« Wakacyjne refleksje (1) - Felieton | Strona główna | FOTOMIGAWKI Z WAKACJI »

15 sierpnia 2011

Wakacyjne refleksje (2) - Felieton

Pędząc wzdłuż Renu pociągiem do Kolonii podziwialiśmy wspaniałe budowle na okolicznych wzgórzach.

Zamki, klasztory, pałace przebijały się przez szarugę dnia.
Kolonia jak sama nazwa wskazuje, słynie z wód kolońskich i majestatycznej katedry kolońskiej.

Zwiedziliśmy też okoliczne miasteczka jak Gummersbach, Wiehl, i inne. Tam właśnie rezydowaliśmy przez parę dni w bardzo komfortowych warunkach. Trzeba powiedzieć, że przed wyjazdem z Australii zaklinaliśmy się, że nie ruszymy w Niemczech żadnych warzyw czy owoców, w związku z panującymi tam wtedy zakażeniami pałeczką okrężnicy. Na miejscu okazało się, że miejscowi wcale się tym nie przejmują tylko pałaszują w najlepsze dorodne ogóry, pomidory czy owoce.
– To nie u nas, to koło Hamburga było kilkadziesiąt przypadków. U nas wszystko OK – słyszeliśmy riposty na nasze wątpliwości. Szybko i my zapomnieliśmy o strachu.

W pobliżu Kolonii znajduje się most... samobójców. To tam skrzykują się przez internet amatorzy ostatniego skoku w życiu. Okazuje się, że w dwie osoby nie tylko raźniej podróżować, ale i zakończyć życie. Podobno było już tam kilkanaście przypadków takich samobójstw.
W Kolonii też zwiedziłem doskonale wyposażone Muzeum Starożytności. Były tam głównie zbiory z czasów Cesarstwa Rzymskiego. Dreszcze mi przechodzą kiedy dotykam coś sprzed 2 tysięcy lat,... młodsze eksponaty już na mnie nie robią takiego wrażenia.

Przejechaliśmy z Zenkiem przez kilka niemieckich miast, a ostatnim był Berlin.
Stolica Niemiec ciągle się rozwija, ale nie olśniła nas tak jak sugerują foldery turystyczne. Dawna strefa zachodnia ciągle bije na głowę komunistyczną część Berlina, pomimo że właśnie tu się sporo inwestuje.

Zwiedziliśmy wszystkie większe atrakcje niemieckiej metropolii wykorzystując do tego celu autobusy turystyczne Hop-in & out. Rzuca się w oczy uwielbienie dla reliktów niedawnej przeszłości. Trabant to teraz kultowy samochód, ma nawet swoje muzeum. Pomalowany na wszystkie możliwe sposoby służy do wycieczek po mieście. Na uliczkach Berlina spotyka się całe karawany tych pojazdów.

Pomimo, że resztki muru berlińskiego są już tak wygładzone że trudno coś uszczknąć, Zenek pilniczkiem do paznokci wydłubał kilka kawałeczków muru na pamiątkę.
Ciągle stoi sławny amerykański posterunek Checkpoint Charlie, między dawnymi strefami okupacyjnymi, wraz z żołnierzami amerykańskimi i sowieckimi. Spotkać ich też można przy Bramie Brandenburskiej i za niewielką opłatą robić pamiątkowe zdjęcie. Bardzo nam się podobał zamek Charlottenburg.

Sławne drogi niemieckie robią wrażenie, ale kiedy chce się zasmakować transportu dawnego DDR czyli NRD, polecam odcinek drogi przed granicą z Polską pod Szczecinem. Tam są jeszcze fragmenty dróg budowanych za Hitlera, ale to już tylko wręcz muzealne fragmenty tego, po czym się jeździ dziś w Niemczech. Trzeba przyznać, że mimo powszechnych utyskiwań na polskie drogi, jest już tak dużo tych dobrych i bardzo dobrych, że wcale się nie odczuwa różnicy po wjeździe do Polski. Co więcej, teraz często większe wrażenie robi podróż przez polskie miasta i miasteczka, niż zachodnich sasiadów. Po prostu, to co robi wrażenie to świeże inwestycje, niedawno zbudowane nowoczesnie, kolorowe, przyciagajace oko. A jest tego w calej Polsce coraz wiecej.

Podróż po rodzimym kraju rozpoczęliśmy od Szczecina. I tu była nasza baza. Samo miasto trochę dziwne, ponieważ nie ma tu typowego rynku, gdzie jak w innych dużych miastach, skupia się życie towarzyskie i kulturalne i trwa codziennie do późnej nocy. Ale ma za to romantyczne bulwary portowe, odnowiony zamek czy widoczny z daleka kompleks biznesowo-handlowo-rekreacyjny PŻM-Radisson. Poza tym piękna zieleń i śliczne, szykowne dziewczyny. Tak, tak, to w Szczecinie widzieliśmy najwięcej pięknie ubranych, zgrabnych jak modelki dziewcząt. Zenkowi głowa latała jak na luźnych zawiasach. Co tu dużo gadać, mnie też.

Trafiliśmy tu na festiwal Dni Odry. Oglądaliśmy właśnie zacumowany przy Wałach Chrobrego po perypetiach na Morzu Północnym gdzie stracił obydwa maszty – Fryderyka Chopina już w pełnej krasie, a także majestatyczny Dar Młodzieży, ale największy z nich był czteromasztowiec rosyjski Kruzensztern.

Polska to kraj festiwali. Przez cały czas naszego pobytu co tydzień telewizja transmitowała po dwa festiwale. A przecież było wiele pomniejszych. Najpiękniejszy z tych co oglądaliśmy, to festiwal cygański, ale nie pamiętam skąd. A jako ciekawostka dodam, że powrócił w pełnej krasie festiwal piosenki radzie... pardon, rosyjskiej w Zielonej Górze.
I tym prorosyjskim akcentem kończę tę część wspomnień z wakacji.
Cdn.
Krzysztof Deja

A oto ilustracje do powyzszego tekstu

FEL27.JPG

Katedra w Kolonii


FEL28.JPG

Berlin – Bundestag


FEL32.JPG

Muzeum Trabanta


FEL33.JPG

Checkpoint Charlie


FEL34.JPG

Pozostalosci muru berlinskiego


kruzensztern.JPG

Kruzensztern w szczecinskim porcie


szczecin.JPG

Szczecin

« Wakacyjne refleksje (1) - Felieton | Strona główna | FOTOMIGAWKI Z WAKACJI »