« Domki - Felieton | Strona główna | Rok królika - Felieton »

10 stycznia 2011

Letnia impresja

W środku lata czas na kilka strof.

Strof lekkich, żartobliwych i poważniejszych przemyśleń. A więc, siedem moich wierszy z ostatnich miesięcy. Okraszam to fotografiami zrobionymi kilka dni temu w jednej z najbardziej południowych części Australii (oprócz Tasmanii). Ponad tysiąc kilometrów wspaniałych widoków wzgórz wchodzących do oceanu południowego, lasów tropikalnych (rainforest), wodospadów i niezwykłych drzew. Do tego malownicze miasteczka i pachnące łąki wokoło – to wszystko tam jest.
Następna partia zdjęć z tego rejonu kraju w najbliższym czasie.


w1.JPG

Great Ocean Road – tak kilometrami wzdluz wybrzeza wije sie Wielka Oceaniczna Droga


Dojrzałość

Ciągle w nas duszne pamięci zaułki
Nieposkromione żądze, namiętności
Gerontologa widok łzę wyciska
To my – wiek średni, akysz starości!

Dawna formuła – mędrcy i matrony
Przebrzmiała dawno z kultem siwej skroni
Czy nam tak źle tkwić w dojrzałości lecie?
Nie jeden powie: co nas tam goni?

Owoc dojrzały – kolego – brzmi dumnie
Kalendarz jednak niczym pies warczy
Obawiam się, że na spokojną jesień
Chyba w tym życiu czasu nie starczy.

IX. 2010


w3.JPG

- Jeden z wodospadów w Otway National Park


Ballada o miłości

Dziewczę to osobliwy twór

kiedy w chłopie zakochana nawet gdy to leń i gbur wszystko zań zrobi sama.

Weszłaby weń z rozkoszą choć to zimnokrwisty paw złe myśli jej się panoszą bynajmniej, on nie robił gaf.

Kiedyś powiedziała doń: ty odejdziesz ode
mnie… a on do niej: boże broń! Uśmiechnięty promiennie.


Ta zerka nań podejrzliwie tak wiele by dlań zrobiła zawsze myśli oń ckliwie razem śmierć i mogiła.

Byli raz na zabawie bawić się ona umie ten pił, nie tańczył prawie spotkała gacha w tłumie.

Chłop w zazdrość…,


ta się zeń śmiała to wszystko przezeń orzekła długo nie rozmyślała z gachem odeń uciekła.

X.2010


w6.JPG

- Wspaniała dzikość natury w okolicach Apollo Bay

Kiedy byłem mały…

Kiedy byłem mały
o Gomułce nie wiedziałem wcale.
Znałem księdza, majowe i czasem roraty
wystawy sklepów z zabawkami
szkolny ogród co wisielcem straszył
najbardziej po zmroku
i plac zabaw w parku.
Parowozami często pachniało podwórko
gra w szajbę (na forsę), z pogrzebaczem kółko
eteryczna woń pobliskich ogródków
Królak najlepszym był kolarzem
a ja tuż za nim na małym bałtyku.

Za betonowym ogrodzeniem
szyn i rozjazdów pajęczyna
tam chwasty i osty kolczaste
tam magia hangarów i drezyna
lśniące oliwą lokomotywy
w majestacie pary niczym zabawki
na karuzeli obracane
cóż nam lot Łajki w przestworza
tu widok z zapachem karbidu
i grochowca akacjowego
kompozycja na miarę perfum Diora.
Gwizd i stukot kół pociągu
smak przygody niesie
wycieczki do stacji Lesiów.

