« Fakty, mity i wyobrażenia - Felieton | Strona główna | Arabski sen - felieton »

15 czerwca 2013

Podróże - felieton

Polecam zajrzeć na You Tube, jest tam clip wykonany przez Kormorana z piosenką ANDRE do moich słów i fotografii. A pomysłodawczynią i koordynatorką była p.Małgorzata.
http://www.youtube.com/watch?v=vYArdV1Bnoc

Dawno temu świetny reportażyta Kapuściński podróżował z Herodotem.

Różnica wieku między nimi była dość znaczna, coś około dwa i pół tysiąca lat. Pomimo tego jakoś się dogadywali. Niesiony tą myślą uznałem, że z Zenkiem dogadam się bez problemów, bo między nami nie ma prawie żadnej różnicy wieku. A wybieramy się razem i to już niedługo w dłuższą podróż.

Zenek przesiaduje u mnie całe popołudnia i wieczory. Przynosi nowe mapy i informacje turystyczne. Nawet Dzieje wspomnianego Herodota przytaszczył, wypożyczając tę ciekawą książkę z jakiejś biblioteki.
Herodot z Halikarnasu chyba lubił podróżować bo większość życia spędził w drodze. Pewnie na wielbłądzie, zapuszczając się aż do Egiptu a także do Indii. W tamtych czasach to był prawie cały świat. Pięćset lat przed Chrystusem coś takiego jak turystyka nie istniało. Więc był on prekursorem tej modnej obecnie formy wypoczynku i edukacji, bo podróże przecież kształcą. Bazę wypadową miał w rodzinnym greckim mieście, na terenach obecnej Turcji.

Niestety we współczesnym świecie miejsca tak pięknie opisywane przez Herodota są bardzo niebezpieczne. Sama Grecja zrobiła się ostatnio tyglem nienawiści do wszystkiego co obce. Mają pretensje do całej Europy, a szczególnie do Niemców, za to co pogrążyło ich kraj, jak zwykle szukając winy wszędzie tylko nie u siebie. Następne kraje opisywane przez starożytnego podróżnika to dzisiejszy Irak i Iran, a także Syria. Czy tu potrzebny jakikolwiek komentarz. Jeszcze Iran (ówczesna Persja) wygląda jako tako spokojnie, ale w każdej chwili może się tam coś wydarzyć. Potyczki słowne z Izraelem nie wróżą spokoju i nie wprawiają w optymistyczy nastrój.

Księgę drugą i część trzeciej swojego dzieła Herodot poświęcił Egiptowi. Co ciekawe, już wtedy oglądał piramidy jako dzieła starożytne. No cóż, niektóre z nich miały już ponad tysiąc lat. Rozważaliśmy z Zenkiem wyprawę w tamtą stronę ale uznaliśmy, że tam też jest ciągle bardzo niebezpiecznie, tym bardziej, że my nie z tych co nosa poza wakacyjny kurort nie wystawią. Lubimy te orientalne bazary, wieczorne spacery uliczkami gdzie tubylcy wypoczywają przy aromatach potraw i płynów z dźwiękami ezgotycznych melodii. Cypr, Libia czy Maroko też w dzisiejszych czasach turystycznie nie wyglądają najlepiej. Trzeba będzie rozejrzeć się po okolicy i wybrać spokojniejsze i bezpieczniejsze miejsca.
Zenek obawia się żeby te podróże nie przekształciły się w pierwsze rozdziały wyprawy Dantego. Ten też z przyjacielem, starożytnym (cóż za zbieg okoliczności) poetą Wergiliuszem wybrał się w podróż i bawił w różnych stronach, spotykając niezmiernie ciekawych ludzi. Opisał to wszystko w Boskiej Komedii. Najpierw wylądowali w piekle. Na kilku kręgach spotykali niesamowicie skatowanych ludzi. To coś w rodzaju obozów koncetracyjnych z wymyślnymi torturami dla różnych grup przestępczych. Byli tam mordercy, bandyci i złodzieje. Oszuści, malwersanci i cudzołożnicy. Wszelkiego rodzaju rozpustnicy, wróżbici, heretycy i innowiercy, a i tacy co swoją religią nie wystarczająco mocno się przejmowali. Byli homoseksualiści oraz Mahomed i jego zięć Ali (ten od szyitów). Nie zauważyłem Buddy ani bogów hinduskich, ale było sporo duchownych (tej właściwej wiary), a nawet papieże. Co najgorsze, spotykało się bogu ducha winnych, urodzonych za wcześnie tzn. przed nastaniem chrześcijaństwa, dzieci zmarłych przed chrztem i innych pechowców co nawet zielonego pojęcia nie mieli o tej wierze. Trzeba przyznać, że diabły wyznaczyły im wieczne męki w „najlżejszym kręgu”, zwanym przedpiekle, ale to tylko dzięki nim dało się tym nieszczęśnikom jakoś istnieć w tym smutku piekielnym. Wynika z tego, że nie taki diabeł zły jak go malują. Też sumienie ma i ludziom współczuje.

Późniejsza podróż Dantego z Wergilijuszem była już znacznie przyjemniejsza. Podskoczyli do Czyśca aby współczuć i pocieszyć dobrym słowem tymczasowych rezydentów. A było ich tam sporo.
Niestety dalej z lekturą tej książki jeszcze nie dotarłem. Zenek twierdzi (on już całą przeczytał), że w Raju Dante czuł się jak w... Australii.

- Dlaczego akurat w Australii? – zapytałem.
- Bo tu tak niewiele osób mieszka, podobnie jak w raju, że masz ten komfort przebywania w towarzystwie tylko tych których lubisz a i klimaty podobne.
- To może wybierzemy się do Hiszpanii, Rzymu, Watykanu, stamtąd też raj niedaleko.
- Kris, najciemniej jest pod latarnią. Hiszpania odpada bo tam ciągle strajki i zamieszki, a Watykan już przecież zaliczyliśmy.
- No to może Rosja, też jak na tak duży obszar niewiele ludzi mieszka.
- Tak, ale tam codziennie muszą oglądać i słuchać Putina, a mnie się słabo robi na jego widok.
- Rozumiem że Rosji jednak nie odwiedzamy. W takim razie niewiele już nam zostało. W Ameryce tornada, w Polsce Macierewicz, w Indiach gwałcą, w Brazylii fawele.
- Spokojna głowa, ruszamy śladami Dantego od trzeciego rozdziału.

Jeszcze znajdą się rajskie klimaty na tym łez padole.

Krzysztof Deja

i kilka zdjec impresji z podmiejskich winiarnii

IMG_2224.JPG

IMG_2212.JPG

IMG_2221.JPG

IMG_2053.JPG

IMG_0438.JPG

IMG_0394.JPG

IMG_0399.JPG

IMG_0423.JPG

IMG_0442.JPG

IMG_0437.JPG

IMG_0417.JPG

« Fakty, mity i wyobrażenia - Felieton | Strona główna | Arabski sen - felieton »