« Papież - felieton | Strona główna | Wielkanocnie - felieton »

15 marca 2013

Katecheta - Felieton

Kilka dni temu Zenek niczym świadek Jehowy, nawiedził dom mój i zaczął od pogadanki religijnej.

- Czy widzialeś Kris niedawno te tłumy w Mekce. Muzułmanie to jednak religijni ludzie, nie to co my.
- Oczywiście, wiem o tym bo przez pewien czas wśród nich przebywałem – szybko wtrąciłem przerywając jego mentorski ton. – Ale islam jest wiarą poddania, nie zaś wolnej woli, jak u nas. Muzułmanin musi poddać swoją wolność myśli i działania woli i dyktatom Allaha. Sama zasada wolności jest kompletnie obca w wierzeniach islamskich.
- No widzisz, oni przynajmniej wiedzą dokładnie czego chcą, bo Sura 55:29 podaje wyraźnie:
„...że jeżeli złożą wyznanie wiary, będą modlić się pięć razy dziennie, raz w życiu udadzą się na pielgrzymkę do Mekki i nie będą żałować jałmużny, czeka ich szczęście w życiu a może i królestwo niebieskie.” I tak islamska pewność jest przeciwna chrześcijańskiemu, czyli naszemu poszukiwaniu prawdy.
- Chwileczkę, chwileczkę – zaoponowałem – mnie ksiądz wyraźnie uczył, że kto odprawi dziewięć pierwszych piątków miesiąca (czyli przystąpi wtedy do komunii) nie umrze w grzechu i ma zapewnioną śmierć w stanie łaski uświęcającej, czyli... idzie do nieba!
- Czy to nie jest obietnica nieco na wyrost?
- Zenku, albo się wierzy, albo nie...
- No tak, ale potrzeba też w tym wszystkim nieco logiki, bo inaczej będzie tak jak w opowiastce Tytonia...
- Jakiego Tytonia?
- Nie pamiętasz polskiego bamkarza w czasie europejskich mistrzostw jak obronił karnego?
- Ale co to ma do rzeczy?
- Dużo. Ten rezerwowy bramkarz reprezentacj Polski po obronie karnego stwierdził, że to... interwencja Boga! Ręce opadają...
- Może i tak było – powiedziałem niepewnie.
- Kris, jakby Bóg chciał w taki sposób interweniować, to musiałby jednych wynagradzać a drugim szkodzić. Albo się rozmnożyć na boga polskiego, greckiego, rosyjskiego, amerykańskiego, itd. No bo przecież każda nacja ma swoje potrzeby. A podobne sytuacje są w rozgrywkach ligowych. Tam też często powołują się na „interwencje boże”. A więc trzeba dalszych podziałów Najwyższej Istoty na bogów regionalnych, wojewódzkich, a stąd już bardzo blisko do... Kuby Wojewódzkiego.
- Bo najlepiej jak każdy miałby swojego prywatnego boga. Każdy klub, każdy człowiek... właściwie to już mamy, tylko występuje w randze Anioła Stróża.
- Podobno są też święci, specjaliści od chorób wszelakich – rzekł Zenek.
- Nigdy o tym nie słyszałem...
- No tak, od bólu brzucha na przykład jest św. Erazm bp męczennik, od bólu głowy - św. Anastazja, od bólu zębów - św. Apolonia. Choroby psychiczne załatwia św. Walenty, a choroby zakaźne aż dwie: św. Rozalia i św. Genowefa. Na epilepsje pomaga św. Hubert, a histerie ulecza św. Wit, itd.
- Wygląda na to, że w takiej sytuacji można się obyć bez lekarstw.
- Ludzie lubią mieć opiekunów, niewielu jest takich jak Wolter, który głosił że: „człowiek wolny idzie do Nieba taką drogą, jaka mu się podoba”- filozoficznie podsumował Zenek.
- Polacy są narodem bardzo wierzącym i takie nieznane ścieżki raczej ich nie interesują – zauważyłem.
- Polacy nie tyle są narodem wierzącym, co narodem religijnym. A religijność z wiarą często nie ma wiele wspólnego.
- Co ty opowiadasz? – oburzyłem się.
- Kris, już w 1777 roku francuski jezuita Hubert Vutrin, który przybył do Polski, tak pisał o Polakach: „Religia jest dla nich kultem czysto zewnętrznym, który obarczają nieskończenie wielką ilością przesądów. Moralność zaś jest dla nich czymś najbardziej nieznanym!". I co... tak wiele się od tamtego czasu zmieniło. Widzisz co pod płaszczykiem wiary dzieje się w ostatnich czasach w polskiej polityce i życiu społecznym..
- Zgadzam się z tobą. Coś mi się jednak wydaje, że ty muzułmańskim mułłą mógbyś być bo Koran cytujesz, a o Biblii ani słowa – zauważyłem.
- Bo widzisz Kris, z tym nie jest taka jednoznaczna sprawa.
- Co, nie czytałeś? – zapytałem kpiąco.
- Czytałem owszem, ale nie wiem czy można się do tego tak szczerze przyznawać, bo papież Leon XIII w 1897r. włączył Biblię do indeksu ksiąg zakazanych, a papież Grzegorz VII powiedział: "Panu Bogu upodobało się i podoba się jeszcze dziś, żeby Pismo św. pozostało nieznane, ażeby ludzi do błędów nie przywodziło". Więc sam rozumiesz...
- Ale to było dawno temu...
- Tak, ale nie tak dawno, bo w 1948 roku, komisja papieska zezwoliła na nie dosłowne odczytywanie pierwszych pięciu ksiąg z tejże Biblii, uznając, iż zawierają one zbyt wiele mitów. I bądź tu mądry...

Ciekawe spojrzenie na tę sprawę rzuca polski uczony i teolog - ks. prof. Michał Heller na Uniwersytecie Szczecińskim w wykładzie o Wielkim Wybuchu czyli powstaniu Wszechświata. Można to sobie „wygooglować” na You Tube. Uważa on, że nie warto „zapychać Panem Bogiem czarnych dziur niewiedzy”, czyli tam gdzie jeszcze naukowcy są bezradni podpierać się wolą boską. Uczony odrzuca fizyczność Boga przy stworzeniu świata natomiast widzi Go jako Logos z Nowego Testamentu. Jako filozoficzną relację między człowiekiem a Bogiem. Bo logos to coś więcej niż słowo w dzisiejszym rozumowaniu. No i dobrze, bo słowo dzisiaj tak mało znaczy...

Krzysztof Deja

a ponizej kilka zdjec Adelajdy noca

IMG_0249.JPG

IMG_0248.JPG

IMG_0255.JPG

IMG_0258a.JPG

koncert wspomien

IMG_0262a.JPG

IMG_0265.JPG

miasto noca

IMGP7320.JPG

« Papież - felieton | Strona główna | Wielkanocnie - felieton »