« FOTOMIGAWKI Z WAKACJI | Strona główna | Fotoreportaz z podrozy »

1 września 2011

Wakacyjne refleksje (3) - Felieton

Jak już poprzednio wspomniałem wycieczkę po Polsce rozpoczęliśmy od Szczecina.

Zaczęliśmy zwiedzać Pomorze. Byliśmy po dwa dni w Ustce, Kołobrzegu, Międzyzdrojach i Świnoujściu. Każde z tych miasteczek jest kurortem na swój niepowtarzalny sposób. I bardzo dobrze. Trzeba powiedzieć, że pomimo kiepskiej pogody na promenadach czy plażach były tłumy wczasowiczów.

Widzieliśmy tam kuriozalne sytuacje (chyba tylko w Polsce możliwe) jak ewangelizacja na plaży. Młodzi księża i zakonnice z grupką równych sobie wiekiem cywilów, przemierzali plaże wśród skonsternowanych plażowiczów, w stylu sekty Hary Kriszna, w rytmie skocznych piosenek religijnych nawołując do połączenia z Jezusem i udziału w wieczornej mszy w miejscowym kościele. W centralnym punkcie plaży przez megafony wygłaszali swoje auto-da-fé.

W Polsce reklama osiąga szczyty wyrafinowania. Zauważyliśmy, że programy telewizyjne (opłacane abonamentem!) i to kanałów państwowych, mają więcej reklam, niż właściwej treści. Zenkowi już teraz Polska tak nie imponuje jak jeszcze niedawno. Zmienił się... albo tu tak się zmieniło. Któregoś dnia powiedział mi: - Kris ta nahalność mnie zabija! Nie ma jak nasza staroangielska kurtuazja i powsciągliwość. No, no... pomyślałem, mój druh już do cna zanglosasiał.

Po bałtyckich wojażach wyruszyliśmy w podróż pociagiem do stolicy. Daleko nie ujechaliśmy, bo po godzinie utknęliśmy w Stargardzie Szczecińskim. Okazało się, że uczestniczymy w dwugodzinnym strajku pracowników kolei. Zenek nic sobie z tego nie robił, owszem pozdrawiał głośno i solidarnie grupę strajkujących, maszerujących z flagami po peronie, udzielił wywiadu lokalnej telewizji i dwie godziny zleciało. Rezultatem tego była komfortowa podróż do samej Warszawy (większość pasażerów przesiadła się do nie strajkujących pociągów).

W stolicy dzięki uprzejmości miłych pań (mamy z Zenkiem szczęście do uprzejmych dam), zobaczyliśmy rzeczy całkiem dla nas nowe. Przede wszystkim Muzeum Powstania Warszawskiego. Świetnie zaprojektowane, od pierwszych kroków wnętrze wprowadza w atmosferę tamtych dni. Tłumy (tak, tłumy szczególnie młodych ludzi z różnych stron świata) przechodzą brukiem warszawskich ulic, pośród eksponatów które można obejrzeć, dotknąć, poczytać, otoczonych tym złowieszczym odłosem bomb, pocisków i strzelaniny gdzieś w oddali. Przygnębiające wrażenie robi realizm sytuacji, kanały w które można wejść, groby powstańców na drodze zwiedzających. Człowiek czuje tę atmosfere, ten heroizm, ten tragizm zarazem. Wstrząsające są sceny filmu w 3D, nakręconego z samolotu po zbombardowaniu Warszawy. Jeszcze jedna lekcja dla ludzkości pt. Ludzie ludziom zgotowali ten los.

Byliśmy też w Teatrze Powszechnym na wystawianej po raz pierwszy w stolicy, powieści Leopolda Tyrmanda pt. Zły. Przez lata była to kultowa książka powojennej Polski. Osadzona w realiach warszawskiej Pragi, która tym razem też zwiedziliśmy, bo tu zaczyna dużo się dziać. Komiksowa akcja, to trochę jak prl-owski Batman. Sztuka zrealizowana w lekkiej, pełnej absurdu i surrealistycznego poczucia humoru tonacji. Przypominała mi dawne adaptacje Brechta. Zabawnie pokazany warszawski półświatek i próbujące go rozgryźć organa MO. W tym prawie trzygodzinnym przedstawieniu było kilka znanych twarzy z filmu i seriali polskich. Od lat miałem chęć obejrzenia sztuki w którymś z warszawskich teatrów, zawsze były w wakacje zamknięte, tym razem się udało (oczywiście, dzięki naszym Paniom).

W tym czasie Polska objęła prezydencję w Unii Europejskiej. Świętowania było co niemiara. Uroczystości centralne były w Warszawie - koncerty, pokazy, ognie sztuczne, ale i każde miasto czciło te okazję po swojemu. Zaraz potem pokazały się na ulicach polskich miast billboardy z wizerunkiem Jarosława Kaczyńskiego, jako... premiera. To chyba przedwczesne reklamy wyborcze. Poza tym polityki widać nie było, no może poza małym kramem naprzeciwko Pałacu prezydenckiego, gdzie trójka ludzi agitowała przechodniów do składania podpisów żądających dymisji rządu i prezydenta w związku z ...katastrofą smoleńską. Przechodziłem tamtędy dwukrotnie, widziałem tylko amatorów pyskówek, którzy podchodzili aby nawzajem próbować się w argumentach. Większość omijała to z daleka. Generalnie, Polacy podchodzą do życia trzeźwo, owszem krytykują rząd, ale za sprawy socjalne i gospodarcze.

Oczywiście, zaliczyliśmy z Zenkiem żelazne punkty Warszawy jak Starówkę, zwiedzanie Zamku Królewskiego (po raz trzeci), kościoły, nocne fontanny na podzamczu, itp. Oglądaliśmy nowy stadion, niestety tylko z daleka bo prace ciągle trwały. Zaliczyliśmy cholernie drogie i mikroskopijne pączki u Bliklego i miłą restaurację na Pradze, uznaną przez warszawiaków swego czasu za najlepszą w stolicy. A do tego mieliśmy jeszcze okazję wyskoczyć poza miasto na zieloną trawkę, przy ujściu Bugu do Narwi. Kontakty z niepowtarzalną przyrodą polską, zawsze zaliczamy do naszych priorytetów. I tym razem zostaliśmy olśnieni.
I tym optymistycznym akcentem kończę przedostatnią część refleksji z wakacji.
Cdn.


Krzysztof Deja

Ponizej ilustruje tekst zdjeciami


fel31.JPG

- Polska wspolczesna


fel32.JPG

- plaza w Miedzyzdrojach


IMGP8736.JPG

- i takie cacka mozna spotkac w Polsce


fel35.JPG

- Warszawa – Palac Prezydencki


fel37.JPG

- Koncert na Starym Miescie


fel38.JPG


- Stare Miasto


fel39.JPG

- spokojna ton Narwi

« FOTOMIGAWKI Z WAKACJI | Strona główna | Fotoreportaz z podrozy »