« Ostry dyżur - Felieton | Strona główna | Populacja - Felieton »

1 stycznia 2012

Czym jesteśmy? - Felieton

Pytanie, które zadaje sobie każdy z nas i to często wielokrotnie w ciągu swego żywota. Celowo użyłem formy „czym” a nie „kim”, bo nie o osobowość, a naturę mi tu chodzi.

Według Biblii pochodzimy od Boga, jako potomkowie Jego dzieła – Adama i Ewy. Wygląda na to, że jesteśmy tworem najwyższej próby, bo na podobieństwo Najwyższego, no i wszystkie inne stworzenia są pozbawione tego najważniejszego elementu – rozumu. Ale wygląda to tak tylko teoretycznie, bo w praktyce wielokrotnie mieliśmy dowody na to, że tak nie jest. „Bracia młodsi” są często inteligentniejsi od nas, a zachowanie niektórych ludzi wręcz ubliża gatunkowi zwanemu – homo sapiens. Jednocześnie w tej samej księdze jest powiedziane, że: „z prochu powstałeś i w proch się obrócisz”, co jest już bardziej namacalnym twierdzeniem i przyswajalną tezą ludzkiej egzystencji.

Nasze jestestwo czy jego pochodzenie, można tłumaczyć na wiele sposobów. Tak gatunek ludzki widzi sławny Bertrand Russell: „Malutkie bryłki związków węgla i wody, mające skomplikowaną budowę i niezwykłe własności fizyczne i chemiczne, pełzają w ciągu niewielu lat po tej kropce, póki znów nie ulegną rozpadowi na pierwiastki składowe. Dzielą one swój czas między pracę, której celem jest odroczenie chwili rozkładu dla nich samych, a gwałtowne wysiłki, zmierzające do przyśpieszenia tego momentu dla podobnych im istot...”

Jest to dosyć nietypowe spojrzenia jak na filozofa i humanistę. Kojarzy się raczej z twierdzeniami fizyków czy chemików, którzy rzeczywistość widzą przez pryzmat nauk ścisłych, ale trudno nie przyznać mu racji.

Natomiast Marston Bates, znany amerykański biolog, a właściwie specjalizujący się w zoologii naukowiec, tak określał człowieka: „Jeden z milionów gatunków istot żywych rojących się na powierzchni niewielkiej planety dookoła mało ważnej gwiazdy. W gruncie rzeczy absolutnie nie jesteśmy w stanie przyjąć wszelkich wynikających stąd konsekwencji. Może tak być powinno, ja jednak myślę — pisze Bates — że skromność wpływa na uszlachetnienie charakteru. Pozostajemy nadal ważni — ty i ja i cała ludzkość. Ale motyl również…".

A tu widzę typowo filozoficzne podejście do tematu, z dużym zabarwieniem egzystencjalizmem. Wygląda na to, że profesja nie idzie w parze z wygłaszanymi poglądami. Jedna myśl przewodnia, która łączy wszystkich, to sprawa naszych urodzin i śmierci. Tak ludzkie przyjście jak i odejście z tego świata, jest czymś enigmatycznym i raczej przypadkowym. Zastanawiające jest, że niewielu analizuje czas naszego pojawienia się i nie przeżywa tego, uznając dzień urodzin jako coś naturalnego, natomiast tak bardzo zajmuje nasz umysł sprawa zejścia z tego świata. Wielu ludzi prześladują lęki z tego powodu, wręcz wpadają w panikę na myśl o tym wydarzeniu. Niektórzy uważają śmierć jako temat tabu i nawet boją się o tym myśleć, aby nie wywołać „kostuchy w złą godzinę”.

Za Sokratesem uważam, że śmierć nie jest niczym strasznym, czy złym. Bo albo zasypiamy snem wiecznym (już bez mrzonek sennych czy mar), albo odnajdujemy się w raju, lub czymś podobnym (za Sokratesa w Hadesie) i też jest dobrze. Pewnie też dusza człowieka (nie wszyscy ją mamy – to kwestia wiary), po śmierci za ciałem tęsknić nie będzie, bo tak naprawdę, to jest czymś w rodzaju więźnia w bardzo niedoskonałym ciele. Skoro nie pamiętamy żadnych lęków czy stresów związanych z przyjściem, to bez wątpienia, podobnie będzie po naszym odejściu. Jest to najbardziej naturalny etap każdego istnienia. Może kiedyś w przyszłości będziemy zdolni znacznie przedłużyć ludzkie życie, ale nigdy nie osiągniemy nieśmiertelności. W końcu nie jesteśmy bogami.

W obecnej dobie rozważamy inną opcję, a działającą w drugą stronę. Dużo mówi się o godnej śmierci, czyli odejściu na własne życzenie, fachowo zwanej, eutanazja. Już prof. Kotarbiński pisał: „A jest rzeczą postępowego humanitarnego prawodawstwa przewidzieć, dopuścić, prawnie zorganizować akty dobrowolnego kończenia własnego żywota, gdy ktoś już będzie miał go dosyć. Higiena, lecznictwo i znawstwo środków uśmierzających mogą niezmiernie wiele uczynić dla uwolnienia procesów zanikowych od znamiennych dla nich dziś pospolicie rodzajów udręki, a ulepszenie stosunków międzyludzkich potrafiłoby usunąć wiele powodów do ciężkich cierpień moralnych, których nie szczędzi na ogół życie aktualne osobom dość długo żyjącym.”

Bez wątpienia ten temat będzie na wokandzie w najbliższym czasie w wielu krajach, szczególnie cywilizacji zachodnich. Jest to sprawa wzbudzająca gorące emocje, tak etyczne jak i religijne. A że na świecie istnieje podobno 4200 religii i grup wyznaniowych, przeto o przeróżne teorie ludzkiego przeznaczenia nie trudno. Podobnie jak i o konflikty na tle wiary.
Tarcia między protestantami i rzymskimi katolikami, sunnitami i szyitami, hindusami i muzułmanami, trwają do dzisiaj i prowadzą do przemocy i rozlewu krwi. I nikt tu się specjalnie nie przejmuje ochroną życia ludzkiego aż do naturalnej śmierci. A więc, może ten temat powinien również znaleźć szerokie grono dyskutantów, tak moralistów jak i ustawodawców. Może już czas zakończyć wszelkie konflikty na tym tle...

Krzysztof Deja


Ps. Lato u nas nie odpuszcza. Sylwester – 39 stopni Celcjusza, Nowy Rok – 41, dzień następny 39, itd... a więc typowo plażowe tematy zagoszczą na tej stronie.
WSZYSTKIEGO DOBREGO W NOWYM ROKU!

IMGP4159.JPG


IMGP7245.JPG


IMGP4297.JPG


IMGP4283.JPG


IMGP4298.JPG


IMGP4285.JPG


IMGP7015.JPG


IMGP4288.JPG

« Ostry dyżur - Felieton | Strona główna | Populacja - Felieton »