« Lewica - Felieton | Strona główna | Języki - Felieton »

10 lutego 2011

Literalnie - Felieton

Wczoraj wieczorem, właściwie bardzo późnym wieczorem, wpadł do mnie Zen – jak to on się wyraził – z problemem egzystencjalistycznym.

O, to się narobiło – pomyślałem – mój przyjaciel naczytał się Sartra lub Nietzschego, a może Gombrowicz tak go natchnął. Nic z tych rzeczy. Zenek ma problemy z określeniem swej przynależności społecznej, czyli etnicznej, jak my to tu nazywamy.
Chodzi o to, że nie czuje się już stuprocentowym Polakiem, a i ma spore opory w nazywaniu się true-blue Aussie.

- Ni pies ni wydra – wyrzucał sobie Zen rozlewając do kieliszków zawartość butelki którą ze sobą przyniósł.
- Nie przejmuj się - próbowałem go pocieszyć – gdybyś żył w kraju nad Wisłą pewnie wcale nie oglądałbyś polskich filmów, na głosowanie byś nie chodził, żadnego patriotycznego zebrania też byś nie zaliczył, a czułbyś się Polakiem całą gębą.
- Bo tam się nie muszą zastanawiać. Tam mieszkają i to im wystarcza – zgodził się ze mną.
- No widzisz, a ty tu celebrujesz polskość, chodzisz na polskie imprezy, polskie piwa pijesz, pierogi konsumujesz i stary kraj odwiedzasz, co więcej, jeszcze się tam politycznie angażujesz. Czy to nie świadczy, że z ciebie wielki patriota jest?!

Tym miło go połechtałem, ale widać, że tej plamy tak łatwo byle jakim rozpuszczalnikiem się nie usunie. Po skończeniu zawartości jego butelki, wyjąłem swoją z barku i pomimo że, było już dobrze po północy ożywiona dyskusja trwała dalej.
Zen ciągle twierdził, że literalnie to on nigdy dobrym ani Polakiem, ani Australijczykiem nie był. Zaczął przytaczać fakty jak to lekce sobie waży miłościwie nam panującą królową brytyjską, i że wiele tutejszych zwyczajów nie przejął i przejąć nie ma zamiaru. Odnośnie Polski natomiast udowadniał, że prawdziwi polscy patrioci to w wolnym kraju już dawno siedzą i wiją gniazdka nad Wisłą i Odrą, a nie „szlajają się po obcych landach”- tu zacytowałem wiernie słowa Zena.
- To literalnie żaden patriotyzm, to poza – zakończył.
Mnie też już zaszumiało w głowie, a zdałem sobie z tego sprawę, gwałtownie szukając kontrargumentów.
- Ty się za bardzo przejmujesz tą literalnością Zen – zacząłem. Cały świat jest tak urządzony. Czy ty myślisz, że te wszystkie kościoły i sekty które tak krytykują katolicyzm, a siebie wychwalają, literalnym (modne dzisiaj słowo - pomyślałem) pojmowaniem Bilbli, to nie bajerują. Oni tylko wybiórczo traktują słowa Pisma. Weźmy pod uwagę parę przykładów. W 3 Ks. Moj. jest powiedziane, że nie można się zbliżać do ołtarza Boga, jeżeli masz problem ze wzrokiem. Czy to znaczy że nikt w okularach nie ma prawa tam przebywać?
Albo według tej samej Księgi „jedzenie owoców morza jest obrzydliwością” a cały świat zajada się homarami i ostrygami. A co robią tacy z następnym zakazem, wg 3 Ks. Moj,... jeżeli dotkniesz skóry martwego wieprza, stajesz się nieczysty. Czy nie ubieraja rękawiczek, obuwia, nie noszą torebek czy teczek ze świńskiej skóry? A wyraźnie stoi czarne na białym, że nie wolno. Podobnie z obcinaniem włosów które też jest surowo zabronione. Takich przykładów jest bardzo wiele, ale czy kiedykolwiek któryś z tych „prawdziwych” wyznawców zacytował te słowa. Nie, bo im to nie na rękę. Ta ich literalność jest wybiorcza.
W 2 Ks.Moj. jest jasno powiedziane, że ten co pracuje w dzień sabatu ma być skazany na śmierć. Czy oni powstrzymują się od tego? I czy wyznaczają za to współwyznawcom, taką właśnie karę? Więc po co ta wyższość i zżymanie się na katolików, że nie trzymają się litery Pisma.
Takich przykładów można by przytaczać przez całą noc, i nie tylko ze sfery religijno-etycznej, powiedziałem do „zmęczonego” Zena. Ludzie nie trzymają się wyznaczonych praw i przepisów. Często je wręcz omijają.
- Literalnie! – zauważył mocno nabuzowany Zen.
- Właśnie, czy nie wystarczy być zwykłym człowiekiem bez żarliwości, która w wielu wypadkach jest pozą albo dziwactwem. Myślę, że wkrótce „zwyczajni” będą w cenie, bo tych niezwykłości i szaleństw mamy aż za dużo na co dzień.
- Zwyczajny, ale literalnie, to ja mogę być... – dodał Zenek zasypiając.

Krzysztof Deja

Ponieważ u nas pełnia lata, a więc zdjęcia będą typowo letnie. Tym bardziej że ostatnio temperatury dały nam czadu.
Przedstawiam mozaikę zdjęć z różnych stron Australii które robiłem w ostatnich czasach.
Dzisiaj również odstąpię od zasady i pokażę jeden z moich projektów ostatnio zrealizowanych. Jest to heavy-duty naczepa czteroosiowa do przewozu właśnie sprowadzonej z USA „łomiarki” jak ja to nazywam, do burzenia wysokościowców. Wczoraj w telewizji pokazywali to w akcji.


1.JPG

„mój” low loader


IMGP8370.JPG

Jak co roku odbył się w Adelajdzie i okolicach kilkuetapowy wyścig kolarski, który zgromadził śmietankę profesjonalnych kolarzy z całego świata, Był też największy – Lance Armstrong


3.JPG

Po wyczerpującym spacerze w Moonta Bay


Tassie25a.jpg

Tasmańska przyroda


IMGP7028.JPG

Most na wyspę Hindmarsh


s38.JPG

Japoński ogród w Cowra


s10.JPG

Złote rybki w chińskim ogrodzie w Sydney


gramp4.JPG

Kanion w gorach Grampians


« Lewica - Felieton | Strona główna | Języki - Felieton »