« Haki - Felieton | Strona główna | Noga - felieton »

20 maja 2010

Jesienne impresje – wiersze

Dzisiaj, kiedy cała południowa półkula spowita jest barwami jesieni, chciałbym i ja dostosować sie do naszej aury (chociaż mentalnie daleko mi do jesieni życia :-) i przedstawić parę impresji tak lirycznych jak i fotograficznych z jesiennych, ale ciągle słonecznych klimatów.

IMGP7723.JPG

Wiersze poniższe to owoc moich przemyśleń i wrażeń ostatnich miesięcy, a fotografie robione parę dni temu, przedstawiają krajobrazy adelajdzkich wzgórz.

IMGP7709.JPG

Tramwaj-sen

Dziś w nocy jechałem tramwajem
Niebieskim na torach do raju
Wśród mgieł i zapachu kadzideł
Wspięliśmy się na wzgórze Ulgi
i Wytchnienia, tuż obok ruczaj
Zapomnienia, wyłonił się zza drzew.

Stojący pasażerowie,
Tak, ścisk był niemożebny
Oknami i przez dach otwarty
Kiście kwiatu lipy rwali
Odużył nas zapach nektaru
A tramwaj pod górę się piął.

Skaliste plateau i szyny
Horyzont rozpostarł swe wdzięki
My w górze a świat pod nami
Przy brzegu modlił się jogin
Do fali, a kuter lśniący
w oddali, zarzucał sieć.

Na wzgórzu sikhary mury.
Sziwo niebiańskich rozkoszy
Wieloramienne bóstwo ułudy
Tam gniazdo puste choć ptak je uwił
Noc brzaskiem spłynęła, tramwaj wytracił pęd
na sennym przystanku – Dead End.

IMGP7722.JPG

Wczoraj

Czyżbyś była Eurydyką
a ja nieszczęsnym Orfeuszem
rozrywanymi kumulusami zazdrości?
Czy możliwy jest dotyk
i ust muśnięcie rozkoszy
płynąc w chmurach
nad morzem Andamańskim?
Czy widok kwitnącego drzewka
z Madagaskaru
może być synonimem Twej pieszczoty?
Czy Twoje ruchy i gesty tak zmysłowe
Emanują moje spełnienie?

Wracając wieczorem wpatrywałem się
w podniebne łąki gwiazd
Gdzieś na firmamencie spacerowali
Tina z Chrisem.

IMGP7718.JPG

Sonet australijski

Oceaniczny brzeg słońcem palony
Eukaliptusów aromat w darze
Horyzont nęci bezkresem, miraże
Antypodycznie światu oddalony.

W miastach nad Wisłą kościoły i dzwony
Duch przodków wokół, pomniki cmentarze
Nowy porządek: młodość i ołtarze
I piękne wiosny, tu lipy tam klony.

Cóż mi dom na swojską modłę
Polskiej mowy gwar ulicy
Gdy układy są w nim podłe

Wolę oddech zagranicy
Gdzie Ojczyzny imię godne
I nikt wad jej tu nie liczy.

IMGP7713.JPG

Balkon

Nasze siesty balkonowe
dachów czerwone dywany
przetykane liśćmi palmy
uśmiechem twym barwione
zaułek szafirowej zatoki
lśni wraz z wermutem w kieliszku
wokoło spokój, tylko pomruk fali
tuż obok Ty z brzoskwinią w ręku
książkę na stoik odkładasz
ptaki spłoszone uleciały
tylko ruchomy cień drzewa
myśli nasze pokrywa
Tak trzeba, tak trzeba…

Kawa smakuje inaczej
o, kuter do portu wpływa
chodźmy plażą na spacer
powędrujemy do nieba
znów weźmiesz książkę do ręki
ja łyk wermutu wysączę
promienie słońca nas ogrzeją
dasz mi swą aurę gorącą
w balkonu wsiąkniemy otchłań
kolejny kwiat tu dojrzewa
oddychasz tak spokojnie
Tak trzeba, tak trzeba…

IMGP7714.JPG


Nostalgia

Czasem brakuje sklepów cynamonowych
Kupców bławatnych i mgieł przeszłości
Z potężną bramą na noc zamykaną
Mosiężną klamką, skrzypiących schodów
I starego zegara kurantu.

Bywa że idę na przekór czasom
I słucham dzwonu Hemingwaya
Cofam się w rejestrze zdarzeń
Z wytraconą amplitudą uczuć
Wtedy świadomość buntu upaja.

Czy można amiszem być
Lub istnieć bez precedensu?
Czy życie stadne ma sens?
Bezprzykładna indywidualność – to grzech?

Pytania spływają bez odpowiedzi
A zegar bije melancholijnie
Bezpowrotne ramiona przyszłości
Wpychają nas w szpony nowego
Aż do bólu ekscytującego świata.

Czasem brakuje sklepów cynamonowych
Kupców bławatnych i mgieł przeszłości …

IMGP7710.JPG


Jeżeli klimat jesiennego faceta (jakim się tu przedstawiłem :-) odpowiada czytelnikom tej strony, to polecam jeszcze podróż w jesienne klimaty innego (a jakże bliskiego duchem) pana. A mianowicie, podróż w inny zakątek świata – do Kanady. Polecam stronę internetową znakomitego Bolesława Łuckiego http://boleslawlucki.com/
gdzie oprócz myśli lirycznych, fotografii takowyż, można posłuchać ciekawych nagrań muzycznych (coś dla wielbicieli Beatlesów, ale nie tylko) w wykonaniu autora.

IMGP7706.JPG

« Haki - Felieton | Strona główna | Noga - felieton »