« Felieton - Witaj ciociu... | Strona główna | Wiosna - Felieton »

15 września 2012

Głupota - felieton

Mówi się, że nasza wiedza jest ograniczona, nie dotyczy to niestety naszej głupoty.

Popularne jest też powiedzenie: głupich nie sieją – sami się rodzą. Znamy przysłowia:
co głupiemu po rozumie, kiedy go użyć nie umie, albo: głupota ludzka nie ma granic. Jest też wiele innych których nie będę tu przytaczać.

Przykładów powyższego można czerpać z życia garściami. Podam kilka cofając się w dawne czasy kiedy to mało kto potrafił rozróżnić co ma sens, a co nonsensem czyli głupotą jest.
Kiedy w roku 1348 w Europie wybuchła dżuma, niemal natychmiast zaczęto obwiniać za nią Żydów, twierdząc, że zatruwają studnie. Co więcej, praktycznie wszyscy byli do tej teorii przekonani. Ciągle spotyka się wielu amatorów teorii spiskowych w których wszystkim kręcą Żydzi i masoni.

Trzeba stwierdzić, że i kobiety miały dawniej bardzo trudne życie, bo i ich obwiniano o wszystko zło włączywszy najgorsze - czary. No cóż, już Tomasz z Akwinu zwykł głosić: ''Kobieta ma się do mężczyzny tak, jak rzecz niedoskonała i ułomna do doskonałej'', a św. Franciszek z Asyżu mówił, że kto obcuje z kobietami narażony jest na ,,skalanie swego ducha, tak samo jak ten, kto idzie przez ogień, naraża się na poparzenie stóp''.
Wiarę w istnienie czarów i czarownic ugruntował w tamtych czasach papież Innocenty VIII wydając swą niechlubną bullę. Myśli te podparli niemieccy dominikanie, (profesorowie teologii), publikując książkę pt. Młot na czarownice. Był to właściwie katowski podręcznik dręczenia ludzi, tłumaczony na wiele języków. Propaganda obłędu z perwersyjnym sadyzmem, jakbyśmy to dzisiaj ujęli.

Przez Europę przetoczyła się fala pogromów kobiet. Wystarczyło by niewinna kobiecina niewiastą kiedyś zwana, źle spojrzała i już brano ją na przesłuchanie, czyli... wymyślne formy tortur oficjalnie zatwierdzone przez święte oficjum. Paranoja do sześcianu! Nikt nie zliczy ile z nich bestialsko zamordowano. Trwało to wiekami. A w Polsce (na nieco mniejszą skalę niż gdzie indziej) aż do XIX wieku, ponieważ zajęły się tym procederem „cywilne organa prawa”.

Nawet w XX wieku, przed drugą wojną światową skazano 19-letnią dziewczynę, która przybyła na bal maskowy przebrana za zakonnicę na rok wiezienia, bo sąd dopatrzył się w tym obrazy uczuć religijnych. Również na rok więzienia został skazany w tym samym czasie pewien urzędnik administracji panstwowej za oświadczenie, że medaliki nie mają świętej mocy, a zdejmowanie czapek z głów na cześć przydrożnych kapliczek to bałwochwalstwo.

Często słyszy się krytykę współczesnych ludzi nauki, że to nie ci uczeni co kiedyś bywali. Posłuchajmy więc czym zajmowali się dawni uczeni. Taki Stanisław Duńczewski, „przesławnej Akademii Krakowskiej Filozofii Doktor, w Zamojskiej Astronomii Ordinariusz, Prawa obojga Doktor i Profesor, Trybunału Ordinarii Assesor tudzież J.O. Trybunału Koronnego Geometra Przysiegły” (uff...), wydawał do tego „Kalendarze Polskie i Ruskie” w których to popisywał się niezwykłą wiedzą, m.in. podawał przepis na „zmartwychwstałą” kurę. Oto on: Opoić kurę gorzałką, żeby się oskubać dała, głowę jej między skrzydła włóż. Rozbij 8 żółtków z jaj, maść nimi po wierzchu kury niegrubo a równo, przytknij do ognia, żeby zżółkniała. Połóż na półmisek i daj do stołu, jak prędko ją widelcem kolniesz, ożyje i uciekać będzie.”
No comments!

A znany i ceniony ks.Skarga opisywał takie niestworzone rzeczy w „Żywotach świętych”, iż się wierzyć nie chce, że to ten sam, skądinąd zasłużony dla Rzeczpospolitej człowiek.
Aby nie popaść w depresję, że tylko w Polsce tylu „mędrców” mieliśmy podam przykłady innych, otóż w 1899 roku komisarz amerykańskiego urzędu patentowego Charles H. Duell dumnie ogłosił: "Wszystko, co mogło zostać wynalezione, już zostało wynalezione".

A całkiem niedawno, bo w 1988 roku, profesor biologii molekularnej Peter Duesberg z uniwersytetu w Berkeley stwierdził, że HIV to "zupełnie nieszkodliwy wirus".
Natomiast pewien mieszkaniec Rumunii gdy dowiedział się od wróżki, że w ciągu najbliższych kilku dni śmierć grozi albo jemu albo synowi, zasztyletował się. Chcąc zabezpieczyć syna sam popełnił samobójstwo.

Przed wojną cwaniacy warszawscy sprzedawali prowincjuszom kolumnę Zygmunta i most Kierbedzia, ale to nic w porównaniu z współczesnym „biznesmenem” żydowskim rabinem, który w Tel Awiwie sprzedawał wiernym działki... w raju. Proceder ten przerwała izraelska policja.

Najbardziej znanym u nas nieudacznikiem „biznesu”, obrosłym w legendę był Franciszek Zabłocki. To od niego wzięło się powiedzenie: wyjść jak Zabłocki na mydle. Ten zmyślny facet postanowił w szybki sposób wzbogacić się na robieniu mydła. Wyprodukowane w rodzinnym majątku mydło, miało być spławione Wisłą do Gdańska, a stamtąd dalej statkiem za granicę. Żeby jednak zysk był większy, Zabłocki postanowił ukryć przed pruskimi celnikami towar i tuż przed granicą zanurzył ładunek głęboko w wodzie. Skrzynie, do których zapakowano mydło miały być szczelne. Płynąc, barka ciągnęła je za sobą pod powierzchnią wody. Opłaty celnej udało się mu uniknąć, ale kiedy w Gdańsku wydobyto skrzynie, okazało się, że całe mydło rozpuściło się w wodzie na skutek nieszczelności opakowania. Zabłocki stracił w ten sposób spory majątek albowiem mydło w tym czasie miało dużą wartość.

Dwie rzeczy są nieskończone; wszechświat i ludzka głupota, a co do tej pierwszej nie mam jeszcze pewności" - tak pisał 100 lat temu Albert Einstein.
Nic z tego nie straciło na aktualności.

Krzysztof Deja

w kaciku fotograficznym widoki wiosennej Adelajdy


IMGP4637.JPG

Ogrod botaniczny


IMGP8435.JPG

promenada nad jeziorem


IMGP5673.JPG

Royal Show


IMGP5827.JPG

widok na miasto


IMGP7112.JPG

kawiarnia pod wodospadem


IMGP7687.JPG

wyscigi na jeziorze


IMGP8417.JPG

przy zachodzacym sloncu


IMGP8385.JPG

nad jeziorem


IMGP8428.JPG

widok na stadion

« Felieton - Witaj ciociu... | Strona główna | Wiosna - Felieton »