« Wiosennie - szkice | Strona główna | Przeprowadzka - Felieton »

15 października 2011

Piknik na PHR - felieton

Polish Hill River bo o tym mowa, znajduje się jakieś 130 kilometrów od Adelajdy, stolicy Południowej Australii.


Tak nazwano to miejsce dla uczczenia polskich osadników przybyłych na tę ziemię ponad 150 lat temu.
To właśnie tu w sobotę, 1 października zromadziła się całkiem spora grupa osób, aby celebrować 140 rocznicę wybudowania i poświęcenia pierwszego kościoła polskiego pod wezwaniem św.Stanisława Kostki, jak również 175 rocznicę powstania stanu Południowa Australia.

IMGP1702.JPG

Uroczystości rozpoczęły się mszą świętą którą koncelebrowali: arcybiskupi, Szczepan Wesoły i Leonard Faulkner, oraz księża pracujący w Australii.
Arcybiskup Wesoły wygłosił też homilię. Po raz pierwszy zobaczyłem Biskupa w Traiskirchen w Austrii prawie 30 lat temu i teraz po tylu latach była okazja aby zamienić parę słów.

P1020391.JPG

Po mszy Gosia Skałban przedstawiła i witała obecnych na tej uroczystości przedstawicieli władz polskich i australijskich. Po niej głos zabrali: Jennifer Rankine, stanowy minister d/s. społecznych i rodziny; Stephen Wade, przedstawiciel opozycji w rządzie stanowym; Witold Krzesiński, reprezentujący Ambasadę RP, oraz Leszek Wikarjusz, reprezentujący Radę Naczelną Organizacji Polskich w Australii.

P1020394.JPG

Ponadto w uroczystościach m.in. uczestniczyli: parlamentarzysta Michael Atkinson; Honorowy Konsul RP Darius Ross z małżonką; John Roy-Wojciechowski, Honorowy Konsul RP w Nowej Zelandii z małżonka; Allan Aughey, Mayor of Clare (terenu na którym odbywały się uroczystości) z małżonką. Był także rektor polskiej misji katolickiej ks. Słowik, oraz dyrektor departamentu Wielokulturowości w Południowej Australii, Roger Lean i wielu innych których nie sposób wymienić z nazwiska. Trzeba jednak wspomnieć o dwóch paniach które są spiritus movens tego przedsięwzięcia, to panie Krystyna Łużna i Irena Sosnowska.
Uroczystości uświetniła grupa taneczna w bajecznie kolorowych strojach z zespołu Tatry, oraz grupa wokalna Polanki.

P1020399.JPG


Dokładnie 17 sierpnia 1856 roku żaglowiec August zawinął do wybrzeży Południowej Australii z grupą około 150 emigrantów z Polski. Grupa ta po krótkich przeprowadzkach zadomowiła się właśnie tu, nad brzegiem rzeczki w pobliżu miasteczka Clare... w niewielkiej odległości od osadników niemieckich.
Pierwszym aktywnym opiekunem duchowym i wszechstronnym działaczem społecznym był ks. Leon Rogalski, jezuita i to on wybudował pierwszy polski kosciółek który dziś spełnia rolę muzealną. Polish Hill River w swym rozkwicie miało ponad 300 osadników. Wybudowano tu polską szkołę, jak i wcześniej wspomniany katolicki kościół.

P1020395.JPG

Fale polskiej emigracji wylały na australijskiej ziemi obficie... trzykrotnie. Po raz pierwszy w 1856 roku, następnie po drugiej wojnie światowej a ostatnia, to tak zwana emigracja solidarnościowa w latach osiemdziesiątych. W sumie szacuje się, że liczba emigrantów z Polski i ich dzieci w tym czasie osiągnęła liczbę 150 tysięcy.

PHR.JPG

I teraz właśnie zebraliśmy się w Polish Hill River aby świętować te nasze emigracyjne drogi. Wspominać już pozarastane, a i te świeże ścieżki losu – pierwsze problemy, stabilizację i osiągnięcia - podkreślając nasze polskie korzenie. A jesteśmy tu, w miejscu gdzie wszystko się zaczęło. Władze jak i Rada Naczelna, obiecały wspomóc dotacjami to historyczne miejsce.

P1020396.JPG

Teraz nikt już z polskich osadników, czy ich potomków tu nie mieszka, o ich dawnej obecności tu, świadczy kilka budynków i cmentarz opodal. W byłym kościółku znajduje się muzeum pierwszych polskich osadników. Można tam obejrzeć eksponaty z tamtego okresu - tradycyjne stroje i rzeczy codziennego użytku, a także dokumenty i fotografie. Ale są też pamiątki z późniejszego okresu, aż do czasów Solidarności.
Trzeba podkreślić, że przybyła też na te uroczystości spora grupa rodaków z innych stanów. Oprócz zwiedzania muzeum można było odwiedzić kilka stoisk z wyrobami kulinarnymi oraz artystycznymi, polskie książki i wybór win z lokalnych winiarni, można było zjeść domowy obiad.

IMGP1708.JPG

I tak do wczesnego popołudnia żyliśmy atmosferą tamtych dni. Później rozjechaliśmy się do swych domów. Do codzienności dnia współczesnego, jednak z większą świadomością, że należymy do dobrze ugruntowanej społeczności o polskich korzeniach.


Krzysztof Deja

« Wiosennie - szkice | Strona główna | Przeprowadzka - Felieton »