« Jesienne klimaty (u nas) | Strona główna | Złoty tydzień - Felieton »

20 kwietnia 2011

Stoik - Felieton

Zen grzybiarz nad grzybiarze zabrał mnie do nowej oazy grzybni, jak to tajemniczo nazwał.

Myślałem, że już znam wszystkie zakątki w naszych lasach, okazuje sie, że jednak nie. Obiecywał góry wspaniałych rydzów i mnie nie zawiódł. Po 40 minutach monotonnego ciecia dorodnych okazów rydzów i świeżutkich szlachetnych maślaków, wyczerpaliśmy swój limit, czyli bagażnik był pełny.

Ponieważ lasy w tych okolicach czarują fantastyczną scenerią okolicznych wzgórz, polan i widoków na okolicę, postanowiliśmy się przejść wśród leśnej knei, pachnących sosen i dywanów maślaków –sitaków których nikt tu nie zbiera. Zen jak zwykle w takich sytuacjach był nadzwyczaj elokwentny i czarował mnie swą erudycją.
Zagadnął mianowicie ciekawostką o swym imienniku Zenonie z Kition. Otóż ten starożytny Grek był założycielem filozoficznej szkoły stoików. A było to 300 lat przed Chrystusem. On też jest autorem słynnej maksymy: fortuna kołem się toczy.

Zenek wyłożył mi charakterystyczne elemeny stoicyzmu jak: spokój duchowy nie zachwiany ani radością ani melancholią; bez namiętności, porywów i uniesień, czy apatii. Obojętność względem świata u stoików nie oznacza jednak braku działania. Optymizm bez względu na sytuacje jest wskazany, itp.
- To trochę taki Gandi z Buddą – zauważyłem.
- Poniekąd – pouczał mnie Zen – aczkolwiek stoicyzm nie ma podłoża religijnego. Wręcz odwrotnie, bazuje na rozumie.
- To chyba ciężko być stoikiem... – stwierdziłem.
- Ależ skąd – gwałtownie zaprzeczył Zen. – ja nim jestem od dawna. Totalnie olewam wszystko co mi sie w życiu przyplącze złego. Co więcej, mój stoicyzm jest bardziej pogłębiony niż mojego archetypa.

Zapytałem o przykłady jego stoicyzmu i natychmiast zaczął swą opowieść.
- Otóż nie tak dawno, w ostatni czwartek, robiłem jak zwykle zakupy na shoppingu. Stoję już przy kasie w supermarkecie, a tu kątem oka widzę jak gościowi przede mną wypada pięćdziesiątka z portfela prosto pod kontuar kasjerki. Ten zajęty wygrzebywaniem drobnych wcale tego nie zauważył. A ja nic, stoicki spokoj. Poczekałem aż klient zostanie obsłużony, przesunąłem się na jego miejsce i wtedy właśnie upuściłem (niechcący, oczywiście) monetę pięciocentową. Schylając się zręcznym ruchem zwinąłem leżący tuż obok banknot i włożyłem do swego portfela. Czyż to nie jest klasyczny stoicyzm?! – przechwalał się Zen.

- Ty to raczej do szkoły filozoficznej cyników pasujesz – stwierdziłem.
Zrobiłem to nieopatrznie bo mocny z filozofii to ja raczej nie jestem. I tu Zen natychmiast sflekował mnie ripostą.
- Kris, ty nie wiesz co mówisz, cynicy nad wszelkie dobro przekładają cnotę, a ja do takich jak sam widzisz nie należę. Ale nie myśl, że po tym incydencie wpadłem w euforię, poszedłem do kasyna czy na gorzałę, nic z tych rzeczy. Po prostu więcej o tym nie myślałem.

Przechadzaliśmy się po świezym mchu z aromatem sosen i grzybni, a mój druh cierpliwie wykładał mi tajniki swojej filozofii.
Zenon ze Starachowic (stąd pochodzi mój stoik) stwierdza, że najważniejsze to opanowanie.
- Kiedy Lucky (to były pies Zena), wybiegł niespodziewanie na jezdnię i spowodował zderzenie dwóch aut, ja nieśpiesznym ruchem wsunąłem jego smycz do kieszeni kurtki i przechodząc obok wcale się do Luckiego nie przyznałem. A poszedł ty kundlu jeden, powiedziałem na odczepkę. Dopiero za rogiem wziąłem go na smycz i już bezpiecznie skierowaliśmy się do domu. Nie ma jak opanowanie Kris – zapewniał mnie pewny siebie Zen.
- I po co ci starożytni tak się wytężali – pomyślałem.


Krzysztof Deja

ps. Dzisiaj załączam zdjęcia tematycznie związane z felietonem – tam robione.
Uwieczniłem te polany rydzów, ale i bajkowe muchomory zauroczyły mnie.
A poza tym nic nie zastąpi klimatu lasu.

WESOŁYCH ŚWIĄT DLA WSZYSTKICH!

P1020347.JPG

P1020323.JPG

P1020351.JPG

P1020341.JPG

IMGP6617.JPG

P1020324.JPG

P1020350.JPG

« Jesienne klimaty (u nas) | Strona główna | Złoty tydzień - Felieton »