« Wiosna - Felieton | Strona główna | Dożynki - Felieton »

15 października 2012

Patriotyzm - felieton

Od długiego czasu tak w mediach krajowych jak i polonijnych, wałkuje się temat patriotyzmu.

Jaką formę powinien on przybrać w realiach świata XXI wieku. To temat-rzeka, bo nieskończenie wiele można by o tym mówić i tematu nie zamknąć.

Ponieważ ostatnio i nas dosięgnął ten dylemat, więc postanowiłem co nieco o tym napisać.
Zaczęło się wszystko od przyjazdu na Antypody p.Kołakowskiego, czyli Patrioty z gitarą, jak zapowiadano jego recital w naszym mieście. Ja, ponieważ miałem wyznaczone w tym czasie inne spotkanie, nie wybierałem się na ten koncert, ale mój druh Zenek już od pewnego czasu szykował się na to wydarzenie. Sam grywa na gitarze, więc chciał skonfrontować swe umiejętności z rodakiem z kraju.
Zaraz na drugi dzień zapytałem Zenka o wrażenia z tego koncertu, a ten z marsową miną stwierdził, że... nie poszedł.

- Co się stało, dlaczego nie byłeś? – pytałem nieco zmartwiony.
- Aaa, zachciało mi się słuchać porannej audycji polskiej w której akurat był wywiad z gościem-patriotą. Okazało się, że on wcale tej Polski nie lubi.
- Jak to nie lubi?
- Kris, on co rusz wyrażał się bardzo obraźliwie o obecnym rządzie, per „banda Tuska”, o prezydencie i kraju też w bardzo ironicznym tonie. W ogóle dawał do zrozumienia, że jest prześladowany. Prowadzący wywiad zapytał go, czym przejawia się to prześladowanie w stosunku do jego osoby. Tu zaczął się wykręcać, że właściwie to da się żyć, ale... no i wydało się. Balladzista ma pretensje do obecnego rządu, że nie daje mu występować w olbrzymich salach koncertowych.
- Nie wiedziałem, że premier Tusk nowy pagart założył! – zauważyłem.
- Kris, to mania prześladowcza u niedocenionych. Od kiedy artysta niszowy występuje w wielkich amfiteatrach?! Opowiadał jeszcze takie historyjki, że mi się odechciało i na występ nie poszedłem – zakończył Zen.

No i tak od słowa do słowa doszliśmy do sedna, czyli - czym jest patriotyzm.
Ja będąc pod wrażeniem lektury autobiografii z młodych lat Artura Rubinsteina, przytoczyłem słowa wielkiego pianisty sprzed ponad wieku, kiedy Polska była jeszcze rozgrabiona, a on jak wiadomo był polskim Żydem, co w uszach wielu brzmi jak antonim patriotyzmu:
”...Kocham mój kraj rodzinny, ale jest to miłość, która nie ma nic wspólnego z nacjonalizmem czy szowinizmem. Z mojej opowieści wyniknie, jak małą część życia spędziłem w kraju. Ale wszystko co polskie, ma dla mnie nieodparty urok i często przyprawia mnie o nostalgię. Źródłem tego uroku może być coś, co nazwałbym autentycznością..." - dalej z zachwytem pisze o polskim krajobrazie, porach roku, przyrodzie i ludziach. Największy podziw wywołują u niego polscy chłopi. Następnie dla czytelników nie znających historii Polski podaje rys historyczny:
"Kraj w którym się urodziłem, obejmował zaledwie jedną trzecią terytorium Polski. Haniebne przymierze trzech szczwanych władców - pruskiego króla Fryderyka "Wielkiego", osławionej rosyjskiej carycy Katarzyny II, również przezywanej "Wielka", oraz cesarzowej Austrii Marii Teresy - podzieliło Polskę na trzy zabory”.
A dalej czytamy: „... Byłem bardzo podniecony, ujrzawszy po raz pierwszy prawdziwe barwy mego kraju rodzinnego."

Zenek natomiast wygrzebał wypowiedzi dwóch profesorów na temat szczególnie nas poruszający, a mianowicie – patriotyzmu na obczyźnie. Oddajmy głos prof. Adamowi Koseskiemu, rektorowi Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
„Łatwo być patriotą z dala od kraju, nie dzieląc codziennych trudności, a swoje emocje opierając często na przebrzmiałych, pustych treściach. To nie powinien być frazes, którym się dowolnie obraca i którego się używa do wywierania nacisków politycznych. Twierdzenie, że patriotą może być tylko Polak katolik, jest nie do przyjęcia. Wielokulturowa Rzeczpospolita zostawiła nam przykłady patriotyzmu protestantów, Niemców, Żydów, i to nie tylko w czasie II wojny światowej, ale i wcześniej. Nie ma ludzi powołanych do noszenia patriotyzmu jak świętego ognia, zwłaszcza że patriotyzm sprawdza się w rozmaitych sytuacjach, heroicznych i codziennych.”
Z kolei prof. Henryk Chałupczak, historyk z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie tak to ujmuje:
„W skupiskach polskich za granicą, szczególnie w USA, występują głównie dwie odmiany patriotyzmu. Pierwszą nazwałbym patriotyzmem przegranych. Objawia się on w hałaśliwej i wybiórczej reakcji na rozwój wydarzeń w Polsce. Jest charakterystyczny dla osób, których emigracja była wyrazem niezgody na biedę, system społeczno-polityczny, brak perspektyw dla siebie i rodziny. To często ludzie, którym na obczyźnie nie towarzyszy poczucie spełnienia. Pozostają w polskim getcie, wykonują mało prestiżowe i nisko płatne prace, nie dane jest im poczucie sukcesu. Czują się jednak Polakami, a swoją polskość starają się wykrzyczeć. Tak rozumiany patriotyzm stymulują kampanie prezydenckie i parlamentarne w Polsce. W skupiskach polskich jest też rodzaj patriotyzmu, który nazwałbym patriotyzmem spełnionych. W nowej ojczyźnie koncentrują się oni na zdobyciu satysfakcjonującego miejsca w społeczeństwie, podnoszeniu kwalifikacji i awansach, przy jednoczesnym zachowaniu polskości i zainteresowania Polską. Są z niej dumni i cieszą się z jej sukcesów.”

Skąd my to znamy...? Czyż obydwaj nie mają wiele racji?

Krzysztof Deja

I jeszcze kilka wiosennych fotografii.

IMGP7940.JPG


IMGP6863.JPG


IMGP6869.JPG


IMGP7049.JPG


IMGP7187.JPG


IMGP7640.JPG


IMGP7773.JPG


P1020332.JPG

« Wiosna - Felieton | Strona główna | Dożynki - Felieton »