Wycie syreny w dni powszednie
pamiętam z przedszkola zjazdy na leżakach
fabryka wymiata zmęczone tłumy
widziałem te twarze z okna parapetu
aż przyszedł wyjazd na letnisko…
poranne do cisku wyprawy
zabawy na mchu i wrzosowisku
A w dni świąteczne rodzinne wizyty
powrót dorożką z wigilii u dziadków
spacery i na trzepaku harce
o Gomułce nie wiedziałem wcale
kiedy byłem mały…
11.2010

w12.JPG


- Apollo Bay w całej okazałości

Nasz babilon

Całkiem niespodziewanie
wstąpiliśmy w komnaty
kwiecia barw i aromatów.
Takoż ogród babiloński
w złoceniach słońca
wyrósł przed nami
fatamorgana wędrowców.

Zauroczeni czarem
nie ufając zmysłom
wtopiliśmy się w obraz
niby rzeczywistość
ludzką ręką zrobiony
a boskie tchnienie wyczuwasz.
W jesieni wieku
aura niezwykła
rozświetliła nas oboje.

Polichromia rosarium
czy to miraż Moneta?
Pąsowe rozety
najprawdziwsze pąki róż
za nimi rubiny
na krzewach się pysznią
ławeczka okryta
chińskiego klonu koroną.
Szafirowe baldachimy
herbaciane busze
to wszystko preludium
symfonii wśród klombów.

Carpe-diem… jakby słychać
ta intymność wokół
trele srok unisono
nieco dalej festony
orientalnych pnączy
pergole w girlandy
jasminów strojne.
Mógłbym tu śpiewać
arkadii peony
twoje oczy się śmieją
Enklawo doznań rozkoszy.

Niecodzienna dla nas chwila
wkraczamy ostrożnie
obcy Chalidejczykom
niepewni… czy nam wolno?
Czy sens w tej ekstazie?
bo to przecież tylko
zwyczajne arboretum.

11.2010-

w14.JPG


Mis koala wita w bramie buszu

O monogamii

Monogamia to duet
Nie jedno, nie troje
Monotonia we dwoje
Zwykle śpiewa tę melodię
Cierpiący na monofobię
Wtedy wolności ni grama
Zaczyna się monodrama
Trzeba słuchać monologów
I nie podjesz już pierogów
Nie wiesz też co to alkohol
Druga strona ma monopol
Życie robi się statyczne
Wręcz monotematyczne
Stajesz się jednostką karną
Monomolekularną
A najlepiej ma artysta
Bo to wstrętny bigamista.

11/2010

w22.JPG


- Las paproci w wysokości 30 metrów

Onomatopeja – (o znaczeniu wyrazu)

Onomatopeja
Jaka epopeja?
A, Pompeja, sorki heja
Że ono... jakie ono?
Yoko Ono ma topeja
A może hokeja?
Albo nie... geja
Możliwe że reja
Tak, Reja Mikołaja
Ono ma to... toy’a
Zabawkę od Mikołaja
Nie, to jest – Jeeep!
Ale pisze się jeb
To onomatopeja
Cooo?
Jak gdzieś piorun przywali
Słychać grzmot i się pali
Ono ma to... jep!
I to jest słowa idea
Onomatopeja.

11/2010

w26.JPG


- Sławne skały “ 12 Apostołów”


Liryk przybity chamstwem

Fascynacja
szaleństwem
Naszych czasów domena
Te sensacje medialne

Cuda mód, póz obscena.

Udziwnianie jest trendy

Wiwisekcja trwa na wskroś

Krwawe foty, kloaka Szokująca codzienność.

Najokrutniejszy zbrodniarz Pisze swe pamiętniki Sławny łgarz czy też oszust


Wydaje poradniki.


ludzie lubią makabrę
fikcję biorą w cudzysłów
Fakty (krztę fabularne)

Lepszy to smak dla zmysłów.


Udzielają wywiadów

dewiaci, szarlatani
to teraz mas idole
w horrorze oblatani.

Wulgarny cham na scenie
dziś nagminna praktyka
Czy kiedyś będzie w cenie
zwyczajna estetyka?

12.2010

w31.JPG


- Skalne wybrzeże


w51.JPG


- Wielki lobster w Kingston S.E.

« Domki - Felieton | Strona główna | Rok królika - Felieton »