« Słotnie... | Strona główna | Soczysta zima – fotomigawki »

20 maja 2011

Absurdalnie - Felieton

Rozpocznę od naszego podwórka, a zajmę się w szczególności świętowaniem.

Co prawda czas o którym piszę już dawno minął, ale warto zauważyć absurdalną wręcz mieszaninę świąt.
14 marca w Australii, anno domini 2011. Jeden kraj, cztery różne święta! W stolicy czyli w Kanberze obchodzili dzień miasta (sic!) Canberra Day. W Melbourne i całej Wiktorii mają Święto Pracy. Co śmielsi lewicowcy organizowali kilkunastoosobowe wiece i marsze uliczne. W Południowej Australii tego dnia obchodzone było... święto konia, czyli Puchar Adelajdy – najważniejsze wyścigi końskie w sezonie.

Teraz się już przyzwyczaiłem, ale po przyjeździe z komuny wiele lat temu, widząc że każde duże miasto funduje sobie święto (bez pracy) z okazji tak trywialnej... uważałem za czysty nonsens.

Na Tasmanii dla odmiany świętują Ośmiogodzinny Dzień (Eight Hours Day). Pewnie jest to forma święta pracy... A czczą dzień w którym związki zawodowe wywalczyły ośmiogodzinny dzień pracy.
W Sydney, ani w Brisbane tego dnia nie świętują w ogóle. Dzień jak co dzień. W Zachodniej Australii (Perth) też nic się nie dzieje tego dnia, natomast Święto Pracy mają tam tydzień wcześniej, czyli 7 marca.

I w ten sposób w jednej części kraju pełna kanikuła, w drugiej normalny dzień pracy. Chcąc coś załatwić (np. przez telefon) trzeba się najpierw upewnić, czy w tym stanie przypadkiem nie świętują.
Dajmy już spokój naszej kochanej Australii, w końcu darowanej ojczyźnie w zęby się nie zagląda. Że co...? Że się pomyliłem z koniem... no cóż, to pewnie wpływ święta konia...

Kiedyś pisałem cały felieton o absurdach przepisów językowych w polszczyźnie teraz tylko wspomnę dla okrasy o paru z nich. Niech mi ktoś wyjaśni dlaczego poprawnie mówi się Hiszpan, Cygan ale Amerykanin czy Meksykanin, i trzeba dodawać koncówkę in. Albo inny absurd, o mieszkańcach np. Lublina czy Łodzi napiszemy lublinianin, łodzianin małą literą, natomiast o mieszkańcach tychże województw musimy pisać dużą, np. Lublinianin z Puław, czy Łodzianin ze Zgierza. Ciekawostką też są wykrzyknienia. Ach!, ech!, och – należy pisać przez „ch”, ale: aha!, oho!, eh!, oh! przez „h”. Całe szczęście, że śmiać się możemy tak przez „h” jak i „ch”. Cha, cha, ha, ha – śmiechu warte.
Muszę też wspomnieć, że język w Polsce traktuje się bardzo poważnie. Jest nawet ustawa o polszczyźnie, która przewiduje 30 dni aresztu za posługiwanie się językiem obcym w nazewnictwie towarów, reklamie, instrukcjach obsługi.

Obsmarowaliśmy już nasze najbliższe otoczenie teraz czas na innych, czyli resztę świata. Zobaczmy jak litera prawa może być absurdalnie wykoślawiona w różnych częściach naszej ziemi. W Atenach, prowadząc samochód w stroju kąpielowym, ryzykuje się utatę prawa jazdy, ale seks z połowicą jest świetnym usprawiedliwieniem na spóźnienie do pracy.

W USA ciągle panują średniowieczne przepisy w niektórych regionach kraju i tak w Arkanzas mężczyzna ma prawo bić swoją konkubinę pod warunkiem, że nie robi to częściej niż raz w tygodniu. A w Los Angeles mąż ma prawo karcić żonę pasem, o ile jego szerokość nie przekracza półtora cala (3,8 cm).

Przenieśmy się teraz do Afryki. W takiej Tanzanii pan młody składając przysięgę małżeńska, pod groźbą kary więzienia musi powtarzać za urzednikiem następujące słowa:"Niech się wykrwawię, niech mnie piorun roztrzaska, nich mnie zeżre krokodyl, niech ogłuchnę i oślepnę, niech stanę się żebrakiem, jeśli oszukam lub opuszczę żonę". Czyli z tym słynnym rozpasaniem seksualnym Afrykanów to pewnie bajki, bo przecież w kilku krajach afrykańskich za gwałt grozi pozbawienie gwałciciela męskości. I to bez znieczulenia...
Po czymś takim to już tylko dwie drogi życia zostają: śpiewak bel canto w operze włoskiej, albo pracownik haremu u jednego z możnych świata muzułmańskiego. Tylko, że tam teraz takie niepewne jutro...


Krzysztof Deja

W części fotograficznej zaspokajam pytania paru respondentów odnośnie architektury mieszkalnej Antypodów.
Dzisiaj tylko zdjęcia domków i rezydencji z mojego pobliża.

IMGP8431.JPG


IMGP8415.JPG


IMGP8434.JPG


IMGP8413.JPG


IMGP8436.JPG


IMGP8412.JPG


IMGP8418.JPG


IMGP8398.JPG

« Słotnie... | Strona główna | Soczysta zima – fotomigawki »