« Południowoaustralijska zima | Strona główna | Kultura polonijna - Felieton »

20 lipca 2010

Miecz - Felieton

Wszystkie emocje już za nami. Mam na myśli dwa ważne wydarzenia ostatnich dni – wybory prezydenckie w Polsce i puchar świata w piłce nożnej.

Obydwa przykuwały uwagę milionów Polaków tak w kraju, jak i poza jego granicami.

Mój przyjaciel Zen wrócił z Polski z markotną miną, bo jego faworyt do fotela prezydenckiego zatonął już w pierwszej rundzie na niezbyt głębokiej wodzie, to znaczy, odpadł z bardzo nikłym poparciem. Nawet osobisty wkład Zenka w kampanię jego faworyta nic nie pomógł. Co tu dużo mówić – nie ta klasa, nie ta liga - używając terminu piłkarskiego. Gdzieś w powiecie, w gminie… to i owszem, ale pchać się na najwyższy urząd w państwie to już bezczelność. To tak, jakby cała Polska była “rodziną Kiepskich”, a wszystkie instytucje państwowe, szpitalem z “Daleko od noszy”. A przecież tak nie jest! Nie powiedziałem tego wprost Zenkowi, bo z miejsca by się obraził (tak… osobiście bardzo to przeżywa) i pewnie by mnie zwymyślał (co mu się niejednokrotnie zdarzało) i do tego wyzwał od najgorszych. Repertuar tego ostatniego znacznie mu się wzbogacił w trakcie ostatnich wojaży po starym kraju.

Ja natomiast z nieprzeciętną przyjemnością przyjmuję jedno i drugie. Mam na myśli puchar świata w piłce nożnej i wybory prezydenckie w Polsce. Tak jedno jak i drugie spełniło moje oczekiwania. Mistrzostwa w RPA dostarczyły mi dużo emocji i wrażeń sportowych, z jedną uwagą – dopóki futbol był tylko męską grą, to i żółtych kartek tyle się nie widziało, a teraz sypią się na każdym meczu, jak płatki kwiecia na wiosennym wietrze. Natomiast wynik wyborów, daje Polakom szansę szybkiego powrotu do normalności, czyli rozwoju gospodarczego i odrzucenia politycznych sporów na dalszy plan, co też mnie bardzo cieszy. Szczególnie ważne jest to w obecnej sytuacji, ciągłego kryzysu ekonomicznego na świecie.

Na temat piłki nożnej z Zenkiem nie rozmawiam, bo jego faworyt - Italia, odpadł już w przedbiegach i od tego czasu, wszystko na tych mistrzostwach było według niego złe. Sędziowie skorumpowani przez nieznane siły, układ rozgrywek dopasowany do paru mocnych, deszcz padał wtedy kiedy nie powinien... Można by powiedzieć - Zen spierdołowaciał (używając jego określenia) i wszystkiego się czepia. Ale mój druh nie do końca podlega formule – Grumpy Old Man. Otóż, Zen się zakochał! Tak, autentycznie (co do autentyczności obiektu jego uwielbienia, mam poważne zastrzeżenia!), zakochał się na amen. Co więcej, on rozważa powrót do starego kraju z tego powodu… I to na zawsze!

Przyczyną żaru jego uczuć jest… miecz! Nabył on wielce okazyjnie oryginał z bitwy pod Grunwaldem (!?). Zen twierdzi, że to ten sam, co go pan Podbipięta Longinus herbu Zerwikaptur używał w Zbarażu, kiedy to trzy nieprzyjacielskie głowy ściął za jednym chlaśnięciem. Właśnie teraz, mija 600 lat od największej bitwy średniowiecza – bitwy pod Grunwaldem i w całej Polsce jak grzyby po deszczu, pojawiły się różne pamiątki z tamtych czasów. Zenek mógł też kupić autentyczny (?!) płaszcz jednego z wielkich mistrzów zakonu, czy krzyżackie chorągwie, ale wolał miecz. Niestety, miecz waży około 20 kilogramów i w żaden sposób nie mógł się zmieścić do osobistego bagażu. Co więcej dowiedział się, że aby przywieź go na ziemię australijską, kosztowałoby to majątek i cała masa biurokratycznego zachodu. To ze strony australijskiej - z wywozem z Polski byłoby jeszcze gorzej. Zostawił więc miecz u rodziny w Polsce, ale tęskni za nim strasznie i pragnie się z nim w przyszłości połączyć na stałe.

Zen opowiadał też, że są do sprzedania tarcze i topory z tej bitwy, ale szybko zwątpił w ich autentyczność kiedy na jednym z nich zauważył nalepkę: made in china. Na moje powątpiewanie co do autentyczności zakupionego skarbu, dał mi taką reprymendę, że pan Zagłoba mógłby się od niego wiele nauczyć. Już nawet nie wspominałem, że przecież postacie sienkiewiczowskie to też takie sobie autentyki… dla pokrzepienia serc. Na takie argumenty najłagodniej odpowiada, że się nie znam, albo że nie jestem patriotą.
No cóż, czas pokaże.

Wasz Chris


IMGP3107.JPG

widok ze wzgórza


IMGP3589.JPG

dzielnica Glenelg


IMGP3602.JPG

daleka dzielnica Adelajdy


IMGP3109.JPG

widok z botanika


IMGP3614.JPG

południowa część Adelajdy


IMGP5953.JPG

nad jeziorem


IMGP7639.JPG

dawna kopalnia miedzi w Kapunda

« Południowoaustralijska zima | Strona główna | Kultura polonijna - Felieton »