« Pielgrzymki - Felieton | Strona główna | »

1 września 2009

Plastyki - Felieton

W polskiej prasie ukazały się takie oto informacje:

„W sklepach nie będzie darmowych torebek foliowych. Takie rozwiązanie przewiduje projekt ustawy, którym ma zająć się rząd na najbliższym posiedzeniu”.

Podobno klient będzie musiał zapłacić za foliowe opakowanie na zakupy nawet 40 groszy. Tak przewiduje projekt ustawy o gospodarce opakowaniami i odpadami opakowaniowymi, którym jeszcze przed wakacjami zajmował się rząd polski. Ministerstwo Środowiska przygotowało propozycje do tej ustawy i chce ograniczenia stosowania foliowych toreb z uwagi na ich szkodliwy wpływ na środowisko, gdyż te rozkładają się bardzo długo. Ma w tym pomóc wprowadzenie opłaty recyklingowej, którą sklepy mają pobierać od swoich klientów. Sklep w dalszym ciągu będzie mógł dawać klientom, bez pobierania żadnych opłat, torby, które ulegają biodegradacji lub są wykonane z papieru - pisze "Gazeta Prawna".

Nie, to nie futurystyczne wymysły dziennikarskie, czy rządowe fanaberie. U nas w Australii kilka miesięcy temu ukazały się takie informacje: „South Australia leads the nation with the ban of lightweight, checkout-style plastic bags”.

clip_image001.jpg


Tak to najprawdziwsza prawda, jak mówią bohaterowie polskich seriali.
Od pierwszego stycznia 2009 wprowadzono w stanie Południowa Australia, jako pierwszym w kraju, oficjalnie zakaz używania foliowych torebek w supermarketach. W pierwszych miesiącach roku, w celach przyzwyczajania klientów, limitowano i nie oferowano automatycznie tych opakowań, a od 4 maja całkowicie przestrzegany jest zakaz używania takowych.

Co to oznacza? Tylko taki mały stan jak Południowa Australia nie zanieczyści naszego globu 400 milionami plastykowch torebek w tym roku. Przeliczmy ile to w skali całego kraju, jeżeli ten stan to tylko 13% ludności Australii. A jednocześnie oznacza to natychmiastowe karanie sklepów, oferujących dotychczasowe polyetylenowe torby na zakupy, tzw. on-the-spot fines.
Co ciekawe, nie jest to pierwsza taka inicjatywa na świecie. W kilku miejscach na ziemi ten program już całkiem sprawnie funkcjonuje. Chiny, Bhutan, Bangladesh czy Rwanda to kraje gdzie nie znajdziemy plastykowych toreb na zakupy. Nawet w Indiach w stanie Sikkim są podobne zakazy.

Cała kampania zlikwidowania plastykowych toreb w Australii trwa już od sześciu lat i teraz właśnie zalegalizowano jej pierwszy etap w postaci zakazu używania w Południowej Australii. Tylko w tamtym roku w całej Australii użyto ponad cztery miliardy foliowych toreb które wylądowały na wysypiskach śmieci i zatruwają środowisko. Ale to nie tylko o wysypiska śmieci chodzi. Olbrzymia liczba morskich stworzeń ginie z powodu tych odpadów.
Jedno jest pewne, na takich zakazach najlepiej wyszli sprzedawcy towarów czyli wielkie supermarkety, które teraz oferują zapominalskim klientom opakowania za dodatkową opłatą. Są to torby do wielokrotnego użycia. W praktyce zalegają domowe spiżarnie a zapominalscy wciąż dokupują nowe, i biznes się kręci.

Mój przyjaciel Zen ma tych toreb już ze czterdzieści i żartuje, że niedługo sam otworzy biznes z ekologicznymi torbami na zakupy. Słowo – ekologiczny, a nawet lepiej – organiczny, to teraz magiczny klucz do dobrych interesów. Ludzie, a szczególnie młodzież, ciągną do tego jak muchy na lep. Pojawło się już ekologiczne paliwo, jak i “green gas” do domowych kuchni gazowych. Tylko patrzeć jak w sklepach monopolowych będzie organiczna wódka czy whisky, bo pierwsze próbki z winem już się pokazały. Ostatnio Maggi przyniosła ze sklepu butelkę organicznej wody do picia. Po wspólnym testowaniu jednogłośnie stwierdziliśmy, że oprócz podwójnej ceny i tego magicznego słowa na etykiecie, niczym się nie różni od innych wód źródlanych. Ale to może tylko tak się nam wydaje, bo to jednak… organiczna!
Ciekawe które to źródła mają atest jako organiczne, a dlaczego inne nimi być nie mogą? Czy to czasem nie polega jedynie na liczeniu na ograniczenie umysłowe klientów?

Wasz Chris



« Pielgrzymki - Felieton | Strona główna | »