« Arabski sen - felieton | Strona główna | Polskie klimaty cz.1 - Felieton »

1 września 2013

Stara Europa - Felieton

Po arabskich delicjach zapragnęliśmy statecznej Europy. Tym razem postanowiliśmy spędzić trochę czasu w tzw. starej Europie.

Zasiedziałej demokracji, siedlisku dobrobytu, porzadku i ładu. Zaczęliśmy od Szwecji. Po kilku dniach pobytu w Polsce (o czym będzie w następnym felietonie) popłynęliśmy nocnym promem ze Świnoujścia do Ystad.

Przywitał nas tam poranek raczej chłodny, a miasteczko też ponure i robiące wrażenie zapyziałego. Tak tak, po spacerach uroczymi alejkami Świnoujścia byliśmy rozczarowani Ystad. Szybko i sprawnie przedostaliśmy się do Malmo – miejsca tegorocznego festiwalu Eurowizji. Dla wielu Australijczyków impreza wręcz kultowa. Chyba jesteśmy jedynym krajem zamorskim corocznie transmitującym tę imprezę z różnym europejskich miast.

Malmo przywitało nas również skandynawskim chłodem i nawet najbarwniejsze kamieniczki nie były w stanie nas zafascynować. Połaziliśmy z Zenkiem po całym centrum, pozaglądaliśmy do parków i ciekawych budynków.Nie mogliśmy się nadziwić ilości śmieci, a szczególnie petów na ulicach, jakby ktoś całe popielniczki powysypywał. Miejscowi pewnie zwalają to na imigrantów, ale i lokalna młodzież nie lepsza.
Podobał się nam miejski ratusz Radhuset wybudowany w XV wieku na placu Stortorget. Ciekawe są też domy kupieckie Flengsburska i Ekstromska huset. Po tym wszystkim pociagiem pojechaliśmy do Kopenhagi. Przejeżdżaliśmy przez najdłuższy most Oresund (8 km), do 70 metrów nad wodą. Łączy on duńską wyspę Zelandię ze Szwecją. Wrażenie niesamowite tym bardziej, że następna część to parę kilometrów tunelem i na nasypie w morzu.

W Kopenhadze pogoda podobna, chociaż więcej promieni słońca nas witało, lecz na przemian z lodowatym wiatrem. Miasto dużo ciekawsze, no i większe niż Malmo. Złaziliśmy tę Kopenhagę, oj złaziliśmy. Najdłuższy deptak Europy przejść w obie strony to już wyczyn, a my jeszcze po całym śródmieściu drałowaliśmy, w przeciwieństwie do miejscowych którzy mają do tego celu rowery. Zwiedziliśmy wspaniałe muzeum narodowe z bogatą sekcją starożyności, z orygnalnymi rekwizytami wczesnej historii Wikingów, ale nie tylko. Szwecja jest droga ale Dania chyba jeszcze droższa. W każdym razie jest to najdroższy kraj zjednoczonej Europy. Wszystko kosztuje dwa razy tyle co u nas. Jedynie w restauracjach pakistańskich można było zjeść całkiem smacznie i niedrogo. Mieszkaliśmy w hoteliku w centrum miasta, tak że wszędzie było blisko. Zenek nalegał na wizytę w lunaparku Tivoli. Jest to legendarna instytucja w Kopenhadze i musiałem obiecać mu, że jak wrócimy to wybierzemy się na nasz Royal Show, a to prawie to samo – tłumaczyłem. Naszej tasmańskiej księżniczki nigdzie nie widzieliśmy, a pokręciliśmy się trochę po królewskim pałacu. No cóż, pora ruszać dalej.

Następny przystanek Hamburg. Drugie miasto Niemiec po Berlinie tętni życiem. I tu zamieszkaliśmy w samym centrum niedaleko Dworca Głównego. Zenek z okien hotelu obserwował lokalne prostytutki i zdawał mi relacje co się na dole dzieje. To tylko preludium, kiedy pojechaliśmy na St. Pauli tam się działo... Przemysł seksualny przemysłem, ale w tym wszystkim rezydują degeneracji wszelkiej maści i co bardzo smutne – głównie Polacy. Aż wstyd… i strach coś powiedzieć po polsku. Tylu polskich meneli obojga płci nigdzie nie widziałem. Wcale się nie dziwię Niemcom, że mają taką a nie inną opinię o Polakach.

W Amsterdamie znaleźliśmy się w sobotę. Chyba pół Europy zjechało do tego miasta. Tłok niemiłosierny, a my z Zenkiem bez rezerwacji hotelu! No i zaczęło się - od Ajnasza do Kajfasza. Wszędzie brak wolnych miejsc, w końcu trafiamy na dość drogi jak na oferowane warunki hotelik w samym centrum, tuż obok ulic... z czerwonymi latarniami. Spać było raczej ciężko bo bez klimatyzacji, a więc z otwartymi oknami, a po ulicach o każdej porze dnia i nocy przewalały się tłumy. Okazało sie, że oprócz zwykłego weekendowego najazdu przyjechało do miasta tysiące fanów jakiej modnej tam kapeli. Jedyną zaletą było to, że nie trzeba było palić marihuany aby być na haju – wystarczyło oddychać, resztę załatwiało powietrze wokół nas. Tysiące zgrabnych dziewczynek w oknach wystawowych tuż obok dopełniało szczęścia. Zenek natychmiast odmłodniał z 20 lat, nakręcał się nabierał wigoru, ale o szczegółach nie będę wspominał bo nie wypada. Gdybym miał 18 lat to pewnie powiedziałbym, że to najlepsze miejsce na świecie, ale w naszym wieku było to co nieco nużące.

Dla równowagi duchowej wybraliśmy się do pięknych muzeów Amsterdamu. Zrekompensowało to nam zachwiany balans intelektualny. Szczególnie muzeum Van Gogha zrobiło na nas wielkie wrażenie. Tłumy przy wejściu, tłumy w środku. Biednemu Vincentowi nawet do głowy by nie przyszło jaką fururę zrobi po ponad 120 latach od śmierci.

Wycieczka stateczkiem kanałami Amsterdamu to też piękne przeżycie. Taki tam tłok, że ciężko przejechać. i co ciekawe, na każdym prywatnej łajbie szampany piwo i inne trunki stanowią główne wyposażenie. Już widzę australijskich stróżów porządku w takiej sytuacji.

W poniedziałek miasto nieco opustoszało, nareszcie można było spokojnie iść ulicą i zobaczyć resztę miasta, bo następnego dnia już opuszczaliśmy holenderskie eldorado i udawaliśmy się do Berlina. Niestety, nie dostaliśmy biletów na pociąg który nam odpowiadał i w ten sposób musieliśmy porzucić myśl o zwiedzaniu berlińskiego muzeum starożytności. Zamiast tego udaliśmy się czym prędzej na Alexanderplaz, aby złapać ostatni busik do Szczecina gdzie mieliśmy naszą bazę. No nic, słynną, babilońska Bramę Isztar zobaczymy następnym razem.

Krzysztof Deja


kilka ilustracji tamtych miejsc

IMG_0911.JPG

Malmo


IMG_0917.JPG

Malmo


IMG_0921.JPG

Kopenhaga


IMG_0929.JPG

Kopenhaga


IMG_0945.JPG

Kopenhaga


IMG_0958.JPG

Hamburg


IMG_0964.JPG

Hamburg


IMG_1010.JPG

Amsterdam


IMG_0989.JPG

Amsterdam


IMG_1020.JPG

Amsterdam

« Arabski sen - felieton | Strona główna | Polskie klimaty cz.1 - Felieton »