najlepszych miejsc do zamieszkania w 2013 roku. Analitycy badają miasta świata pod kątem pięciu głównych kategorii: opieki zdrowotnej, stabilności politycznej, kultury i środowiska, edukacji i infrastruktury, które dzielone są na 30 podkategorii.

Oceniano 140 miast całego globu. I co... oczywiście nasz kontynent wypadł najlepiej. Australia zgarnęła 4 miejsca w pierwszej dziesiątce. Światowym liderem 2013 roku po raz trzeci zostało Melbourne. Drugie miejsce przypadło Wiedniowi, i jest on obok Helsinek (VIII miejsce) jedynymi europejskimi miastami w pierwszej dziesiątce. Na trzecim jest Vancover z Kanady. Później Toronto, a następnie ex aequo nasza Adelajda i Calgary z Kanady. Miejsce siódme przypadło największemu australijskiemu miastu Sydnej, a dziewiąte stolicy zachodniego wybrzeża Perth. Na X miejscu uplasowało się największe miasto Nowej Zelandii, Auckland. Jak łatwo zauważyć, nie ma tu ani jednego miasta z USA, Rosji czy Chin. Nowy Jork zajął 56 miejsce tuż po Londynie, a Moskwa dopiero 70. Najgorsze miejsce do życia, to w tej klasyfikacji Damaszek – nic dziwnego, wojna w Syrii robi swoje. Przedostatnie miejsca to Dhaba leżąca w Bangladeszu i stolica Papui-Nowej Gwinei Port Moresby. Nie mam dostępu do pełnej listy i nie znam pozycji polskich miast.

My z pierwszej dziesiątki często narzekamy, ale wynika z tego, że gdzie indziej musi być dużo, dużo gorzej. W końcu dane nie przyszły z powietrza. Bo jak się zastanowić, to życie w kraju mocarnym czy super bogatym, nie przekłada się na szczęście obywateli. Tam gdzie polityk czy duchowny chcą mieć władzę nad umysłem i ciałem człowieka, tam nigdy dobrze nie będzie. Jeżeli jest demokracja z nastawieniem na jednostkę a nie naród, prężnie rozwinięte lokalne samorządy i dobra wola, to pewnie wystarczy do godnego życia. I nie o to przecież chodzi aby mieszkać “w pierwszej dziesiątce”. A poza tym wszystko płynie...

Krzysztof Deja

Ps. Chciałbym zachęcić do zapoznania się z incjatywą ciekawego człowieka i twórcy z Ustki. Poniżej załączam link do krótkiego spotkania z Zenonem.

https://wspieram.to/647-powiesc-47.html

A w kąciku fotograficznym dzisiaj Melbourne. Zdjęcia moje oraz Leszka Pruszkowskiego.

melb.jpg


melb3.jpg


melb2.jpg


melb4.jpg


melb6.jpg


melb5.jpg


melb8.jpg


melb7.jpg


melb9.jpg

« Bangkok - felieton | Strona główna | Wydarzenia - felieton »