« Przeprowadzka - Felieton | Strona główna | Nazwisko - Felieton »

15 listopada 2011

Władza i wiedza - Felieton

Temat na czasie, bo nie tak dawno w Polsce odbyły się wybory.


Ja jednak nie mam zamiaru zagłębiać się w krajowe wyniki elekcji parlamentarno-rządowej, ani analizować rezultaty, a przytoczę parę przykładów genezy władzy i niebezpieczeństwa jakie często ze sobą niesie.

Wiedza, to z kolei temat trochę śliski, bo nigdy do końca nie wiemy, czy to co już wiemy, to prawdziwy trybik w mechanizmie świata, czy tylko błędnie przyjęta hipoteza. Jedno jest pewne – pniemy się do przodu.

Zaczynając temat od władzy, cofnę się teraz głęboko w czasy starożytności.
Przypuszcza się, że we wczesnym okresie królestwa Egiptu (jeszcze przed absolutyzmem faraonów), królowie po 30 latach panowania byli rytualnie zabijani. Prawdopodobnie jeden z takich władców był na tyle silną i posiadającą autorytet jednostką, iż przerwał praktykowanie tego zwyczaju utrzymując się u władzy aż do naturalnej śmierci. Pozostałością tych praktyk było w starożytnym Egipcie święto Sed, podczas którego odnawiano władzę królewską. Podobne przypadki nagłego zakończenia władzy, zdarzały się i w czasach nowożytnych i przetrwały aż do współczesności. Vide: Mussolini, Ceauşescu, car Mikołaj II, Saddam Husajn, Kaddafi i wielu innych.
Arabska wiosna jest wielką przestrogą dla tytanów z nieposkromionym, politycznym apetytem. Jeden po drugim spadają jak dojrzałe kokosy.

Przykładem bardzo koniunkturalnego posunięca władzy, była decyzja rządców Japonii w VI wieku naszej ery. Kiedy buddyzm po raz pierwszy zjawił się w tym kraju, rząd mając pewne wątpliwości co do prawdziwości i mocy nowej religii, rozkazał jednemu z dworzan przyjąć ją na próbę, w razie gdyby mu się powodziło lepiej niż innym, religia miała być powszechnie przyjęta. To się nazywa pragmatyzm rządzących...

My Polacy mamy nieco dziwne podejście do władzy, bo już w 1573 roku uznaliśmy, iż lepszy władca zagraniczny niż rodak i wybraliśmy francuskiego księcia na tron polski. Henryk Walezy, bo o nim mowa, jako pierwszy król elekcyjny przyjechał sprawować rządy w obcym kraju. Później posypali się Szwedzi, Węgrzy, Sasi. Niektórzy nawet Jagiellonów uznają za niepolską dynastię, bo wywodziła się z obcej kulturowo (przynajmniej na początku) Litwy...

Odnośnie wiedzy - mówiąc trywialnie – jest ona trampoliną dla ludzkości. Czymś co wzbija nas w dotychczas nieznany nam świat i na ogół polepsza nasze życie. Wydawałoby się, że umysł ludzki jest naszym najmocniejszym mechanizmem. Mamy sporo osiągnięć na tym polu. Już starożytni Grecy popadali w megalomanię uważając w V wieku p.n.e. że właściwie wszystko co było do odkrycia, czy przebadania, zostało zrobione, ...”wszystkie drogi zostały już wypróbowane”. A więc, w co się bawić?!

Podobne uczucie nasycenia odczuwał człowiek schyłku XIX wieku, wchodząc w wiek dwudziesty jako triumfator cywilizacji i postępu. Wiemy jak wyglądały lata następne.
Teraz jest podobnie, większość ludzi myśli i postępuje jakbyśmy wszystkie prawa i tajemnice przynajmniej tego świata odkryli. I tylko galaktyki pozostały do zdobycia. Wydajemy wyroki o świecie, bazując na aktualnej wiedzy, która jest ciągle w powijakach. My nawet nie mamy pojęcia, czym naprawdę jest sen, że wezmę pierwszy z brzegu element ludzkiej egzystencji.

Z drugiej strony, od prawie 110 lat (pierwszy lot samolotem braci Wright), przemieszczamy się w przestworzach, nie licząc ery balonów. Od 100 lat znamy model atomu Bohra; 70 lat od odkrycia roli DNA w dziedziczeniu; 50 lat od budowy pierwszego lasera i odkrycia kwazarów; także pół wieku żyjemy już w erze lotów kosmicznych, mamy biologię molekularną i mechanikę kwantowa, itd. itp.— a wiara w zabobony, czary i złe duchy kwitnie w najlepsze.
Liczba egzorcystów wzrosła niepomiernie, podobnie jak liczba wróżek, jasnowidzów, astrologów i wszelkiej maści energoterapeutów. Jednak z tym naszym mózgiem nie jest najlepiej...

Na koniec zajrzyjmy na polonijne podwórka...
Dziwię się wielu Polonusom, którzy wybierając wygodne i ustabilizowane życie w jednym z wysoce cywilizowanych krajów, z tej pozycji tupią nogami, protestując przeciwko zmianom i unowocześnianiu dawnej ojczyzny. Wydaje się, że chcieliby tam zostawić wszystko „jak przed wojną”, taki skansen polityczno-obyczajowy. Najlepiej, jak Polska byłaby taką salą pamięci historycznej, pt. Jak to drzewiej w Europie bywało.

Świat idzie do przodu i Polska MUSI iść razem z nim, kto tego nie rozumie, nie bardzo orientuje się w procesach ewolucyjnych wszelkich dziedzin bytu na ziemi. I żadne zasłanianie się patriotyzmem czy wiarą, nie ma tu większego sensu. Co zabawne, często ci zagraniczni naprawiacze ojczyzny negują wybór tych, którzy TAM żyja, co już zakrawa na bezczelność. Mam nadzieję, że spojrzą chłodnym okiem na sytuację na świecie i zrozumieją, że taka, a nie inna jest polska droga rozwoju i trzeba to z naszej pozycji zaakceptować. Z drugiej strony, moja płonna NADZIEJA – jak ktoś to sarkastycznie ujął – to matka lichego potomstwa.

Krzysztof Deja

I kilka fotografii pięknej wiosny chociaż u nas już lato w pełni z temperaturami w okolicach 30 stopni.


IMGP7942.JPG

- piękne kamelie


IMGP7959.JPG

- wspaniałe magnolie


IMGP8392.JPG

- lilie wodne


IMGP8432.JPG

- ogródki przydomowe w rozkwicie


kwiat2.JPG

- australijskie drzewa w kwiatach


P1020295.JPG

- korale opadły z krzewów

« Przeprowadzka - Felieton | Strona główna | Nazwisko - Felieton »