« Pogoda dla bogaczy - Felieton | Strona główna | Ruskaja szkoła surfinga - Felieton »

1 września 2010

Obiecanki... - Felieton

Na początku lat 90-tych w trakcie kampanii wyborczej, Lech Wałęsa obiecał ludziom 100 mln (dzisiejsze 10 tysięcy) na głowę, żeby tylko go wybrali na prezydenta.

A potem tłumaczył się, że "on nie ma władzy wykonawczej". I nici z tego. Cóż, wtedy ludziom wystarczała sama obietnica i został prezydentem, chociaż niektórzy do dzisiaj mu to wypominają.

Nasz premier Kevin Rudd, wcale wcześniej nie obiecywał, a w trakcie urzędowania przeznaczył na pakiety stymulujące ekonomię 42 miliardy dolarów, a z tej sumy praktycznie każda rodzina w Australii dostała swoją pulę (większość po 900 dolarów gotówki). Co z tego, nie tak dawno został usunięty ze stanowiska premiera, jako polityk z nikłym poparciem społecznym. Pewnie niemałą rolę, grało w tym lobby przemysłu wydobywczego. Ale gdyby większość pokazała swą wdzięczność za jego gest, to byłby do dzisiaj premierem, a może i na następną kadencję po obecnych wyborach.

Na wdzięczność nie ma co liczyć, bo pamięć ludzka zawodną jest. Przeczytałem właśnie krótkie, ale intrygujące opracowanie Borysa Korczaka-Sielickiego pt. Czy warto zostać agentem CIA?
Jako były agent Centralnej Agencji Wywiadowczej, rozprawia się on bezlitośnie z potocznie uznanym, romantycznym wizerunkiem szpiega. Szpiega z wielu filmów (typu James Bond), czy powieści (jak u Toma Clancy). Pisze on też o wywiadach Izraela, rosyjskim FSB, angielskich MI5 czy MI6, itp.

I tu przytoczę parę zdań z jego opracowania: ”Oczywiście najbardziej znanym wywiadem na świecie jest CIA, którego siła i wpływy wyolbrzymione przez prasę i media jakoś nie odzwierciedlają prawdy nawet w jednym procencie. Brytyjski MI5 i MI6 to podrozdziały CIA. CIA dzieli się na cztery zasadnicze gałęzie, zwane tu w USA – Dyrektoraty. Dyrektorat Operacyjny, który prowadzi tajne działania operacyjne na całym świecie. Pod Dyrektoratem operacyjnym znajdują się tacy agenci jakim byłem ja – czyli HUMINT.”

Korczak-Sielicki opisuje zadania każdego z dyrektoratów, najbardziej skupiając się oczywiście na HUMINT, czyli human intelligence, gdzie sam pracował. Nie wyraża się o tym zbyt pochlebnie, wręcz pogardliwie przedstawia zasady zdobywania materiałów pomimo, że bazują tam na hi-tech i wywiadzie satelitarnym. Przedstawił przykład takich co najmniej dziwnych operacji szpiegowskich, w osobie byłego emigranta z Iraku, o nazwisku Ahmed Abdel Hadi Chalabi. Autor twierdzi, że osobnik ten ciągle jest ścigany przez Królestwo Jordanu, za wielomilionowy szwindel bankowy.

Dalej pisze:…”Ahmed Abdel Hadi Chalabi miał doskonale związki handlowo nieczyste z Pentagonem, z Paulem Wolfowitzem i wielu innymi „mocarzami” w USA. Pan Chalabi przez swoje machinacje i wpływy swych popleczników potrafił wmanewrowac Amerykę w idiotyczna wojnę, z której nikt nie umie do dzisiaj wyjść. Chalabi miał spryt, zaufanie u naiwnego Busha i Blaira i bezczelność handlarza odkurzaczami, a przy niskiej inteligencji Busha, manewr się udał. Bush z kolei, wierząc głęboko, że jest posłannikiem boskim (oto do czego doprowadza wieloletnie chlanie burbona), brnie coraz głębiej w wojnę, której nie jest w stanie wygrać. Pomagają mu w tym dzielnie Południowi Baptyści, znani również jako „ponownie urodzeni chrześcijanie”, czyli największa sekta religijna po tej stronie wielkiej wody”.

Oczywiście, Korczak-Sielicki pisał te słowa, kiedy jeszcze George W. Bush był prezydentem USA. Co więcej, jego zgorzknienie ma pewne uzasadnienie, które w całości ujawnia pod koniec artykułu. Przede wszystkim, stanowczo odradza współpracy z agencją wywiadowczą tym, którzy maja do tego zapędy. A na koniec wyjaśnia: “Pracowałem z ludźmi, którym się zdawało, że życie to film z Hollywoodu.. Znałem wielu. Niektórzy odebrali sobie sami życie, niektórym je odebrano. Byli tacy, którzy od lat siedzą w szpitalach psychiatrycznych. Kończyła się ich użyteczność i kończyły się obietnice dane zrekrutowanym osobnikom. Nikt nie dostał nic. Ja też nie dostałem nic. Po latach pobytu w USA dali mi medal i dyplom, opiewający wieczną wdzięczność narodu amerykańskiego za mój udział w „Zimnej Wojnie”. Ten bezwartościowy papier jest podpisany przez byłego sekretarza obrony narodowej – Donalda Rumsfelda. Pieniądze jakie mi się należały za moją pracę jako podwójny agent, który zinfiltrował KGB zostały zapomniane.”

Autor sądził się o to z CIA parę lat temu, niestety nic nie wskórał. Rozgoryczony stwierdza że:”Kontrakt z CIA nie był i nie jest wart papieru na którym był napisany.” A więc jeszcze jeden przykład obiecanek-cacanek…


Krzysztof Deja

PANORAMICZNE WIDOCZKI


IMGP3330.JPG

Podmiejska plaża


IMGP3098.JPG

Łąka


IMGP3077.JPG

W oddali odpływa prom na wyspę Kangura


IMGP3582.JPG

Jedna z miejskich plaż


IMGP3637.JPG

Agawy na wzgórzu


IMGP3658.JPG

Winnica w Barossa Valley


IMGP7001.JPG

Ruch w adelajdzkim porcie

« Pogoda dla bogaczy - Felieton | Strona główna | Ruskaja szkoła surfinga - Felieton »