« Wiosennie – szkice | Strona główna | MERRY CHRISTMAS! »

10 grudnia 2010

Buntowniczki - Felieton

Jest rzeczą niezmiernie interesującą, że we współczesnej literaturze polskiej rej wodzą trzy pisarki.

To one nadają ton w drodze “pod prąd”. Można by je nawet śmiało nazwać skandalistkami. Natomiast polscy pisarze współcześni z reguły są raczej tradycjonalistami, a ich kredo literackie kojarzy się głównie z hasłem: “Bóg, honor, ojczyzna”.
Pisarki-buntowniczki o których mówię to: Olga Tokarczuk, Manuela Gretkowska i Dorota Masłowska.

Najgłośniejszą ostatnio jest ta pierwsza – Tokarczuk. Zasłynęła manifestem antyklerykalnym, a właściwie antykatolickim, zarzucając Kościołowi zawłaszczenie żałoby po tragedii smoleńskiej. Tokarczuk pisze: “Nie jestem katoliczką i podczas tej żałoby tacy jak ja zostali wykluczeni z jej symbolicznego przeżywania. To, co widzę wokół, obnaża dojmujący brak alternatywnych, świeckich, ludzkich rytuałów zbiorowych, które pozwoliłyby przeżyć wspólną traumę katastrofy w kojącej bliskości innych, w pełnej współodczuwania ludzkiej wspólnocie i nie popadać przy tym w neurotyczny teatr katolickiego nacjonalizmu.” W podobnym tonie pisała artykuły dla The New York Timesa i niemieckiego Süddeutsche Zeitunga, a także dla polskiej Krytyki Politycznej.

Zarzuca się jej “pogardę wobec ludu”, ona z kolei twierdzi, że poczucie pogardy jest jej obce, a takie postępowanie przypisuje adwersarzom o narodowo-katolickiej mentalności. “Kościół katolicki, który jest kustoszem tej anachronicznej mitologicznej mentalności, ma niejako monopol na wszelkie steatralizowane formy rytuałów wspólnotowych. Zagarnia przestrzeń zbiorowego przeżycia, sprowadzając je do religii i polsko-katolickiej retoryki. W takiej sytuacji standard państwa neutralnego światopoglądowo jest tak samo realistyczny, jak życie na Księżycu”. – mówi Tokarczuk.

Olga Tokarczuk jest autorką kilku książek, parę z nich nagrodzono – jak powieść „Bieguni” która otrzymała Nagrodę Literacką „Nike” w 2008 roku. Z zawodu jest też psycholożką. Pisarka na swój sposób analizuje fundamenty polskiego katolicyzmu. Mówi o tym: “ Podejrzewam, że ta deklarowana katolickość to konformizm, bardzo głęboko zakorzeniony w naszej mentalności. Jesteśmy konformistami. Nie wiadomo, jak jest, więc lepiej wierzyć, że jest, jak mówią. To niechęć do zdefiniowania tego, w co się wierzy, do zajęcia stanowiska, przyjęcia zdecydowanego poglądu. Jest wygodny, bo zwalnia od myślenia. Ten konformizm ma swoją historię, rozwinął się zwłaszcza w czasach PRL-u - ludzie, którzy należeli do partii, potajemnie chrzcili dzieci i prowadzili je do komunii. To samo dziś jest z religią w szkole. Ludzie na to psioczą, ale dzielnie prowadzą dzieci na religię.”

No cóż, można się z tym zgadzać lub nie, w każdym razie znalazłem dwa zdania pod którymi podpisuję się bez wahania “… wyznaję zapomniany już chyba pogląd, że państwo i jego media powinny być neutralne światopoglądowo. Państwo jest od rządzenia, a nie od sprawowania rządu dusz.” Dodałbym od siebie – i vice versa.

