« Powiedzonka - felieton | Strona główna | Podróże - felieton »

1 czerwca 2013

Fakty, mity i wyobrażenia - Felieton

Najprostszym przykładem do powyższego tytułu, jednocześnie najbardziej znanym dla wszystkich Polaków, byłby Smoleńsk 2010 i wszystko co się z tym wiąże.

Jedni twierdzą, że był to wypadek lotniczy spowodowany ludzką niefrasobliwością i brakiem poszanowania podstawowych reguł gry, inni robią z tego zamach i zbrodnię, nadając wydarzeniu cechy martyrologii narodowej, okraszając sacrum i w efekcie tworząc coś na wzór sekty. Ja nie tym będę się zajmował, a podam kilka przykładów nieco lżejszego gatunku, które też powodują u większości z nas zakłopotanie kiedy przyjrzymy się bliżej, czy zamiast przyjmowania sprawy na wiarę, wyostrzymy logikę.

Nie tak dawno uczestniczyliśmy (przynajmniej niektórzy z nas) w tzw. Godzinie Ziemi. Podczas tej akcji wyłączamy urządzenia elektryczne i oświetlenie. Trzeba zdawać sobie sprawę, że owszem każdy znaczący spadek popytu na elektryczność pociągnie za sobą redukcję emisji w trakcie tego działania, ale zostanie to zrekompensowane skokiem napięcia przy rozpalaniu elektrowni węglowych lub gazowych przy ponowieniu dostaw elektryczności po tej godzinie. Tak że pożytek żaden. Po drugie - świece, które zapala wielu uczestników Godziny Ziemi, sprawiające wrażenie tak naturalnych i przyjaznych środowisku, są praktycznie niemal 100 razy mniej wydajnymi niż żarówki. Zapalenie jednej świeczki za każdą zgaszoną żarówkę równoważy także teoretyczną redukcję CO2; zapalenie dwóch świeczek, oznacza zwiększenie emisji dwutlenku węgla. A akcja ta ma tylko i wyłącznie znaczenie symboliczne, bo gdyby nawet teoretycznie wszyscy ludzie na całym globie, na godzinę zgaśliby światło w swoim mieszkaniu, to oszczędność ta stanowiłaby mniej niż 4 minuty emisji CO2 przez Chiny.

Jak widać nie tędy droga, a biorąc pod uwagę powyższe dane to, każda akcja pod nazwą Godzina Ziemi powoduje dodatkowe straty i zwiększenie emisji dwutlenku węgla, a nie oszczędność. Elektryczność natomiast daje ludzkości olbrzymie korzyści. Niestety, ponad trzy miliardy ludzi nie ma przywileju korzystania z tego wynalazku. Nadal pali w domach nawóz, śmieci, gałęzie i inne tradycyjne paliwo, żeby gotować i utrzymać ciepło, tworząc trujące opary, które zabijają co roku około dwa miliony ludzi, a są to w większości kobiety i dzieci.

W następnym przykładzie błędnego wyobrażenia, cofnę się aż o 80 lat. W 1933 roku berlińska korespondentka „New York Timesa" Anna O'Hare McCormick, przeprowadziła wywiad z wschodzącą gwiazdą nazizmu Adolfem Hitlerem Przedstawiła kanclerza jako człowieka: ”...raczej nieśmiałego, młodszego niż oczekiwałam, bardziej bezpośredniego i wyższego. Jego oczy są koloru niebieskich ostróżek stojących w wazonie za jego plecami, wykazuje dziecięcą ciekawość i szczerość, jego głos spokojny jak jego czarny krawat i dwurzędowa marynarka. Pan Hitler ma delikatne ręce artysty...” Pan Hitler może i miał delikatne ręce, ale serce i mózg jednego z najgorszych katów tego świata, co pewnie i do wspomnianej pani dotarło po paru latach.

Przejdźmy do żywności genetycznie modifikownej która też budzi wiele emocji. Trzeba wyraźnie podkreślić, że obecnie nie ma udokumentowanej szkodliwości produktów GMO. Gdyby przenieść te obostrzenia i reguły które stosuje się do żywności modifikowanej na inne płody rolne, to pewnie byłby zakaz uprawiania ziemniaków i pomidorów które mogą zawierać trujące glikoalkaloidy; selera, który zawiera rakotwórcze psoraleny; rabarbaru i szpinaku (kwas szczawiowy); i manioku, który karmi około pół miliarda ludzie, ale zawiera toksyczne cyjanogeniczne alkaloidy. Żywność taka jak soja, pszenica, mleko, jajka, mięczaki, skorupiaki, ryby, ziarno sezamowe, orzechy, orzeszki ziemne i kiwi także byłyby zakazane, ponieważ mogą powodować alergie.

Inny mit to długość życia człowieka. Wmawia się nam, że kiedyś ludzie żyli krótko. Co na ogół rozumie się, że człek czterdziestoparoletni kładł się do trumny i nie oddychał. Owszem, ale tylko statystycznie. W praktyce ludzie dożywali podobnych lat jak teraz. Po prostu śmiertelność niemowląt i małych dzieci psuła statystykę. Pandemie i wojny też robiły swoje. Bo jak teraz dwoje ludzi dożywa do siedemdziesiątego roku to średnia wynosi 70 lat, a kiedyś jeden umierał w wieku lat dwóch (co bywało normalnością), a drugi osiągnął 70. to średnia była tylko 36 lat. Stąd ten mit krótkiego życia. Wiemy, że starożytny król Persji Kserkses umarł w 486 p.n.e. w wieku 64 lat. Zaglądając na nasze podwórko, za przykład może służyć król Stanisław Leszczyński który żył ponad 88 lata, a kilka wieków przed nim Władysław Jagiełło żył 83 lata. Nawet Mieszko III Stary umarł przed osiemdziesiątką. Sztuką było przedrzeć się przez tę barierę kruchego organizmu, kiedy już się osiągnęło dojrzałość organizmu to można było pożyć. Najdłużej żyła Jeanne Calment z Francji, umarła w 1997 roku, w wieku 122 lata i 164 dni. Na świecie żyje teraz blisko pół miliona stulatków. Ta liczba wzrasta o 7% rocznie, ale liczba tych powyżej 115 roku życia, nie rośnie wcale.

Teraz też mamy choroby śmiertelne, ale już nie tej skali wielkości co kiedyś i nie musimy uczestniczyć w loterii życia – zadbała o to nauka. A będzie lepiej – TO JEST PEWNE.

Krzysztof Deja

teraz kilka zdjec

IMG_0506ajpg.jpg

auto krolowej Elzbiety II uzywane w Adelajdzie

IMG_0539ajpg.jpg

adelaidzkie skalki

IMG_0545a.jpg

zejscie do jaskini

IMG_0563x.jpg

Virgin contra Qantas

IMG_0606a.JPG

polonijny band EPIK


IMG_0633ax.jpg

Adelaide by night

IMG_0635ax.jpg

Adelaide by night

IMG_0636ax.jpg

Adelaide by night

« Powiedzonka - felieton | Strona główna | Podróże - felieton »