« Seniorzy - Felieton | Strona główna | Stoik - Felieton »

10 kwietnia 2011

Jesienne klimaty (u nas)

Dzisiaj przedstawię kilka fotografii z ostatnich dni próbując uchwycić nić jesieni.

Nie jest to proste, bo u nas niewiele drzew i krzewów gubi liście, a do tego słońce ciągle jeszcze nas dogrzewa. A słowną ilustracją są cztery moje starsze wiersze. Dwa z nich można odtworzyć w audio do słuchania tu: http://przeglad.australink.pl/artykuly/deja_wiersze.phpWykonanie Andrzeja Siedleckiego z muzyką Roberta Wolfa.

P1020331.JPG

Jesienne liście

Południowoaustralijska jesień

Jesień z powojem
wiją się leniwie,
nie pójdziemy już
popływać w oceanie.
Słońce się kładzie wcześniej
to już kwiecień
jarzębinowe krzewy
rażą płomieniami,
i bugenwilla
rozkwita ogniście.
Noc chłodną rosę rozpościera
tureckie łaźnie odpłynęły
z babim latem,
niezmienny błękit ustąpił
malarskości nieba,
na spacer
trzeba będzie wziąć parasol.
Skostniałe krzewy
pobłogosławi ulewa,
znów zasmakuje
porto słodki zapach.
Malarz pociągnie pędzlem
płowe gruntu żółcie
na zielenie przerobi,
przeciągnie po drzewach
niektóre ozłoci
albo podczerwieni.
Grzybowe zbiory
można zacząć w lesie….
Tak to już jesień…

P1020329.JPG

Jesienne kolory w górskim botaniku.


s44.JPG

Jesień nad rzeką

BURZA

Burza nadchodzi;
skłębione powłoki granatowych
poduszek kołysanych na wietrze,
z zasłoną ciemnego atłasu kryją
ostatnie fragmenty błękitu,
wtem nagły piorun rozszarpał niebo
grzmotem potwierdza swoje nadejście.

Burza nadchodzi;
jeszcze łagodna w powiewie i chłodzie,
ciężkie jak dzbany pierwsze krople deszczu,
jeszcze z umiarem schładza wir powietrza,
dając świeżości alegorię błędną,
jeszcze w porywach nie taka okrutna,
rozkołysała drzewa dookoła.

I oto jest;
z całym bezładem swego rozpasania,
dmie grozy miechem, smaga i powala,
błyskawic głowni łuną rozpalona,
dudni i ryczy jak olbrzym gdy kona,
wodospad deszczu milionem strumieni,
biczuje wszystko co skłania się ziemi.

Ciągle się jeszcze srodze nadyma,
pożogą błyskawic straszy,
grzmoty w oddali z echem zawodzą,
deszczyk już tylko kropi.
Jeszcze gdzieniegdzie wichrem zawyje,
odkryje kosmyk błękitu,
otuli swędem pogorzeliska,
tak, to umiera żywioł…

IMGP8402.JPG

Młodzi na wodzie


IMGP8389.JPG

Jesień na dzielnicach


Historia

Dom drewniany podupadł
chrome ganku filary,
zefirowy podmuch tajfunem mu pachnie
każdym kątem prycha,
skrzypi, garbi się, płacze,
wątłym dachem zapiera,
papą jeszcze pokryty
- unikat. Azbestem wyłożony,
na raka - jak znalazł,
odrapana ściana zalotnie mruga
serduszkiem okiennicy,
zaprasza staroci zaduchem,
zapachem zbutwiałej szafy.
Nie przenikniona tapeta bytności,
stół ceratą przykryty,
na nim wielka popielnica,
na dnie ani śladu peta.
Z poprzedniego roku
z przekwitającej jabłoni
zimówki na stole królują,
powiędłe staruszki
pomarszczone czasem.
Obok stolik gazetą nakryty,
czołowa szpalta
Gomułką na wiecu wyblakła.
Stoi tu słoń z porcelany
ukruszoną trąbą kankana wywija
a przy nim błękitna szkatułka,
przeźroczysty plastyk, modern-kiczu echo,
żółtą włóczką obrębiona.
Na głównej ścianie
z bólu grymasem
wisi mosiężny zegar
- on już skonał.

IMGP7065.JPG

Jesienne chmury


IMGP5788.JPG

Jesienne wzgórza

Przemijanie

Kto dziś kocha poezję,
kto poecie zawierzy,
niecały promil wiernych
w tym połowa żołnierzy.

Tych paru generałów
którzy już odlecieli,
kto w sumienie narodu
- Wallenroda, się wcieli.

Bywać, albo nie bywać,
zadaję to pytanie,
szczerze mówiąc, nie myślę
dostać odpowiedź na nie.

Bywać - krzyczę od siebie,
bywać ale bez złości,
bez łez, złych spojrzeń, łokci,
ujadań i wyższości.

Czas przemijania nastał.
Co minutę odchodzi
setka a prawie dwustu
piędziesięciu się rodzi.

Cóż nam więc pozostaje
żeby niesmak nie został.
Przemijajmy w miłości.
Przemijajmy z godnością.

IMGP4187.JPG

Jesienna dróżka

« Seniorzy - Felieton | Strona główna | Stoik - Felieton »