« Genom - felieton | Strona główna | Jesienne klimaty (u nas) »

1 kwietnia 2011

Seniorzy - Felieton

Zenek ma nowego przyjaciela.

Trochę mi przykro i co tu ukrywać, jestem też nieco zazdrosny. Po tylu latach zażyłości z Zenem spadłem w hierarchii jego przyjaciół na dalszy plan. Zakochał się wręcz w koledze z... sąsiedniego biurka w pracy. Nie chodzi tu o wspominanego poprzednio Chińczyka i nie ma to nic wspólnego z erotyką.

Zen wielokrotnie zmieniał miejsce zatrudnienia, a od pewnego czasu pracuje jako technik w biurze średniej wielkości firmy. Należy tam do mniejszości rasowej, bo ludzi pochodzenia europejskiego, można policzyć na palcach. Zdecydowana większość zatrudnionych to Chińczycy, ale są też przedstawiciele innych narodów i ras. Obiektem przyjaźni, a właściwie fascynacji Zenka, nie jest żaden „wog” (imigrant o nieangielskim pochodzeniu), ale Aussie z krwi i kości od paru pokoleń. To znaczy dokładnie, kiedy jego pradziad został tu zesłany do nowej brytyjskiej kolonii karnej.

Brian, przyjaciel Zena o którym teraz piszę, też już nie jeden wolumin zapełniłby swoją biografią, jako że do najmłodszych nie należy. Ten facet jest już po... siedemdziesiątce! I ciągle jest czynny zawodowo, co prawda part-time, ale pracuje. Jest przy tym bardzo energiczny, wręcz żywiołowy. I to Zenkowi bardzo zaimponowało. Co więcej, tak się razem zżyli, że teraz umawiają się na wspólne spędzanie czasu po pracy. Brian jeszcze ponad dziesięć lat temu biegał maratony! Teraz już znacznie krócej... tylko do 10 kilometrów. Nie ten wiek – powiada. Zen tak się tym przejął, że sam zaczął biegać i wmawia mi, że przebiec maraton to nie jest najcięższe, najgorsze są treningi... po 200 km tygodniowo! Upał nie upał, deszcz, zawierucha – przebiec swój limit trzeba. Zaczął się nawet podłączać do rozgrzewek Briana.
Poza tym facet ten wciągnął Zena w bowling i tu też nie daje szans memu niedawnemu druhowi. Dobrze, że Brian pracuje tylko dwa i pół dnia w tygodniu, bo Zen by do końca na jego punkcie zwariował. Ciągle słyszę pełne ekstazy słowa: Brian to, Brian tamto...

Często wypływa z przyjacielem jego łajbą motorową po zatoce na ryby. Brian z namaszczeniem grywa też raz w tygodniu w golfa, ale na to jakoś Zen nie daje się namówić. Chyba zaważają przykre wspomnienia z przeszłości.

Zenek kiedy tylko mnie spotkał, to częstował nową porcją życiorysu Briana. Znam to na pamięć. Całą drogę zawodową tamtego, jego zainteresowania i rodzinę. Często wybierają się razem do klubu towarzyskiego dla seniorów, gdzie Brian gra na gitarze w kapeli swingowej. Zenek nawet zawiązał znajomości na potańcówkach które tam dosyć często urządzają. Jako kawaler z odzysku, ma chyba spore wzięcie . Problem w tym, że tam wszystkie damy są grubo po sześćdziesiątce. Zen twierdzi, że wiek mu wcale nie przeszkadza i świetnie się bawi w ich towarzystwie. Wygląda nawet... hmm, że ma jakąś panienkę, ale nie przyznaje się mi wcale.

Przestał do mnie przychodzić, trochę mi przykro z tego powodu, nie mówiąc już o sentymentalno-filozoficznych dyskursach które wcześniej prowadziliśmy. Były one wręcz stałą formą naszego życia intelektualnego. Teraz, nic z tych rzeczy. Nawet na spotkanie z panem Gwiazdą nie poszedł. W ogóle przestało go interesować życie polityczne i społeczne w starej ojczyźnie. Zen tłumaczy się, że nie ma czasu na takie pierdoły, bo życie toczy się tu i teraz. Zrobił się bardziej aktywny fizycznie wkraczając w szeregi miejscowych seniorów. Ja go jeszcze za takowego nie uważam...
- Z drugiej strony – pomyślałem – żyje aktywnie i przynajmniej nie ma dołków natury egzystencjonalnej.


Krzysztof Deja


W części fotograficznej kilka migawek z Adelajdy i jej okolic.


P1020333.JPG

- pierwsze oznaki jesieni


IMGP8411.JPG

- domki nad wodą


P1020326.JPG

- pąki magnolii


IMGP8414.JPG

- niektórzy mieszkają w wielkich rezydencjach


P1020325.JPG

- kilka rodzaji drzew iglastych


IMGP7189.JPG

- miejsce gier i zabaw nad morzem


IMGP6259.JPG

- powulkaniczne wybrzeże


IMGP7191.JPG

- ...chyba z tęsknoty za domem

« Genom - felieton | Strona główna | Jesienne klimaty (u nas) »