« Letnia impresja | Strona główna | Lewica - Felieton »

20 stycznia 2011

Rok królika - Felieton

Co tydzień zapełniam papierami dwa kosze na śmieci.

Jeden w domu, drugi w pracy. A jeszcze niedawno mówiło się, że dzięki komputerom będziemy mieli puste biurka, czyli pozbawione papieru. Guzik prawda! Papierów mamy teraz dwa razy więcej. Dobrze że istnieje ChRL to papier ciągle tani. Żartuję oczywiście, bo problem jest szerszy. Ale a propos Chin...
Już od pewnego czasu najpopularniejszym obcym językiem w szkołach średnich Australii jest chiński, a dokładniej, mandaryński. Co ciekawe, języki chińskie w piśmie praktycznie wcale się nie różnią, natomiast w wymowie znacznie. A mandaryński jest najpopularniejszy, bo używa go zdecydowana większość Chińczyków i od 1950 roku, jest on oficjalnym językiem ChRL. Ale także na Tajwanie i w Singapurze.

Od dawna wiadomo, że świat zalewa chińska produkcja, a to głównie z przyczyny taniej siły roboczej, i teraz właśnie ta siła jest eksportowana do wielu krajów świata zachodniego, m.in. do Australii. W coraz większej liczbie zakładów pracy, spotyka się napisy tak po angielsku, jak i po chińsku.
Zenek, na przykład, pracuje w firmie, gdzie większość załogi to chińscy robotnicy na kontraktach. Twierdzi on, iż mimo że, trudno się z nimi dogadać, to dyrekcja jest bardzo zadowolona z personalnej obsady stanowisk pracy, z wielu względów. Chińczycy są otwarci na wszelkie potrzeby firmy. Trzeba dłużej pracować – nie ma sprawy, przyjść w sobotę do firmy – dlaczego nie... Kiedy z kolei nie ma co robić – idą pokornie do domu i nie narzekają. Pensje pomimo że kiepskie jak na tutejsze warunki – dla nich są wyśmienite.
A Aussies...?! To im złe, tamto niedobre – opowiada Zen.

Zenek korzystając z tego, że pracuje biurko w biurko z Chińczykiem, też zaczął się uczyć ich języka.
- A co, jest okazja i za darmo, why not?! – mówi entuzjastycznie.
Ja mu na to, że nasz były federalny premier Rudd znał chiński, a i tak stracił stanowisko i musiał się zadowolić tylko stołkiem ministra spraw zagranicznych. Zen twierdzi że, pan Rudd jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. Możliwe...

A za kilkanaście dni będziemy obchodzić kolejny Chiński Nowy Rok 2011 – Rok Królika. Nie jest to zwierzątko zbyt okazałe, jak na przykład tygrys czy koń, ale znacznie bardziej sympatyczniejsze od szczura albo węża. Tak, że cieszmy się z tego co jest. A trwa jeszcze rok Tygrysa, aż do 3 lutego kiedy to królik przejmie pałeczkę.
Chiński rok podobnie jak nasze święta wielkanocne, oparty jest na księżycowo-słonecznym systemie kalendarza i przypada zawsze między końcem stycznia a środkiem lutego.

Chiński kalendarz jest starszy od naszego o, bagatelka 2640 lat. Każdy rok ma swego patrona w postaci zwierzątka w cyklu 12 letnim.
Jedna z głównych ceremonii obchodów tego święta, to wspólny wieczorny posiłek w wigilię nowego roku, w którym uczestniczą wszyscy członkowie rodziny – ci z bliska i ci z bardzo daleka. Odbywa się to zwykle w miejscu zamieszkania najstarszego z rodu.
Najpopularniejsze posiłki to kurczak i ryba z ryżem doprawione wieloma przyprawami. Są też prezenty w czerwonych paczuszkach. A po uroczystej kolacji, wiele rodzin udaje się do świątyń na nocne modły, aby wyprosić szczęście i dostatek na nowy rok. Nam Polakom kojarzy się to, z wigilią świąteczną i pasterką.
Część ludzi, ogląda tradycyjną już w chińskiej telewizji, noworoczną galę estradową.
Nowy Rok jest okazją do zjazdu rodzinnego, a przygotowania zaczyna się już na wiele dni przed tym wydarzeniem. Odbywa się generalne sprzątanie domostw, odświeżanie, malowanie. Ludzie dbają o swój wygląd, ubierając się odświętnie. A samo świętowanie trwa aż 15 dni. Każdego dnia celebruje się inną okazję i w odmienny sposób, jak nakazuje tradycja. Spożywa się też inne potrawy.

Drugi dzień na przykład, jest przeznaczony dla mężatek, aby wtedy mogły odwiedzić swoich rodziców i rodzinę, jako że od chwili ślubu były przypisane rodzinie męża. Dzień ósmy, jest oficjalnie ostatnim dniem urzędowych świąt, ponieważ wszystkie biznesy i rządowe urzędy, są zamknięte na ten czas. A dzień piętnasty jest oficjalnym dniem zakończenia świętowania nowego roku, czyli Festiwalem Lampionów, kiedy to całe rodziny spacerują ulicami z lampionami w ręku.

No to teraz jesteśmy już w pełni przygotowani na „chiński potop”. Proponuję według starej angielskiej zasady: jak nie możesz czegoś zwalczyć, to się po prostu do tego przyłącz.
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!


Krzysztof Deja

Dzisiaj publikuję kolejne zdjęcia z malowniczej Great Ocean Road i okolic.

w2.JPG

- miejscowość Lorne


w4.JPG

- dzika natura w pobliżu Apollo Bay


w10.JPG

- jeden z wodospadów w Otway National Park


w13.JPG

- Apollo Bay z punktu widokowego


w25.JPG

- malownicze skały


w34.JPG

- Most Londyński – jeszcze 20 lat temu przechodziłem górą aż do końca


w42.JPG

- zatoka w Robe


w46.JPG

- malownicze wybrzeże w Robe


w50.JPG

- historyczna latarnia morska w Kingston

« Letnia impresja | Strona główna | Lewica - Felieton »