« POEMAT - tuż przed końcem świata pisany | Strona główna | Mowa nienawiści - felieton »

15 stycznia 2013

Godni podziwu - Felieton

Cali i zdrowi powracamy do codzienności nowego 2013 roku.

Trochę nas te temperatury i pożary postraszyły, ale nie sprawdziły się kolejne z rzędu proroctwa końca świata. Ileż ich jeszcze będzie...

Dzięki Juliuszowi Cezarowi mamy porządny kalendarz. Co prawda i on uległ nieznacznym poprawkom i dzisiaj zwie się gregoriańskim, ale jest to kalendarz w którym nic się nie kończy i prawidłowo oddaje astronomiczne ruchy naszej planety.
Juliusz Cezar z dużą pomocą matematyka i astronoma Sosigenesa z Aleksandrii podzielił rok na trzysta sześćdziesiąt pięć dni, zniósł miesiąc przestępny, a w zamian za to, zaczęto co cztery lata dodawać jeden dzień. Początek roku przeniósł z 1 marca na 1 stycznia, a poświęcony bogom podziemia najkrótszy miesiąc luty, co cztery lata przybierał na długości. To te lata w których odbywają się letnie igrzyska olimpijskie.

Okazuje się, że można być dyktatorem Cesarstwa Rzymskiego i jednocześnie mądrym człowiekiem. Znane są jego zdolności literackie. Napisał m.in. monografie historyczne, poezje i dramaty. Był nieustraszonym dowódcą i zdobywcą. Takie zdolności niestety niewielu dyktatorów posiadło. Teraz tylko Putin podobno jest najlepszy we wszystkim.

Władimir Putin, to człowiek o wielu talentach i ogromnej odwadze. Pokazał Rosjanom, że potrafi kierować nie tylko państwem, ale i najnowszymi, ciężkimi pojazdami transportu leśnego, górniczego, pływającego i lotniczego. Mógłby być wspaniałym odkrywcą w dziedzinie archeologii morskiej. Któregoś dnia zanurkował i od razu wynalazł na dnie morskim tajemnicze amfory sprzed setek lat. Kiedyś przewodził stadu żurawi lecąc na lotni. A na polowaniu w głębokiej tajdze, niedźwiedzie i tygrysy wchodzą mu na linię strzału, ale on je tylko namierza, nie uśmierca.

Dobrze, że prezydent Komorowski jako myśliwy nie ma takiego szczęścia, bo kto wie czy by nie wytrzebił wszelką zwierzynę z polskich kniei. Putin jest mistrzem w dżudo, gra na pianinie, umie śpiewać i tańczyć. Rosyjskie obywatelstwo przyznaje wyciągając paszporty z kieszeni, jak magik królika z kapelusza. Jeszcze nie jednym nas zaskoczy, bo wiele innych zalet ma ten niezwykły gieroj. Takoj ruskij siupierman.

Kiedy już mowa o sławnych ludziach to wspomnę o ciekawym artykule Seana Fairclotha
amerykańskiego prawnika, polityka i pisarza, w którym krytykuje współczesne podejście pism (niby poważnych) do promowania sławnych ludzi. Nawiązuje on do wydawanych na koniec roku nekrologów w takich pismach jak „Time" czy „Life”. Zgadza sie, że ludzie typu Neila Armstronga czy Sally Ride słusznie prezentowani są w obszernych nekrologach tych wielkich pism. (Obydwoje odeszli całkiem niedawno). Natomiast uważa on, że niepotrzebnie promuje się drugorzędne gwiazdy telewizyjne czy filmowe.

Wykazuje, że liderzy którzy popchnęli do przodu naukę, technikę, zdrowie publiczne i politykę społeczną wspierajacą te ratujące życie przedsięwzięcia - powinni być uznani także przez ogół społeczeństwa, a więc odpowiednio promowani przez media. Autorzy i animatorzy powyższych przedsięwzięć zasługują na więcej uwagi w porównaniu z gwiadkami jednego sezonu, o których się mówi przy każdej okazji, nawet kiedy oddchodzą z tego świata.

Pisze on: „Być może moglibyśmy pamiętać dr Mary Ellen Avery, która także zmarła w 2012 r., i której praca nad zapobieganiem śmierci wcześniaków uratowała, jak się szacuje, 800 tysięcy dzieci. Jak dotąd.(...) Praca Irvinga Millmana doprowadziła do stworzenia szczepionki na żółtaczkę B. Szczepionki trudno jest wprowadzać na rynek, bo nie dają wielkich dochodów przemysłowi farmaceutycznemu. Niemniej, raz wprowadzona, ta szczepionka uratowała życie mionom ludzi. Milionom!”

To samo z Renato Dulbecco który dostał Nagrodę Nobla za pracę nad onkowirusami, powodującymi raka, czy z Dr Lester Breslow który dokonał dosłownie transformacji dziedziny zdrowia publicznego, z niemal całkowitego skupienia na chorobach zakaźnych do objęcia analizą tego, jak osobiste zachowania mają się do długowieczności. Na próżno szukać ich nazwisk w wyżej wymienionych pismach.

Wszystko parszywieje i traci smak, jak powiedział mój przyjaciel Zenek przy próbie spożycia zeszłorocznych jabłek pozostawionych przez nieuwagę na stole. No cóż... that’s life.

Podobne nekrologi wydaje Gazeta Wyborcza na 1 listopada. Przeglądałem je, są bardziej starannie opracowane z wyodrębioną sekcją polską. Może wydawcy Time-Life powinni się na nich wzorować?

Życzę szczęścia w nowym roku a nie w Nowym Roku, bo to tylko 1 stycznia, a mnie chodzi o cały rok.

Krzysztof Deja


kilka zdjec z serii sprzed 2 tygodni z Naracoorte, Mount Gambier i Port MacDonnell

chr17.jpg


chr26.jpg


chr28.jpg


chr30.jpg


chr33.jpg


chr36.jpg


chr38.jpg


chr50.jpg


chr46.jpg


chr45.jpg

« POEMAT - tuż przed końcem świata pisany | Strona główna | Mowa nienawiści - felieton »