« Literalnie - Felieton | Strona główna | Dzień Kobiet - Felieton »

20 lutego 2011

Języki - Felieton

Najwięcej ludzi na świecie mówi językiem mandaryńskim.

Liczbę ich różnie się szacuje, a oscyluje ona w granicach miliarda dusz. Drugim językiem świata jest hiszpański, a trzecim – angielski. Obydwa pod względem popularności są do siebie zbliżone, a używa je według różnych źródeł, od 300 do 500 milionów ludności globu. Następnym, jest hindu/urdu używany przez Hindusów. Tu, liczba szacuje się na 200 milionów mówiących tym językiem. Również szeroko używanym jest język arabski. Polski natomiast, jest skwalifikowany w drugiej dziesiątce, a mówi nim około 44 milionów ludzi.

Przyjmuje się, że jezyk nasz składa się z 140 tys. słów, co jest trudne do ustalenia, ze względów ciągłych zmian i wielu wyrazów potocznych, środowiskowych, fachowych, specjalistycznych, a także dawnych, których słowniki dziś wydawane nie notują.
W języku angielskim istnieje – przynajmniej tak się przyjmuje - minimum około 200 tysięcy slów, co jest jeszcze trudniejsze do ustalenia jako pewnik, ze względów kulturowych i terytorialnych, gdzie się tym językiem posługują. Praktycznie każdy kraj ma swoje gwary, żargony i nazwy charakterystyczne dla tego regionu.
Język hiszpański natomiast szacunkowo jest uboższy w stosunku do angielskiego, mimo, że nieco wyższa liczba ludzi go używa. Chodzi chyba głównie o zasięg globalny języka angielskiego, ciągle rozbudowywującego się; szczególnie jako drugi, czy urzędowy góruje nad hiszpańskim. Pamiętam, będąc w Los Angeles, ze zdziwieniem wyczytałem w lokalnej gazecie, że w mieście tym mieszka więcej ludzi mówiących po hiszpańsku, niż angielsku.

Za najtrudniejsze języki do nauczenia, powszechnie uważa się języki azjatyckie i arabski. Ja bym śmiało dodał język polski, może nie jako najtrudniejszy, ale najbardziej zagmatwany, jako że poprawnie, a już bezbłędnie nie sposób go używać. Przedstawię parę przykładów.

Weźmy na początek nazwisko szanownego rektora KUL, ks. prof Stanisława Nagy... – właśnie, według reguł naszego języka nie wolno napisać Nagy’ego, tylko... Nagiego! Tak nakazuje najnowsza forma ortograficzna. W ogóle reguły odmiany nazwisk pochodzenia obcego w przepisach języka polskiego są nie do przejścia.

Często spotykam się z krytyką języka niemieckiego za zbyt długie wyrazy, ale przecież w naszej kochanej polszczyźnie nie jest wcale krócej...
Oto przykłady: czterdziestoczteroipółletni, dziesięcioipółkondygnacyjny, itp...

Inny problem – znaczenie wyrazów. Powszechnie w słownikach języka polskiego, słowo oznaczające zniżkę ceny kupna, inaczej rabaru, pisze się opust, natomiast potocznie wszyscy nazywają to upustami. I bądź tu mądry...
Mówimy: – ciekawe tło, ale kilka teł – tak, tak jest prawidłowo. Poprawnym jest też mówić, jeźdź – a nie jeździj. Kiedy opowiadamy, że w Nowym Jorku przyglądaliśmy się sławnej statule, mówimy niegramatycznie. Trzeba mówić o... Statui Wolności.

Utwierdzam się w przekonaniu, że bardzo dziwny jest ten język polski. Bo cóż usprawiedliwi takie dziwolągi; mamy Poczet Królów Polskich, a także święto Trzech Króli!
A ignorancja ma niewiele wspólnego z ignorowaniem, tak jak arbiter z arbitralnymi decyzjami, czy wygenerowanie z regenowaniem.

Zrozumiałym jest para butów, para skarpetek czy rękawiczek, ale gdzie logika w parze spodni, skoro nosimy tylko jedne? Podobnie z wyjazdami. Jeździmy do Francji czy Anglii, ale nie do Węgier tylko na Węgry lub na Ukrainę...

Kochana polszczyzna, nie ma co...
A na koniec ślepy zaułek z którego nie sposób wyjść. No bo jak nazwać lata ubiegłej dekady? Mieliśmy lata pięćdziesiąte, osiemdziesiąte ubiegłego wieku, teraz żyjemy w latach dziesiątych XXI wieku, a jakie były te na początku tego wieku? Lata zerowe?!

Niech mi nikt nie mówi że nasz język jest łatwy, zrozumiały i logiczny. Jest piękny, ze względu na gradację zdrobnień i ciepła które przez to niesie, a przy tym bardzo szeleszczący... tak przynajmniej twierdzą słuchający nas innojęzyczni.


Krzysztof Deja

A w kąciku foto kilka ujęć z różnych stron South Australii.


IMGP3079.JPG


- w buszu


IMGP3088.JPG

- z widokiem na zatokę


IMGP3646.JPG

- w adelajdzkim botaniku


IMGP3682juz.JPG

- dzika plaża w Port Victoria


IMGP4149.JPG

- Adelajda nad rzeka Torrens


IMGP4163.JPG

- Adelajda, dzielnica nadmorska – Glenelg


IMGP4351.JPG

- adelajdzkie wzgórza


IMGP6928.JPG

- stocznia łodzi podwodnych w Port Adelaide

« Literalnie - Felieton | Strona główna | Dzień Kobiet - Felieton »