« Epidemie - felieton | Strona główna | Gold Coast - fotomigawki »

30 lipca 2009

Rydze - Felieton

Znów sezon grzybowy. Jak co roku wybrałem się z przyjacielem Zenkiem do lasu. I tu niespodzianka. W lasach gdzie od zawsze bywały tylko maślaki, teraz całe zastępy dorodnych rydzów.


Zen tewierdzi, że to zmyślni Polacy zagrzybili te lasy rydzami, aby tak daleko nie jeździć. Faktycznie, do tej pory najbliższe rydze były w lasach, sto kilometrów od miasta. A teraz proszę, po półgodzince jazdy samochodem już stoimy na polanie, aż pomarańczowej od tych smacznych grzybów.

My z Zenkiem trzymamy się razem, bo on zawsze przy takiej okazji, ma coś interesującego do powiedzenia. A to ciekawe spojrzenie na historię ludzkości, a to coś z wynalazczości. On przy tych grzybach ma zawsze tak świeży umysł. Już się nawet zastanawiam, czy to sama obecność w środowisku grzybni, nie wpływa na niego jak niektóre grzybki na miłośników mocnych wrażeń i odlotów.
Jakby to nie tłumaczyć, Zen i tym razem nie zawiódł. Na początek zagadnął mnie banalnie... mówił o naszej byłej ojczyźnie, czyli o PRL? Wspominał bezwiednie kto tak naprawdę rozdawał karty w rozgrywce na szczytach władzy. Czemu Polskę nazywano najweselszym z baraków obozu komunistycznego. I tak dalej…
Dla mnie, stało się to niezwykłym odkryciem, jednocześnie poczułem się jakbym siedział na ruskim kazaniu. W końcu żyłem w tym kraju, a tu okazuje się, że niewiele wiedziałem gdzie żyję...

- Mało kto dziś pamięta, że popularna Polska Kronika Filmowa, której projekcje przez cały okres PRL poprzedzały wyświetlane w kinach fabuły, a my w sumie to bardzo lubiliśmy, powstała niedługo po wkroczeniu Armii Czerwonej i Ludowego Wojska Polskiego - zaczął podniośle Zen, ścinając kolejne rydze.

Uświadomił mnie, że to był wymysł samego Lenina, który twierdził że: film jest najważniejszą ze sztuk. Ja dalej zafascynowany mnogością dorodnych rydzów, nie rozumiałem doniosłości i znaczenia słów Zenka.

Okazuje się, że reżyser o najbardziej przyjaznym nazwisku, czyli Aleksander Ford i inni lewicujący twórcy z przedwojennej awangardowej grupy START stali się utrwalaczami władzy ludowej na celuloidowej taśmie.

A ja mu tak ufałem! Karamba! Że powiem po hiszpańsku. Takie nazwisko… Od małego byłem pod wrażeniem filmów innego Forda: Johna, który zrobił wspaniały Dyliżans, Fort Apache, Grona gniewu, Poszukiwacze, Konnica, Jak zdobywano Dziki Zachód, Człowiek który zabił Liberty Valance’a, Jesień Czejenów, Vietnam, Vietnam…. Mam wymieniać dalej?! Nasz Ford aż tak bogatego dorobku nie miał, ale wszyscy pamiętamy jego filmową epopeję “Krzyżacy”. Inna sprawa, że łatwego życia to ten facet nie miał. Spadł ze szczytu sławy, na same dno zapomnienia. Pewnie stąd jego samobójcza śmierć.

Szybko przeszliśmy w inne miejsce grzybobrania, aczkolwiek niewiele to zmieniło, bo aura i nasilenie grzybów pozostawały takie same. Wypiliśmy z Zenkiem po butelce piwa, popatrzyliśmy na wspaniałą konfigurację chmur, a ten niczym Stachura znów robił swoje, zapieniając moje emocje pietyzmem w głosie. Piłem piwo i kontemplowałem krajobraz, dalej słuchając jego wywodów.

Ledwie ochłonąłem po pierwszej dozie wiadomości dobrego i złego, ze składnicy wiedzy mojego przyjaciela, a ten zaczyna mnie bombardować wiedzą… szkolną!
Otóż był czas, kiedy nasz poczciwy elementarz podlegał cenzurze. Nieprawdopodobne?! A jednak prawdziwe. Tak, zaczynała szaleć cenzura i jej pracownicy dopatrzyli się nawet niewłaściwych treści w "Elementarzu" Mariana Falskiego. W pierwszych powojennych edycjach legendarnego podręcznika nie było kultowego zdania "Ala ma kota", ale nie zabrakło czytanki o święcie 1 Maja.

Zaraz, zaraz – mówię do Zenka - kto szalał, sama cenzura czy jej dyspozycyjni pracownicy, bo znów zaczynamy dochodzić do pomieszania z poplątaniem. Ludzie dali się tak zwariować na zasadzie bycia świętszym od papieża, czy może białe myszki chadzały po urzędzie? Co w sumie bardzo prawdopodobne w tamtych czasach spożycia mocnych trunków.

Po tej dozie depresji ideologicznej zapytałem:
- Czy to on (ten cenzor) nazwał szeregi AK: zaplutym karłem reakcji?
- Nie, był taki mały człowieczek o imieniu Włodzimierz Zakrzewski, i do tego zdolny grafik – wyznał z niesmakiem Zen.
- No i to jest potwierdzenie moich przypuszczeń. Ludzie sami sobie gotowali ten los – powiedziałem parafrazując słowa Zofii Nałkowskiej.

W końcu Zen pochwalił się źródłem swej wiedzy… Od pewnego czasu czyta wydawaną w 25 tomach “Historię PRL”. Rzecz która teraz wychodzi w Polsce, a że ani Zen, ani ja, nie jesteśmy upoważnieni, więc tego nie promujemy.
My tylko informujemy i dalej zbieramy grzyby.

Wasz Chris


A poniżej migawki z „naszego” lasu.

IMGP6589.JPG


IMGP4626.JPG


IMGP6582.JPG


IMGP5690.JPG


IMGP6579.JPG


IMGP4625.JPG

« Epidemie - felieton | Strona główna | Gold Coast - fotomigawki »