« Stara Europa - Felieton | Strona główna | Polskie klimaty cz. 2 - Felieton »

15 września 2013

Polskie klimaty cz.1 - Felieton

Nie polecam nikomu rozpoczynać europejskich wojaży od Polski.

Mam na myśli starą Europę. My z Zenkiem niestety zrobiliśmy ten błąd. Najpierw zaaklimatyzowaliśmy się w polskiej rzeczywistości, a później ruszyliśmy do Szwecji, Danii, Niemiec i Holandii. Po pierwsze, Polska na pierwszy rzut oka wygląda bardziej okazale niż w rzeczywistości jest. Wystroiła się w jaskrawe kolory, większość inwestycji (dopiero co wykonanych) czaruje świeżością, barwą, nowoczesnością. Nawet pogoda w Polsce wydaje się być łaskawsza, niż w Szwecji czy w innych wspomnianych krajach. Po drugie, te “dorosłe” kraje już dawno przeszły swój okres świetności i teraz odcinają kupony stawiając na zamożność i godne życie swoich obywateli oraz utrzymanie dobrobytu narodowego. Myślę oczywiście o dużych miastach, bo tamtejsze regiony turystyczne ciągle są niedoścignionym wzorcem dla polskich. Polska niczym rosyjski nowobogacki z Rublówki żyje na pokaz, z wierzchu wszystko cacy cacy, a jak się bliżej przyjrzeć, to aż tak wesoło nie jest. Mam na myśli oczywiście okres wakacyjny, bo później turystycznie już traci swój blask.

Dziwią mnie ciągle ci co psioczą na Unię Europejską, bo przecież ten blichtr większych i mniejszych miast, te nowe drogi i modernizacje, te dopłaty dla rolników, są tam głównie dzięki unijnym pieniądzom. To właśnie Unia jest tym spiritus movens wszelkich inwestycji, w innej sytuacji Polacy z zazdrością patrzyliby na Ukraińców. Ale społeczeństwo jak miało swoje problemy tak ma. Bezrobocie bardzo duże. Biurokracja i to na wszystkich szczeblach jest tam nie do przebicia. I to się tak szybko nie zmieni bez względu czy będzie rządzić PO czy PiS, bo to wydaje się być w naturze rodaków. Politycy nie odpoczywali, prawie całe wakacje ruch w interesie, chociaż kiedy odwiedzaliśmy (w weekend) najwyższe urzędy na Wiejskiej w Warszawie, akurat panował spokój. Ludzie nawet na urlopach nie mają sposobu na oderwanie się od polityki. To samo z kibolami. Kiedyś miesiące wakacyjne były wolne od tej wyjątkowo przygnębiającej grupy społecznej, teraz już w środku lata kibole dają o sobie znać, bo rozgrywki zaczęły się już w pod koniec lipca.

Polska ciągle jest najtańszym krajem w tej części Europy. I to jest drugi powód żeby nie zaczynać stąd podróży. Zenka ciągle szlag trafiał jak miał płacić czterokrotnie drożej (Dania, Szwecja), za coś co i tak smakiem nie dorównywało polskim towarom spożywczym. Podobnie w restauracjach, chociaż tu już takie duże przebicie nie było. Szczerze mówiąc żadne z odwiedzonych przez nas zachodnioeuropejskich miast, naszym zdaniem nie umywa się pod względem atmosfery do Krakowa czy Gdańska. Te miasta mają wyjątkowy klimat i tam czujemy się na wakacjach najlepiej.

Jest jednak wielkie ale... polscy kierowcy! To jest taki sam problem jak polska biurokracja – nie do rozwiązania. Ja rozumię, że po kilku dekadach posuchy kiedy większość cywilizowanego świata oswoiła się z możliwością przemieszczania własnym autem, tam się to nadrabia, że niektórzy właśnie za kółkiem leczą swoje kompleksy, ale na Boga tu chodzi o życie i zdrowie innych. Że taki pajac jeden z drugim nie ma żadnej wyobraźni wyjeżdżając z ciasnej bramy na ruchliwa ulicę

Światła sygnalizacyjne na polskich ulicach ustawione są tak, że i kierowcy i piesi mają zielone światło jednocześnie. Początkowo mi to nawet do głowy nie przyszło, uważałem, że oni w pełnym pędzie przejeżdżają na czerwonym, dosłownie ocierając się o wkraczających na pasy przechodniów. To jest paranoja, a wiele takich sytuacji widzieliśmy, kiedy piesi cudem uchodzili z życiem na pasach z zielonym światłem. Nic dziwnego że w Polsce tylu świętych, cud za cudem się zdarzają na ulicach polskich miast i miasteczek. Ale nie tylko cuda się zdarzają. Właśnie w czasie naszego pobytu, w Poznaniu jeden wypadek – 18 rannych. Nie wiadomo czy się śmiać czy płakać. Ciągle te same widoki na drodze, pakowanie się na trzeciego i wymuszanie ustępowania drogi kierowców jadących z przeciwka. Zauważyłem, że ci z bardziej “wypasionymi brykami” uważają to wręcz za święty obowiązek innych użytkowników drogi. Wyjątkowe chamstwo.

Podobnie było nad morzem i innymi zbiornikami wodnymi. Epidemia utonięć. Ludzie się topią wyjątkowo często, nie ma dnia bez tragicznej informacji. Sami jesteśmy świadkami czegoś takiego we Władysławowie. Tylko weszliśmy na plażę, a tam tysiące gapiów. Czerwona flaga, fale jak do surfingu, a ludzie to ignorują i wchodzą do wody, ci bardziej odważni (czyt. “napici”) idą popływać i już nie wracają. Znów brak wyobraźni. Po półgodzinie nieudanych prób służb ratowniczych ludzie leniwie rozchodzą się do swoich grajdołków. No cóż, komuś te wakacje się nie udały. Idziemy na kolejne piwko i do wody.
Cdn.

Krzysztof Deja

i kilka zdjec z tamtych stron

IMG_0848.JPG

Kazimierz Dolny

IMG_1048.JPG

Miedzyzdroje - Kolberger

IMG_1057.JPG

Ustka


IMG_1061.JPG

Ustka


IMG_1129.JPG

Slupsk - koniki

IMG_1137.JPG

Gdansk - katedra


IMG_1207.JPG

Warszawa


IMG_1263.JPG

Warszawa centrum


IMG_1147.JPG

Gdynia

IMG_1264.JPG

Warszawa - Palac Kultury

IMG_1154.JPG

Sopot

IMG_1270.JPG

Warszawa - widok z palacu

IMG_1260.JPG

Warszawaa - Lazienki

IMG_1218.JPG

Warszawa - widok na stadion narodowy

IMG_1248.JPG

Warszawa - Lazienki

IMG_1273.JPG

Warszawa - plac Pilsudskiego w remoncie

« Stara Europa - Felieton | Strona główna | Polskie klimaty cz. 2 - Felieton »