« Refleksje - Felieton | Strona główna | Haki - Felieton »

1 maja 2010

Kapuściński - Felieton

Ostatnio zatopiłem się w lekturze książki Ryszarda Kapuścińskiego “Podróże z Herodotem”.

Autor opisuje tam swoje pierwsze kroki, jako reporter polskich mediów w latach pięćdziesiątych. W te pierwsze podroże zabierał ze sobą opasły tom dzieła historyka greckiego Herodota.
Herodot napisał “ Dzieje” dwa i pół tysiąca lat temu. Co fascynujące, już wtedy doskonałe rozumiał i widział problem ksenofobii. Pisał o zetknięciu się z Innymi i Inną kulturą i tradycją w sposób ciekawy, bez uprzedzeń, wyniosłości czy pogardy.

Wiele podrożował po ziemiach Egipcjan, Scytów, Persów i Lidyjczyków w celu poznania Innych. Wiedział, że aby “zrozumieć lepiej samego siebie trzeba lepiej zrozumieć innych”.
Kapuściński pięknie opisuje właśnie tę drogę poznania Innych i zrozumienia Ich, a nie oddzielania się sztucznym murem jak to się zdarza w wielu społeczeństwach, także europejskich.
Sam zauroczony greckim mędrcem zaszczepia czytelnikowi swoich wspomnień bakcyla fascynacji Herodotem.

Kapuściński porównuje swoje podróże z wyprawami Herodota. Przytacza zabawne i ciekawe anegdoty z autopsji i z czasów wielkiego kronikarza. Analizuje formy poznania i zauważa że:...”Człowiek współczesny nie troszczy się o własną pamięć, ponieważ żyje otoczony pamięcią zmagazynowaną” – przytaczając współczesne dobra zasobów słów, dźwięków obrazów, czego nie było w dobie Herodota. Wtedy polegało się tylko i wyłącznie na swojej wiedzy i pamięci które wynikały z osobistych przeżyć lub opowiadań innych.

Wielki polski reporter i podróżnik fantastycznie objaśnia swoje zasady postępowania w prostych słowach. Credo życia reportera który kocha to co robi. Zafascynowany różnymi kulturami i cywilizacjami bał się jednocześnie zaszufladkować i wpaść w pułapkę specjalizacji. Wyjaśnia to na str. 72 tymi słowy:
„Zostać hinduistą, sinologiem, arabistą czy hebraistą to wysokie i pochłaniające człowieka specjalności, w których nie ma już miejsca i czasu na więcej. Mnie natomiast pociągało także to, co jest za granicą każdego z tych światów – kusili mnie nowi ludzie, nowe drogi, nowe nieba. Pragnienie przekraczania granicy, wypatrywania, co jest poza nią, żyło we mnie ciągle.”

Świetnie też wyjaśnia czytelnikowi mentalność Chińczyków i ich różne - a właściwie dwie - strategie przetrwania, jednocześnie zauważając, że obydwie formy mają jeden wspólny, ważny mianownik – pokorę. Pisze o tym na str.70
„Konfucjanizm jest filozofią władzy, urzędników, struktury, porządku i stania na baczność, filozofia taoizmu jest mądrością tych, którzy odmówili uczestnictwa w grze i chcą być tylko cząstką obojętnej na wszystko natury.”

W dalszej części Kapuściński opisuje formy podróżowania za czasów Herodota i przymierza je do współczesności. Analizuje rolę proksena – czyli konsula którego zadaniem było zajmować się gościem który zawitał w daną okolicę. Zwykle był to osobnik pochodzący z krainy przybyłego. Zadziwiają nas formy gościny, które już wtedy osiągnęły wysoki pułap, pomimo że te formy turystyki poznawczej nie były codziennością.
Nawet teraz, jak zauważa Kapuściński, „Przeciętny człowiek nie jest specjalnie ciekaw świata”. Woli wygodę swojego mieszkania, niż niepewność w podróży. I to też w oczach Kapuścińskiego, dodaje niezwykłości Herodotowi – to, że temu facetowi w tamtych czasach, po prostu się chciało. Co więcej, pałał żądzą poznania, „...a jeszcze obdarzony rozumem i talentem pisarskim...”

I tu po mistrzowsku Kapuściński podsumowuje postać Herodota i jemu podobnych, a więc pośrednio pisze też te słowa o sobie, choć tego nie dopowiada.
„Ludzie tacy, pożyteczni dla innych, są w gruncie rzeczy nieszczęśliwi, ponieważ tak naprawdę są bardzo samotni. Owszem, szukaja innych i nawet zdaje im się, że w jakimś kraju czy mieście już znaleźli sobie bliskich, już ich poznali i wszystkiego się o nich dowiedzieli, ale któregoś dnia budzą się i nagle czują, że nic ich z nimi nie łączy, że mogą stąd natychmiast wyjechać, bo raptem widzą, że pociągnął ich i olśnił jakiś inny kraj, jacyś inni ludzie, a zdarzenie, którym jeszcze wczoraj się pasjonowali – zbladło i straciło wszelkie znaczenie i sens. Tak na dobre do niczego się nie przywiązują, nie zapuszczają głęboko korzeni. Ich empatia jest szczera, ale powierzchowna.”
To credo oberżyświatów wyjaśnia dość szczegółowo podejście tychże do spraw partiotyzmu, czy lokalnych sentymentów. Tak na dobrą sprawę ich idee fixe to – być znowu w drodze.


Wasz Chris


W sekcji fotograficznej pokażę dziś tylko 3 budynki, ale w paru wersjach... laserowych. W marcu każdego roku (aż do świąt Wielkanocnych), oglądamy fascynującą iluminacje fasad najdostojniejszych budynków miasta Adelaide. Dziś przedstawiam tylko budynki uniwersyteckie. Co dwie minuty zmieniają swój wygląd w czterech wersjach. Oto one:

Budynek 1

IMGP7589.JPG

IMGP7590.JPG

IMGP7591.JPG


Budynek 2

IMGP7592.JPG

IMGP7594.JPG

IMGP7595.JPG


Budynek 3

IMGP7596.JPG

IMGP7597.JPG

IMGP7598.JPG

IMGP7599.JPG

CDN.

« Refleksje - Felieton | Strona główna | Haki - Felieton »