« Kultura polonijna - Felieton | Strona główna | Pogoda dla bogaczy - Felieton »

10 sierpnia 2010

Niepokonani - Felieton

W tym miesiącu obchodzimy trzydziestą rocznicę powstania Solidarności.

Sierpień 1980 – przeszedł do historii jako wydarzenie, które z żywiołowych strajków robotniczych, przekształciło się w masowy ruch społeczny zwany Solidarność, co w ostateczności doprowadziło do upadku PRL-u i odzyskania pełnej suwerenności przez Polskę. Wszyscy zresztą o tym wiemy i to znamy.

Pamiętam dokładnie tamte chwile. Czasy euforii i nadziei. Nigdy wcześniej nie czułem się tak obywatelsko rozbudzony. Pomimo ciężkich czasów, niosła nas wtedy nadzieja lepszego jutra. Te 15 miesięcy było czymś, czego się nie zapomina do końca życia. Zryw mas polskiego społeczeństwa o charakterze ekonomiczno – politycznym pachniał wolnością i pełną demokracją, której wtedy tak brakowało. Walczyliśmy nie tylko o polepszenie finansowe, ale także o uwolnienia więźniów politycznych i zarejestrowanie niezależnych od władz, samorządnych związków zawodowych. To było zupełne novum. Pamiętam jak z kartonikowym identyfikatorem i moją prakticą wciskałem się na podest przeznaczony dla wolnej prasy (czyt. mediów zachodnich), aby lepiej uwiecznić poświęcenie pominka poległych stoczniowców w Gdańsku i złożenia pod nim kwiatów przez delegacje z całego kraju. To było jedno z najbardziej doniosłych wydarzeń tamtych czasów.

Później, ruch ten został stłamszony przez komunę (dyktaturę WRON) ogłoszonym stanem wojennym, który trwał od 1981 do 1983 roku. Wyglądało to na ewidentną przegraną społeczeństwa i triumf władzy tzw. ludowej. Wielu - miedzy innymi, ja - zwątpiło w możliwość jakikolwiek zmian. Uznaliśmy to za totalną klęskę i opuściliśmy kraj. Inni zostali i metodą małych kroczków doszli do tego, co widzimy dzisiaj – kraj wolny, demokratyczny i samorządny. Oczywiście, nie było to takie proste, jak ja to ująłem w kilku zdaniach. Sam system słaniał się na nogach, perspektyw dla obrońców systemu niby nie było prawie żadnych, ale jednak wymagało to ciągle heroicznej wytrwałości i to z pozycji przegranego, bez większych nadziei w tym czasie. Któż wtedy mógł przewidzieć taki koniec?! Raczej kojarzyło się to z następną pacyfikacją i karami więzienia. A jednak… pokonani przeszli na pozycje wygranych. System runął i od dwudziestu lat robi się normalnie. Teraz wszystko już jest możliwe, bo i system inny. Nie zawsze to jest takie czarno-białe. Bo życie to w ogóle cała gama szarości i często, ciężko wychwycić kto tu w wieńcu laurowym, a kto przegrany. Przypomnijmy sobie te debaty polityków, kandydatów na prezydentów, czy działania rządów i opozycji. Tu nigdy nie ma przegranych. Wszyscy czują się zwycięzcami i są dumni z wykonania swych działań. Człowiek patrzy z boku i oczom nie wierzy – sami liderzy, outsiderów brak. Życie nas ciągle zaskakuje takimi zjawiskami. Bo jak ktoś mądry powiedział: to nie prawda że prawda zwycięża, tylko wymierają jej przeciwnicy.

Powracając do zwycięzców i pokonanych, nie jest to sprawa tak oczywista, jakby się na pozór wydawało. Dla lepszego zrozumienia posłużę się przykładem ostatnich piłkarskich mistrzostw świata. Gloria i chwała nie zawsze przysługuje niepokonanym.

Chciałbym przypomnieć że jedyną, powtarzam – jedyną, niepokonaną drużyną na tych mistrzostwach byli pilkarze z… Nowej Zelandii! Tylko oni nie przegrali tam żadnego meczu. Kto o tym pamięta?! Chyba tylko sami zainteresowani.

Odpadli z dalszych rozgrywek przez nikogo nie pobici, a w aureoli mistrzów świata świętowała Hiszpania, która już pierwszy swój mecz przegrała z małą Szwajcarią, a ta nigdy potęgą piłkarską nie była. Ani błyskotliwość czyli efektowne (wysokie) wygrane mecze Niemców nie przyniosły im chwały, ani pochód zwycięstw aż do ostatniego meczu pomarańczowej Holandii, nie wystarczył do pełni szczęścia. Wniosek z tego jeden: niezwyciężony nie zawsze dzierży berło mistrza, ani nie triumfuje w ostatecznym rozrachunku; czyli można przegrywać bitwy, ale przy tym wygrywać wojnę. Często metoda małych i nieefektownych kroczków przynosi najlepsze rezultaty.

Spójrzmy na inny przykład. Jakie są obecnie najpopularniejsze trzy słowa na świecie? Odpowiedź brzmi: made in china. Czy potrzeba więcej przykładów...?

Krzysztof Deja

W kąciku fotograficznym – panoramiczne ujęcia rzeczywistości.

IMGP7738.JPG

Polana w buszu


IMGP7685.JPG

Widok z wybrzeża na miasto


IMGP5949.JPG

Dzielnica Mawson Lakes


IMGP7686.JPG

Dzielnica West Lakes


IMGP7071.JPG

Promenada nadmorska


IMGP4309.JPG

Widok z gór na Adelaide


IMGP3102.JPG

Droga poza miastem


IMGP3013.JPG

Miasto w zimie

« Kultura polonijna - Felieton | Strona główna | Pogoda dla bogaczy - Felieton »