« Felieton - Sydney | Strona główna | Kapuściński - Felieton »

20 kwietnia 2010

Refleksje - Felieton

Powyższy tytuł nie wskazuje jednoznacznie, że będą to refleksje tylko i wyłącznie z ostatnich dni, okrywających nasze polskie serca kirem żałoby, ale także inne myśli które mi się nasuwają w tzw. życiu codziennym.

Ciągle przeżywamy tragedię ze Smoleńska, obojętnie gdzie przebywamy, pod jaką szerokością geograficzną, czy w granicach jakiego kraju. Nawet nasze sympatie polityczne nie grają tu większej roli (tylko prałat Zbigniew Suchy zagalopował się w katedrze przemyskiej). Piszę te słowa w pierwszych dniach po katastrofie.

Kiedy giną elity intelektualne, Prezydent, ludzie którzy na co dzień pracowali dla dobra i godności Rzeczypospolitej, wszyscy którym serce bije co nieco po polsku, odczuwają te wydarzenia i ciężko przeżywają stratę, jaką poniosła Polska. Nasuwa się przy tym wszystkim jedna ważna refleksja – ta śmierć, ten wypadek nie były bezsensowne. Mówiąc jezykiem biblijnym, to powinno wydać obfite ziarno, tak w rzeczywistości polskiej codzienności, jak i w stosunkach międzynarodowych. Głównie w stosunkach z Rosją i narodem tego kraju. I to jest ogromnym pozytywem i nadzieją na najbliższą przyszłość. Bardzo zależy także od wyważonych kroków wszystkich zainteresowanych stron. Przykłady idą z góry, a już widać - i praktycznie cały świat to zauważa - zmiany w stosunkach między obydwoma narodami. I bardzo dobrze, że nabiera to emocjonalnych wartości, serdecznych odruchów ludzkich, bo na tym buduje się zaufanie i przyjaźń. W ślad za tym pójdą pewnie gesty polityczne i ustalenia prawne. Zauważmy jeden ważny ewenement: cały świat dowiaduje się w ten sposób o zbrodni katyńskiej. Najgorzej jednak gdy wpadniemy w szpony megalomanii. Tu jest bardzo potrzebny zdrowy rozsądek.

Natomiast, co do polskiej codzienności (głównie politycznej) to jestem raczej sceptykiem. Podobną lekcję pokory, polskie elity polityczne już przerabiały w czasie żałoby po śmierci Jana Pawła II. Niestety, tamte ziarno trafiło na skalisty grunt i po kilku dniach spokoju, polska polityka wewnętrzna wróciła do “normalności”. W bardzo krótkim czasie stare animozje, antagonizmy i zwykłe połajanki powróciły na polską scenę polityczną.

Mówi się, że najtrudniej wypracować niekonwencjonalne spojrzenie na świat. Właśnie taka sytuacja daje doskonałą możliwość, trzeba tylko próbować z niej korzystać.

Chciałbym teraz zmienić temat moich refleksji i przejść do obserwacji bardzo przyziemnych, czyli tzw. artykułów pierwszej potrzeby. Kiedy oglądam półki sklepowe wyłożone butelkami z wodą, i to wycenionymi czasem po trzy dolary za sztukę, to robi mi się niedobrze. Jak można żądać od ludzi zapłaty, za tak podstawowy, wręcz symboliczny towar jakim jest woda do picia. Woda – wspólne dobro. W ogóle uważam że w XXI wieku, takie rzeczy jak zwykły chleb i zwykła woda powinny być rozdawane za darmo. Wszędzie - szczególnie w krajach najbiedniejszych. Mówi się, że każdy człowiek powinien mieć prawo do życia oraz wolności. Ja bym jeszcze dodał: oraz do chleba i wody. Powinno to być tak naturalne, jak wydanie metryki urodzenia obywatelowi kraju. I tu nie chodzi o zapisy konstytucyjne, ale realne zapewnienie wszystkim potrzebującym, tych niezbędnych do życia składników.

Nie jest to pomysł nowy. Już od lat istnieje inicjatywa dziecięca pod nazwą: Bread & Water, która pomaga najbiedniejszym w naszym świecie. Ale jej działalność ma ograniczony zasięg. Natomiast czas najwyższy, aby organizacje typu FAO przy ONZ, znalazły drogę dotarcia do wszystkich na tym dziwnym świecie. Powinno to być naszym priorytetem. Prorok Eliasz otrzymywał chleb i wodę od anioła. W naszych czasach nie wolno nam oglądać się na anioły, tylko musimy pomagać sobie sami. W końcu, cywilizowane i wysoko uprzemysłowione państwa, które stać na drogie i niewiarygodne eksperymenty naukowe, nie potrafią uporać się z tak podstawowym problemem. To wstyd i hańba dla rodu człowieczego.

Codziennie, powtarzam: codziennie na świecie umiera 25tys. ludzi z głodu i niewielu się tym tak naprawdę przejmuje. Jednocześnie w wielu krajach nadmiar żywności, codziennie tonami wyrzuca się na wysypiska śmieci. Czytałem dwa lata temu, o problemie polskich hipermarketów które przekazywały organizacjom charytatywnym (Caritasowi, itp.), artykuły spożywcze z krótkim terminem przydatności. Jednak zmieniło się prawo i tę żywność sklepy muszą teraz utylizować.

Wydawałoby się, że tak prosta logistycznie sprawa, jak sprawiedliwe rozdawanie tych podstawowych środków do życia, powinna być już dawno załatwiona, bo przecież dysponujemy tylu instytucjami charytatywnymi – a tu nic. O ileż czulibyśmy się lepiej na wiadomość, że do każdego człowieka na ziemi dociera kromka chleba i kubek wody, niż wysłuchiwać rewelacji o podbijaniu kosmosu, czy kolejnej istocie z probówki. Aż dziw bierze, że idzie nam to tak opornie. A może nam na tym wcale nie zależy?


Krzysztof Deja


Dzisiaj w fotogalerii same zwierzęta


IMGP4372.JPG

Kangury na polanie


IMGP6030.JPG

Krokodyl w słońcu


IMGP6033.JPG

Echidna – taki duży australijski jeż


IMGP3629.JPG

Wędrujace ibisy


IMGP7422.JPG

Ileż to marzeń można spełnić…?


IMGP7500.JPG

Dziwna odmiana rekina


IMGP7619.JPG

Miś koala na drzewie

« Felieton - Sydney | Strona główna | Kapuściński - Felieton »