« Polskie klimaty cz.1 - Felieton | Strona główna | Bangkok - felieton »

30 września 2013

Polskie klimaty cz. 2 - Felieton

Podróżując koleją po kilku państwach Europy mieliśmy okazję porównać warunki i komfort przemieszczania się tą formą transportu.

Właściwie to różnice pomiędzy Szwecją, Danią, Niemcami czy Holandią byłyby znikome gdyby nie to, że mieliśmy dodatkowe atrakcje równoczesnej podróży promem, długimi mostami czy tunelem. Właśnie na promie z całym składem pociągu spędziliśmy ponad godzinę w drodze do Hamburga, a resztę już opisywałem poprzednio. Polska kolej aż takich atrakcji nam nie fundowała ale były inne, najczęściej związane z przeprosinami. Tak, teraz PKP gorąco przeprasza pasażerów za opóźnienia i jest to najczęściej słyszana formułka na polskich peronach. Na ogół ciężko przewidzieć kiedy się wyruszy w drogę, a i zagadką jest czas dotarcia na miejsce. Jeszcze jedna drobna różnica, pociągi zachodnie poruszały się średnio z prędkością 140–160km/h. Polski (jeden) zanotował rekordową prędkość przez chwilę 112km/h. Zwykle pędziliśmy coś około 70 km/h. A dwa lata temu trasę Zakopane – Szczecin pokonaliśmy jednym pociągiem w ciągu 16 godzin. Teraz aż takich rekordów nie zanotowaliśmy, ale kilka opóźnień jednak zaliczyliśmy.

Same pociągi bywają różne lepsze i gorsze. Jedno co miłe to współpasażerowie. Mówi się, że Polacy to ponuraki z zadartymi nosami, a my byliśmy przyjemnie zaskoczeni otwartością rodaków. Miłe konwersacje nawiązywały się na ogół od samego początku podróży. Byliśmy nawet częstowani specjałami z domowych ogrodów czy spiżarek. To bardzo miłe. Bywały małe spięcia między pasażerami tylko w sprawach orientacji religijnej, politycznej czy seksualnej, ale szybko zażegnywane dyplomatycznymi zwrotami w stylu: pożyjemy, zobaczymy.

Trzeba też powiedzieć, że wielu obcokrajowców spotyka się w polskich pociągach. W ogóle pociągi były tego lata zatłoczone. Na szczęście jest coraz więcej składów z całkowitą rezerwacją miejsc i w ten sposób każdy (chociaż ciasno), może usiąść w przedziale na wyznaczonym miejscu.

Polska wakacyjna to kraina festynów, festiwali, kabaretonów i występów ulicznych, które można zaliczyć w większości dużych miast i miejsc turystycznych. Tylko w centrum Warszawy oglądaliśmy kilkunastu muzyków na Krakowskim Przedmieściu i Placu Zamkowym. W Łazienkach podczas spacerów byliśmy na dwu różnych koncertach pianistycznych. Na Placu Konstytucji oglądaliśmy monodramy w wykonaniu artystów teatru Polonia z fundacji kulturalnej Krystyny Jandy. A największe wrażenie zrobił na nas Festiwal Jazzowy odbywający się na warszawskiej Starówce. To już XIX impreza międzynarodowa. A jak smakuje piwo słuchając takiej muzyki. Byliśmy zachwyceni.

Gdybym miał wyliczać wszystkie występy muzyczne które oglądaliśmy w różnym miejscach Polski zabrakłoby miejsca, dodam tylko, że chyba największe natężenie tych imprez było w Międzyzdrojach. A pod Ustką odbywały się koncerty dawnych gwiazd brytyjskiego rocka.

Nie tylko muzyczne imprezy obejrzeliśmy. Tak w Warszawie jak i w Radomiu trafiliśmy akurat na organizowane tam maratony biegowe. Przy okazji warszawskiego natknęliśmy się na grupę nawiedzonych, którzy w czerwonych szatach z wizerunkami Jezusa odprawiali swoje rytuały tuż przed Pałacem Prezydenckim ustawiajac tam krzyż i kilka innych dwocjonali. Przechodnie i turyści ze zdziwieniem oglądali tę grupkę kilkunastu naprawiaczy świata, którzy wszędzie widzą totalitarną władzę i spiskowanie przeciwko ich ideałom. No cóż, niektórzy mówią smoleńska sekta, ja uważam, że to są po prostu chorzy ludzie.

Przeżyliśmy też chwile grozy. A zdarzyło się to w czasie naszego pobytu w Szczecinie. W samym centrum miasta około trzeciej w nocy usłyszeliśmy niezwykle silne grzmoty jakby wybuchy bomb w odstępie minuty każdy. Podchodzimy do jednego z okien, a tu przerażający widok palących się aut. Cztery samochody osobowe płonęły tuż pod sporą kamienicą w odległości 40 metrów od stacji benzynowej! Dym przesłaniał całą kamienicę a ogień sięgał drugiego piętra. W kilka minut najechało się straży, policji, karetki pogotowia. Już tej nocy dobrze nie spaliśmy. Następniego dnia tylko JEDEN z właścicieli aut zgłosił na policję swoją szkodę. Właściciele pozostałych trzech wcale nie pofatygowali się z meldunkiem straty mienia. Wygląda na to, że tylko jeden był ofiarą niezamierzoną, a pozostali wiedzieli o co chodzi. Pewnie porachunki...

W międzyczasie w basenie nadbrzeżnym Odry znaleziono w Szczecinie niezdetonowaną, dwumetrową bombę z czasów II wojny światowej. W najbliższą sobotę sporą część środmieścia sparaliżował alarm informujący o wydobywaniu tej 1200 kilogramowej niemieckiej bomby. Półtora tysiąca osób ewakuowano z najbliższej okolicy. O 11.30 przed południem bombę wydobyto i odtransportowano szczęśliwie na poligon w Drawsku. Około 14.00 kolejne syreny poinformowały mieszkańców o zakończeniu akcji i możliwości powrotu do strefy zagrożonej. Mogliśmy znów spokojnie pospacerować Wałami Chrobrego. Już wtedy miasto szykowało się do wielkiego napływu żaglowców z różnych stron świata i najazdu turystów, my niestety musieliśmy już według planu wyjechać i opuścić Polskę. Następny dłuższy pobyt to Bangkok. Ale o tym w następnej korespondencji.


Krzysztof Deja


fotografie

IMG_0814.JPG

RADOM

IMG_1197.JPG

SZCZECIN


IMG_1028.JPG

MIEDZYZDROJE


IMG_1095.JPG

USTKA


IMG_1184.JPG

GDANSK


IMG_1236.JPG

WARSZAWA Wilanow


IMG_1114.JPG

SLUPSK


IMG_1162.JPG

SOPOT Grand Hotel


IMG_1172.JPG

WLADYSLAWOWO


IMG_1267.JPG

WARSZAWA


IMG_1262.JPG

WARSZAWA Lazienki


IMG_1226.JPG

WARSZAWA Starowka


IMG_1215.JPG

WARSZAWA


IMG_1221.JPG

WARSZAWA FESTIWAL JAZZOWY

« Polskie klimaty cz.1 - Felieton | Strona główna | Bangkok - felieton »