« Fotoreportaz z podrozy | Strona główna | Wiosennie - szkice »

20 września 2011

Wakacyjne refleksje (4) - Felieton

Miało być trzy odcinki, a rozrosło się do czterech części wspomnień.

Po Warszawie wpadliśmy do Radomia przytulić się do Jana Kochanowskiego w radomskim parku. Pobuszowaliśmy w imponującej Galerii Słonecznej, zaliczyliśmy kilka miłych spotkań z przyjaciółmi i rodziną, i popędziliśmy dalej do Krakowa. Wybraliśmy podróż koleją. Krakowski dworzec jako jedyny w czasie naszych wojaży po Polsce, zrobił na nas bardzo przyjazne wrażenie. Prosto z peronów przechodzi się do pokaźnej galerii handlowej, a stąd na wielki plac prowadzący na Stare Miasto.

W Krakowie mieszkaliśmy pod najlepszym adresem, tuż obok kościoła Mariackiego w Rynku. Adres dobry jeżeli człowiek nie jest śpiący, bo usnąć tam przed północą raczej jest niemożliwym. Okoliczne kafejki i restauracje robią taki harmider, że nawet telewizji nie można spokojnie obejrzeć. Ale za to uczestniczyliśmy w życiu nocnym Krakowa. Dwa razy odwiedziliśmy magiczną Piwnicę pod Baranami. Jazz zawładnął Krakowem.
W lato są tam codziennie (właściwie, co noc) koncerty na kilku scenach miasta. W Piwnicy trafiliśmy na koncert Jacka Smietany, a następnego dnia na kwartet Jarczyka.
Tuż obok nas była Piwnica pod Jaszczurami i też tam wrzało.
Kraków to jedyne miejsce w Polsce które sprawia wrażenie, że ma więcej turystów z zagranicy, niż Polaków. Rynek szybko nie zasypia...

Dzięki mojemu przyjacielowi z dawnych lat, mieliśmy bardzo fajny wyskok do Myślenic. Powspominaliśmy stare dzieje. Oprócz tego, popływaliśmy też z Zenkiem Wisłą, odwiedziliśmy Wawel, byliśmy przy grobowcu Marii i Lecha Kaczyńskich, w muzeum Jana Pawła II. Obejrzeliśmy wiele zabytków i po kilku dniach ruszyliśmy na Zakopane.

Muszę wspomnieć o piwie. Nigdzie nie spotkaliśmy tyle gatunków tego trunku co w Polsce. Są tu piwa zwykle, mocne i bardzo mocne. Najmocniejsze które widziałem miało 14% alkoholu. Niewiarygodne! Nie pamiętam dnia w trakcie wakacji, wolnego od tego złocistego płynu. Staraliśmy się zawsze próbować coś czego jeszcze nie piliśmy. Nie wiem czy udało nam się przetestować wszystkie dostępne gatunki.

Zakopane w tym roku przekroczyło wszelkie rekordy zatłoczenia. Hong-Kong w godzinach szczytu to pestka przy Krupówkach. Przecisnąć się nie było można. Aby wjechać na Kasprowy Wierch czekaliśmy z Zenem ponad trzy i pół godziny w kolejce. Nie obyło się tam bez awantur i interwencji policji!
Droga na Morskie Oko przypominała dojście do Jasnej Góry w czasie pielgrzymek. My wybraliśmy się tam konikami. A samo jezioro obeszliśmy dookoła aby odetchnąć trochę od oblegającego z jednej strony tłumu. Gubałówka to teraz prawie jak Krupówki. Wszędzie tłoczno i pełno komercji.
Wszystkie te niedogodności znikają przy góralskiej muzyce na żywo i kufelku zimnego piwa.
Ceny w całej Polsce są wysokie, chociaż ciągle można zjeść dwudaniowy obiad za 17 złotych. Ale w niektórych restauracjach za taką cenę dostanie się tylko zupę.

Odnośnie biznesu to niezmiennie najlepszy interes krecą szalety miejskie. W dobrych punktach muszą zarabiać majątki, skoro na siusiu wchodzi się już w wielu punktach za JEDNO EURO! Czyli ponad 4 złote, za chwilę pobytu w tym przybytku. Niewiarygodne, ale prawdziwe.
Zenek poważnie rozważa wziąć w ajencję kilka takich interesów. Niemcy bywają jeszcze lepsi, spotkaliśmy się tam z opłatami za wejście w wysokości 2 euro!

Polska współczesna jaką widzieliśmy, a ta jaką próbują nam przedstawić polonijne media (może nie wszystkie), nijak się mają do siebie. Poznaliśmy wiele ciekawych osób, byliśmy w różnych środowiskach, obserwowaliśmy życie wokół nas, i doszliśmy do ważnego wniosku.
Tylko znikoma część rodaków daje posłuch sekciarsko-narodowym mediom, gazetom, audycjom itp. rozdmuchującym co rusz teorie spiskowe. Ten pseudopatriotyzm to skansen. Zdecydowana większość Polaków żyje zupełnie czymś innym.

No i ostatnie miejsce pobytu w czasie naszych wakacji: Singapur! To jest to! Dla nas jest to najlepsze miejsce na świecie do wakacyjnego wypoczynku. Z podziwem patrzyliśmy na Singapurczyków i na owoce ich pracowitości i intelektu. Trafiliśmy akurat na ich narodowe święto – 46 lat niepodległego Singapuru. W tej małej enklawie świetnie współgospodarzą przedstawiciele różnych religii i kultur jak: Hindusi, Chińczycy, Indonezyjczycy, Malaje i inni. Zenek komentował: - A Polacy mają jedną religię i dojść do ładu ze sobą nie mogą.

Singapur to bajkowa roślinność i pięknie harmonizująca z nią architektura. Wszędzie estetyka, luz, bezpieczeństwo, czystość i uśmiech. Co więcej potrzeba. Jest tam tyle uroczych zakątków, że cztery dni to zdecydowanie za mało. Byliśmy tu już kiedyś – na pewno jeszcze wrócimy.

Na koniec kawał zasłyszany w Polsce.
- Chcę zjeść coś dobrego i niedrogiego.
- Polecam rybę po grecku.
- A jak to jest po grecku?
- NA KREDYT.

Krzysztof Deja


I kilka fotografii obrazujących powyższy tekst.


Krakow - Wawel.JPG

- Krakow –Wawel


Fakir w Krakowie.JPG

- Fakir w Krakowie


Morskie Oko.JPG

- Morskie Oko


skoczek.JPG

- Skoczek na igielicie


Tatry Zachodnie.JPG

- Tatry Zachodnie


Singapur - centrum.JPG

- Singapur – centrum


Singapur noca.JPG

- Singapur nocą


Singapur- nad zatoka.JPG

- Singapur nad zatoką


Singapur - stare i nowe.JPG

- Singapur – stare i nowe


Singapur- nowoczesna architektura.JPG

- Singapur nowoczesna architektura

« Fotoreportaz z podrozy | Strona główna | Wiosennie - szkice »