« Dożynki - Felieton | Strona główna | Cybermagia - Felieton »

15 listopada 2012

Chińszczyzna.pl - Felieton

Od dłuższego już czasu chciałem przestudiować słownik poprawnej polszczyzny, bo język żywy a i zasady jego stosowania ciągle się zmieniają.

Wczoraj wieczorem wpadłem do Zenka aby pożyczyć tę ciekawą książkę, którą od pewnego czasu się chlubił. Ten w minorowym nastroju zaczął narzekać.
- Kris, przeżyłem już 16 olimpiad, kilkanaście zaćmień księżyca i słońca, a i parę odlotów doświadczyłem, ale polskiego języka to do końca żywota nie opanuję.
- A co spowodowało taki pesymizm w twych słowach? – zapytałem zdziwiony.
- No zobacz sam, jak czytasz taki tekst to ręce opadają, a to według najnowszej mody polskich językoznawców, jest całkowicie poprawą formą polszczyzny.

Zacząłem czytać: „Na lanczu w koktajlbarze zobaczyłem dyskdżokeja operującego dżojstikami. Był czempionem w swoim fachu”.
- Ale polszczyzna, brzmienie znajome, ale ta pisownia...
- No widzisz sam, a to nie wszystko. Wyobraź sobie, że prawidłowym jest mówić: Poślizgnąć się, ale też pośliznąć się. Albo szpicasty może być spiczasty. Podobnie jak dopuszczalne są formy: posłałem łóżko lub pościeliłem łóżko. Natomiast expres tylko w usługach pocztowych i w nazwach gazet, jak np. Express Wieczorny, ale pociąg czy robot do kawy muszą być ekspresami.
- Czy wiesz czym się różni zmożony od zmorzonego? – zaskoczyłem go pytaniem.
- Nie bardzo...
- Ten pierwszy to inaczej pokonany, a drugi - zmęczony.
- A ja znam inne ciekawostki z naszego ojczystego języka – pochwalił się Zen. - Świat światowi nie równy, bo można lecieć dookoła świata ale spacerując po Warszawie trzeba mówić, że dochodzi się do Nowego Światu. Podobnie jest z miejskim brzegiem. Jedziemy do Kołobrzegu ale do... Tarnobrzega. Nie lepiej jest z zamkiem czy balem. Idziemy na wycieczkę do zamku ale mamy klucz do zamka, albo kawał bala, to nie powrót z balu. Co więcej Kris, można pisać dwu albo dwóch ale obydwie formy mają inną gramatykę. Czy to nie chińszczyzna!?
- Podejrzewam, że chiński język nie ma tylu zawiłości co nasz. A wiele z nich wynika z dawnych nazw. Kiedyś w polszczyźnie nogi miały tylko zwierzęta, a ludzie... piechy. I stąd pochodne słowa: piechota, piechur, pieszo. Podobnie było z palcami u rąk. W staropolszczyźnie tylko kciuk znaczył – palec. Pozostałe zwały się parsty lub pirsty. Stąd nazwy: naparstek czy pierścień, oraz powiedzenie: sam jak palec (czyli kciuk).
- Mnie ciągle denerwuje pisanie w pewnych zwrotach nazw własnych małą literą. Jak np. zapalić malboro, czy jechać fiatem. Ale już trzeba pisać dużą literą kiedy zdanie wygląda tak: Zapalić papierosa Malboro, czy jechać autem Fiat. Po co tak ludziom mieszać?!
- Czy ty za bardzo nie nadwerężasz swego umysłu, bo ja swój czasem nadwyrężam. Żartuję oczywiście, ale to przykład, że obydwa zwroty są poprawne według najnowszych reguł językoznawców.

Teraz Zen zaskoczył mnie pytaniem.
- Czy wiesz Kris, kto to jest panteista?
- No, chyba facet który jest teistą, czyli wierzącym w Boga. Pan teista, pani teistka – mówiłem bez przekonania.
- No way – wykpił mnie – panteizm to taka forma ateizmu, nie uznająca sił nadprzyrodzonych. Ja to raczej jestem deistą, a ty Kris? – zapytał znienacka.
- Ja... panczenistą – wykrętem zbyłem jego trudne pytanie.

Powracając do tematu, wydaje mi się, że to nie sam język, a językoznawcy są twardym orzechem do zgryzienia. Podobno przed drugą wojna światową, Włosi zwrócili się z prośbą do polskich władz, o zmianę nazwy ich kraju z Włoch (co za okropne słowo), na Italię. W odpowiedzi usłyszano: - Dobrze zgodzimy się na Italię, ale wtedy, gdy Wy nazywać nas będziecie Polską, a nie Polonią.

W języku polskim słowo: kolacja - to nie tylko wieczorny posiłek, ale także porównywanie odpisu, kopii z oryginałem. A jeżeli już jesteśmy przy dokumentach to trzeba powiedzieć, że kiedyś był maszynopis, bo tekst był pisany na maszynie. Teraz językoznawcy chcą by pisać i mówić – komputeropis, o wydruku tektu pisanego na komputerze. Dziwne... Trzeba będzie się do tego przyzwyczaić.

Kontynuując rozważania językowe zauważmy, że dwie opcje są przyjęte również dla wyrażenia: ścichapęk lub z cicha pęk. A także poprawnym jest mówić: jak oni śmieją to robić, albo - jak oni śmią to robić.
- Ja myślę, że śmieją się z tego zwykli ludzie, bo fachowcy od języka się nieco pogubili.
- W tę i we w tę, czy wte i wewte, teraz także już nie robi różnicy dla lingwistów – zakończył rozgoryczony Zen.
- Powiedz sobie na dobranoc: wyindywidualizowałem się z rozentuzjazmowanego tłumu, który oklaskiwał przeliteraturalizowane dzieło, i kładź się spać – pożegnałem go wychodząc z opasłym tomem pod pachą.

Krzysztof Deja

Polecam zajrzeć na You Tube, jest tam clip wykonany przez Kormorana z piosenką ANDRE do moich słów i fotografii. A pomysłodawczynią i koordynatorką była p.Małgorzata.
http://www.youtube.com/watch?v=vYArdV1Bnoc

Kilka fotografii z Adelaidy i przybycia kilka dni temu św.Mikołaja do miasta. Witały go wielotysięczne tłumy.

P1020599.JPG

P1020601.JPG

P1020602.JPG

P1020603.JPG

P1020612.JPG

P1020605.JPG

P1020613a.jpg

P1020604.JPG

P1020600.JPG

« Dożynki - Felieton | Strona główna | Cybermagia - Felieton »