« Oto Polonia - Felieton | Strona główna | Buntowniczki - Felieton »

20 listopada 2010

Wiosennie – szkice

Dzisiaj będzie wiosennie. Wiosennie, wręcz letnio.

Już mamy długie dni, słońce grzeje za oknem. Wakacyjny nastrój puka do drzwi. Ale też przeplata czasem chłodem, czy wiatrami znad Antarktydy.
Dużo ostatnio piszę, więc czas na kilka wierszy. Wierszy różnych: zabawnych, nastrojowych, humoresek, emocjonalnych i sentymentalnych a nawet intymnych. Wszystko to napisałem ostatnio, w październiku i w listopadzie. Wiosna ma wpływ na wenę, ale chyba głównie praca...
A ilustruję fotografiami z gór Grampians zrobionymi w połowie października. Jest to już druga część, pierwsza opublikowałem trzy tygodnie temu.


gramp3.JPG


gramp13.JPG


Strzeż się dzika…

W leśniczówce zasłano spanie
Posłano na słomie i sianie
Ściele ściółka leśne drzewka
Ścieżką szła obleśna dziewka.
Myśliwi – spaceru świadkowie
Śledząc ją ścinali sitowie
Ściemniało się, słońce smętniało
Leszczyna szeleści nieśmiało
Spostrzegła ich – siema, chłopaki!
susząc w siatce lepkie maślaki
ślepia maślane w nią wlepili
I słodko się do niej łasili:
- pośpiewaj śliczna świtezianko
- śpiesz duszko z nami na świeże sianko
a ona ślinę siorpiąc śpiewa:
- spieprzać świniaki do chlewa
- śpieszta się opasłe szuje
- bo braćmi-dzikami poszczuję.
I tak wśród szelestów języka
Syczy i świszczy leśna muzyka
A z tego morał taki wynika
Nie odróżnisz dziś dziewki od dzika.


gramp31.JPG

gramp34.JPG


Szczerość

Prawdziwsze westchnienie do Boga w stepie
Samotnie – tak czuję i tak rozumię
Z serca bez świadków, niż jak pątnik klepie
Dziesięć zdrowasiek w stutysięcznym tłumie.
Tłumy pasują festynom, stadionom
Koncertom rocka, są dla nich kolorem
Lecz dla mnie wiary uczuciem nie płoną
Raczej dewocją, religii folklorem.
Również obrazów “świętych” ściany pełne
Baldachimy i złociste ornaty
Nie robią wrażenie kadzidła mgielne
Sacrum nie musi być strojne, bogate.
A teatr? – spójrzcie na wielu aktorów
Nie jeden wierzy hładko w dopust boży
I swoje imię wśród słowa perorów
Chętnie na ołtarz posłannictwa złoży.
Albo literaci – im też wypomnę
Szczególnie poetom się pomieszało
Ich dzieła i życie są wiekopomne
Na pomniki wieszczów! – im to przystało.
W tym panteonie każdy gniazdko ściele
Aktor w teatrze, literaci w knajpie
A ksiądz aktorem jest w swoim kościele
Duszo od dumy, przewietrzmy się najpierw.
Jaśnie panowie lepszego wychowu
Nie to co błyszczy ma nam drogę znaczyć
Najlepiej wrócić do korzeni znowu
Stamtąd nie można już celu utracić.
Natura nie śpi, ciągle formy zmienia
Co dziś kochamy, pojutrze mamy dość
Tracą sens mody, profesje, wierzenia
Ważne – nie rozmach i poza, a szczerość.


gramp17.JPG

gramp7.JPG


Taniec wiatrów

Księżyc znad sosen fale bryzą ciął
Ze świtem mistral na wzgórza się wspiął
Z zachodu powiał pasat łagodnie
Haboob wygasił ich jak pochodnie.
Wtem się wdarły z argentyńskiej pampy
Zionda, pampero… to muzykanty!
Sirocco czy nawet hawajska kona
Zmiany meteo tu nie dokona.
Zwiewna bora w porywie pachnie winem
Shamal niesie gorączkę w pustynię
Świeży zefirek wywija kankana
Tarantelę tańczy tramontana.
Chubascos z santaną w sombrero strojne
Harmattan i halny dmą na wojnę
Jedynie libeccio ze wzgórz Korsyki
Nie zdradza chęci do bijatyki.
Lewanter i vendaval z Gibraltaru
W cieśninie - bo boją się kataru
Na koniec wpadł orkan i tajfuny
Oko cyklonu wznieciło łuny.
Tańczy tornado, śmierć wirem ściele
Nagle cisza… bezruch jak w kościele
Tak aura czasem w szaleństwie jęczy
By później witać barwami tęczy.


gramp9.JPG

gramp15.JPG


Wtręty

Tym co szafują francuskie słowa
Lubią wtręt français, wiersz się spodoba
Znającym język ukłon chapeau bas
Myślę, że innym nie zrobię faux pas.

Kiedyś ktoś ważny słał aide-mémoire
Migiem zapełniał bruk i trotuar
Skąd my to znamy, już wiem déjŕ vu
To się zdarzyło prawie vis-ŕ-vis.

Przyjęcie w dworku, chłodny westybul
Tam Karol poznał enfant terrible
Stał z nią tam długo, aż złapał katar
Była to straszna dama femme fatale.

On dyplomata, były attaché
Lecz preferował biznes tęte-ŕ-tęte
Myślała o nim – mój chargé d’affaires
A on zarabiał ledwie na au pair.

Na całe ciało dała mu carte blanche
On zamiast kochać malował jej twarz
Czas mijał słodko, łoże buduar
Raz jechać musiał, rzekł au revoir.

Niespodziewanie wrócił prosto z gór
Ona myślała całkiem ŕ rebours
Włoch młody w łóżku, stuk w drzwi – Avanti!
I Karol nakrył ich in flagranti.

Kochanek zaczął mowę porte parole
Słowa przeprosin: wybacz nam Karol!
A Karol blady jęknął: ŕ propos
Zwrócił się do niej: adieu niecnoto!

Tak też się kończą żaru rozkwity
Gdy zamiast pieścić robisz graffiti
A jak odczytać łatwo nie będzie
Oznajmiam krótko - rymy są wszędzie.


gramp21.JPG


gramp25.JPG

Co bym zabrał ze sobą na bezludną wyspę?

Na pewno wziąłbym płytę z muzyką… tylko którą?
Nie zabrakłoby książki z ulubioną lekturą
I grosik na szczęście, centa australijskiego
Może film jakiś? – tak, z wilkami tańczącego
Chciałbym też jakiś obraz, może coś z miniaturek
Dżin z tonikiem, stare dżinsy, niebieski tużurek
Dobre buty na drogę, po wyspie się błąkać
I gitarę na wieczór, przy ognisku brzdąkać
Na wszelką wenę twórczą wziąłbym notes mały
Jeszcze krzyżówki polskie i jakieś szpargały
Owoce mango, nadziewaną czekoladę
Chałwę, udko indyka, cappuccino kawę
Łososia, tasmańskie sery, cabernet shiraz
Taką listę na niby układałem nieraz
Wszystko to bym zostawił nie patrząc za siebie
Bo naprawdę chcę jedno ze sobą – mieć Ciebie.

« Oto Polonia - Felieton | Strona główna | Buntowniczki - Felieton »