Drugą buntowniczką o której wspomniałem na początku jest Manuela Gretkowska. Pisarka i publicystka, debiutowała powieścią „My zdies emigranty” , w której ironicznie opisała doświadczenia młodego pokolenia ludzi wyjeżdżających z Polski. Sama jest gorącą zwolenniczką emigracji. „Wszystkim polecam emigrację. Każdy dzień w innym kraju jest z korzyścią dla nas. Można poznawać język i życie inne niż w Polsce.”- pisze Gretkowska.

Co więcej, tak zachwyciła się modelem życia w Szwecji, że założyła partię polityczną pod nazwą Partia Kobiet, której działalność ma przybliżać polski model życia do modelu szwedzkiego. Na razie, ławy poselskie temu ugrupowaniu nie grożą, ale trochę szumu medialnego zrobiła. I o to chyba głównie chodziło.

W Polsce czuję się, jakbym żyła na emigracji. We Francji czy Szwecji mniej byłam emigrantką niż tutaj. Każdy rok tutaj oddala nas od Europy i normalności “- mówi Manuela Gretkowska

Na pytanie czy uważa się za feministkę, mówi: “Te, co się nie uważają, są masochistkami. W Polsce większość kobiet to masochistki. Feministka wymaga szacunku od swojego faceta. I nie mam tu wcale na myśli wielkich haseł. Chodzi o proste zachowanie w domu, prawa i godność. Kobieta pracuje w domu o 10 godzin więcej tygodniowo niż mężczyzna. Dlaczego się na to godzimy? Dlaczego jesteśmy służącymi facetów? Same jesteśmy sobie winne.”

O mężczyznach też nie ma najlepszego zdania. “Facetami trzeba manipulować. A manipuluje się przecież kimś głupszym. Z drugiej strony, traktujemy mężczyznę jak najwyższe dobro, bo przynosi do domu pieniądze. Takie rozdwojenie jest schizofreniczne i nieuczciwe. Oszukujemy się, nasze partnerstwo jest chore. Nie na tym polega miłość”.Panowie, aż strach jechać do Polski w takiej sytuacji. Może to i dobrze, że pani Gretkowska jednak nie zdobyła zbyt dużego aplauzu społecznego.

Trzecią, najmłodszą i chyba najmniej buntowniczą w przekonaniach, natomiast szokującą literackim językiem jest Dorota Masłowska. Swego czasu już o niej wspominałem w felietonie po lekturze bulwersujacego (i nagrodzonego) “Pawia królowej”.

Jest ona także autorką "Wojny polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną". Ponad 120 tys. sprzedanych egzemplarzy i kasowy film na podstawie jej powieści, świadczą o wzięciu tej młodej autorki. Ostatnio napisała sztukę teatralną „Między nami dobrze jest” wystawianą w berlińskim teatrze Schaubühne Am Lehniner Platz. Jak na ironię, znajdziemy tam wiele patriotycznych fraz i ani jednego przekleństwa, ani jednej obrazoburczej frazy czy sceny. Czyżby ta młoda buntowniczka tak szybko przekształciła się w stateczną pisarkę?
"Ta sztuka jest moją afirmacją polskości, totalnie dziś wyszydzonej, zmieszanej z błotem i traktowanej jako skaza. Chyba po prostu dojrzałam do tego, aby wreszcie napisać coś na poważnie o byciu Polką" - wyznaje Dorota Maslowska.

Myślę, że Masłowska nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa i nie jednym nas jeszcze zaskoczy. A poza tym, w trójkę byłoby buntowniczkom jednak raźniej.


Krzysztof Deja

W cyklu fotograficznym dzisiaj PANORAMICZNE IMPRESJE


IMGP3613.JPG

- południowe wybrzeże Adelajdy


IMGP3579.JPG

- centralne wybrzeże Adelajdy


IMGP6585.JPG

- pastwiska w okolicach Adelajdy


IMGP7033.JPG

- ujście jeziora Alexandrina do zatoki


s46.JPG

- Zachód słońca w drodze


IMGP7955.JPG

- impresja miejska


IMGP7935.JPG

- kwiaty magnolii

« Wiosennie – szkice | Strona główna | MERRY CHRISTMAS! »