« MERRY CHRISTMAS! | Strona główna | Letnia impresja »

1 stycznia 2011

Domki - Felieton

Był czas, że w USA wszystko było diabelnie drogie, ale i zarobki należały do najwyższych w świecie.


Później przez lata to się zmieniło, kraje skandynawskie dzierżyły w drożyznie prym. Oczywiście, jeżeli się tam zarabia i wydaje, to nie ma większego problemu. A teraz Stany Zjednoczone Ameryki dryfują w stronę przeciwną. Po ostatnich huśtawkach ekonomicznego kryzysu na świecie, który najbardziej dotknął właśnie USA i parę krajów europejskich, domy mieszkalne można kupić za grosze, a właściwie za… centy. Dokładnie, 67 centów dał gość zaliczki, przy podpisaniu kontraktu na kupno domu w stanie Wisconsin. Cztery stany w USA mają specjalny program dla swych obywateli i taniuśko sprzedają domy, które poprzedni właściciele musieli oddać, albo pozostawili (wraz z niespłaconą pożyczką) wyjeżdżając w nieznane. Byli i tacy, którzy w ten sposób wrócili do Polski. Podobno na wskutek niewypłacalności, w USA istnieją całe wymarłe ulice, czy dzielnice miejskie z takimi posesjami.

U nas słyszało się o kupowaniu ziemi od rządu, na zasiedlenie za symbolicznego dolara, ale to z kryzysem nie ma nic wspólnego. A w Polsce zjawisko odwrotne, i nie tylko tam, praktycznie we wszystkich nowych krajach kapitalistycznych, jak Bułgaria czy Rosja. W Moskwie czy w Warszawie, niektóre posesje prześcignęły cenowo nieruchomości w Nowym Jorku czy Londynie. Średnia cena metra kwadratowego mieszkania w Moskwie wynosi ponad 130 tys. rubli. Dwupokojowe mieszkanko – bagatela – 10 mln rubli!

Najdroższy dom w Polsce wyceniony na 105 milionów złotych (!!!) znajduje się on wcale nie w stolicy, a w okolicy Piaseczna pod Warszawą. Rezydencja ta ciągle nie znajduje chętnego, chociaż od trzech lat jest na sprzedaż. To letnia dacza, w porównaniu z najdroższymi domami świata. Tylko 8 łazienek i wygląd raczej skromniutki.

Najdroższy dom mieszkalny świata znajduje się w w pobliżu Londynu. Jest większy i droższy od Buckingham Palace. Dom posiada 103 pokoje i około 58 akrów ogrodów, kort do squasha, kręgielnie, salę kinową na 50 miejsc, saunę, lądowisko dla helikopterów, miejsce w garażu dla 8 limuzyn oraz podgrzewany podjazd. A cena? Tylko około 138 milionów US dollars. Natomiast w Stanach Zjednoczonych najdroższy dom posiada nie żaden znany celebryta czy polityk, ani magnat prasowy czy teksaski nafciarz, ale książe Bandar bin Sultana z Arabii Saudyjskiej, który tę rezydencję używa tylko wtedy, kiedy wpada do USA na narty. Kompleks budynków rozłożony na 95 akrach, ma powierzchnię ponad 5 tys. metrów kwadratowych i widocznie znudził się już księciu, bo właśnie wystawił to na sprzedaż, za jedyne... 135 milionów dolarów.

Dane te podaję za miesięcznikiem Forbes, który przeprowadził właśnie tego typu ranking. Na następnych dwóch miejscach, są też rezydencje amerykańskie. Jedna w Palm Beach na Florydzie, nota bene gniazdko Donalda Trumpa, warte 125 milionów dolców, a druga między Kalifornią a Newadą (dość pustynne miejsce), na 210 akrach ziemi, luksusowa willa o 2000 metrach kwadratowych, za równe 100 milionów.

Na piątym miejscu – ciekawostka, tyle samo warta co poprzednia posiadłość, lecz położona tylko na trzech czwartych akra, ale nad cieśniną Bosfor w Turcji, chałupka o powierzchni 3 tys. metrów kwadratowych z oknami na zatokę. Chwilowo nie do kupna.

Następna, niewiele tańsza od poprzednich, bo jedynie o milion zielonych, znajduje się na obrzeżach Londynu, a należy do tureckiego biznesmena. Na pozycjach siódmej i ósmej, są posiadłości wycenione na 75 milionów dolarów. Jedna w w stanie Nowy Jork, druga w Kalifornii tuż nad oceanem.

Pozycję dziewiątą okupuje... apartament. „Chateau in the sky”, jest położony w samym sercu Nowego Jorku. Zajmujący trzy ostatnie piętra jednego z nowojorskich hoteli, luksusowy apartament posiada wspaniały widok na Central Park, East River i Hudson River. Cena - tylko 70 milionów dolarów. Na ostatnim miejscu pierwszej dziesiątki znajduje się rezydencja na Lazurowym Wybrzeżu, to też kompleks mieszkalno-gościnny, a wyceniony jest na 65 milionów dolców.

A australijski potentant na liście sprzedanych nieruchomości, to luksusowa posiadłość w Perth, za 57 i pół miliona dolarów (naszych). Chociaż oryginalna cena była 70, to pewnie kryzys zrobił swoje i wartość poszła do dołu. Pozornie, bo teraz nasz dolar prawie zrównał się z amerykańskim. Natomiast na rynku zwykłych zjadaczy chleba, ceny domów też się wyśrubowały i coraz ciężej jest osiągnąć przeciętnemu Australijczykowi tzw.The Australian Dream, czyli możliwość posiadania własnego domu z ogródkiem, do niedawna symbolu szczęścia na Antypodach.


Krzysztof Deja


W kąciku foto nastroje bożonarodzeniowo-noworoczne.


IMGP8235.JPG

Spotyka się całe ulice wystojonych domków.


IMGP8238.JPG

Niektórzy wydają na to majątek


IMGP8237.JPG


IMGP8239.JPG

Trzeba przyznać, że diametralnie zwiększa to nastrój świąteczny szczególnie w czasie upałów


christmas.jpg

Niektóre domy „świecą” już od końca listopada


christmas2.JPG

Są i tacy... idą „green” na całego 


« MERRY CHRISTMAS! | Strona główna | Letnia impresja »