« Panoramki jesienne | Strona główna | Melbourne zimą – fotomigawki »

30 czerwca 2009

Co kraj... - Felieton

Ostatnio Maggi miała nie lada problem. Wybrała się na parodniowy wypad do Tajlandii.

Taki przerywnik w naszej nieciekawej porze roku. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie jej fascynacje. Otóż zwiedzając kompleks światyń buddyjskich w Bangkoku zachwyciła się młodym mnichem który siedząc w pozycji kwiatu lotosu medytował. Maggi ze zwykłą sobie swadą zapytała czy może mu zrobić zdjęcie. Ten lekko uchylając przymknięte oczy wyraził przyzwolenie. Maggi zadowolona zrobiła z niego obiekt swych fotograficznych spełnień i trzaskała mu zdjęcia, jedno za drugim.

Gdyby tylko na tym pozostało byłoby pół biedy. Niestety, nie mogła się oprzeć chęci pogłaskania go po łysej głowie, w formie podziękowania za zgodę na zdjęcia. Zrobiła to... lewą ręką. Tego już było za wiele nawet dla medytującego mnicha osiągającego pewnie nirwanę.

Gestem tym Maggi nie tylko zrobiła faux pas, ale wręcz znieważyła młodego mnicha. Przekładając na nasze tradycje, to było gorsze niż oferta Wałęsy podania nogi, zamiast ręki, Kwaśniewskiemu na powitanie.
Pierwszym poważnym uchybieniem miejscowej etykiecie było dotykanie (głaskanie, czy klepanie) głowy. Ta część ciała u buddystów jest święta i zwyczajowo nie dotyka się jej.

Drugim nietaktem może i większym niż ten pierwszy, było użycie lewej dłoni do tego celu. W krajach południowej Azji, środkowego wschodu czy nawet Afryki, lewa ręka jest przeznaczona do wykonywania czynności sanitarno-higienicznych. W łaźni, toalecie – tak, nigdy do jedzenia, picia, dotykania innych, czy pozdrowień. Już Koran pouczał że: tylko Szatan je i pije lewą reką. Podobne zwyczaje są w Indiach.

Natomiast za jeden z najbardziej nieczystych atrybutów ludzkiej egzystencji, uważa się szczególnie u Arabów, podeszwę buta. Stąd zdejmowanie ich przed światyniami, stad też nie tak dawny, ekstrawagancki wyczyn irackiego dziennikarza, w czasie konferencji prasowej z prezydentem Bushem. Dziennikarz Al-Zaidi rzucił w niego butem aby go znieważyć, a nie zrobić mu fizyczną krzywdę. Czyn ten kosztował go dość drogo – poszedł siedzieć do więzienia na trzy lata.

Maggi do więzienia nie wysłano, ale została natychmiast usunięta z terenu świątyń przez specjalnych strażników którzy czuwają nad spokojem tego miejsca. Pewnie już nigdy nie dotknie żadnego mnicha – nawet prawą ręką - bo ciągle opowiada tę historię z uczuciem wstydu.

No cóż... podróże kształcą. Wszelkie odstępstwa od norm i tradycji danego kraju mogą drogo kosztować. I to te robione z premedytacją jak i nieświadomie. Prym w ścisłym przestrzeganiu swoich praw wiodą kraje islamskie, ale i kraje buddyjskie takie jak wspomniana Tajlandia stoją na straży, szczególnie kultu swego monarchy. Tam nawet lizanie znaczka pocztowego uchodzi za obrazę majestatu, bo na znaczkach jest król. Podobnie się ma z pieniędzmi. Wizerunek monarchy obliguje do odpowiedniego traktowania. Przekonał się o tym na własnej skórze australijski pisarz Harry Nicolaides, który za krytykę monarchy tajlandzkiego został osadzony w więzieniu. I nic nie pomógł fakt, że zostało sprzedanych tylko siedem egzemplarzy tej publikacji.

Oczywiście nasze zwyczaje z kraju ojczystego wydają się nam jak najbardziej normalne i słuszne. No bo kto by się odważył na przykład, żeby witać się przez próg. To nieszczęście z tego jak nic...
Podobnie jest z obrączką. My, czyli Polacy, nosimy ją na prawej ręce i tak ma być! Inaczej koniec ze szczęśliwym małżeństwem...
Odnośnie tematów kulinarnych to my wiemy, że najlepsze dania na świecie to flaczki, bigos i pierogi.

Inna drażliwa sprawa to wesela. Kto to słyszał żeby trwały tylko trzy, cztery godziny i najczęściej nie było żadnego mocnego alkoholu, jak to bywa na antypodach i w innych zachodnich krajach. Jak można się dobrze bawić na takim weselu?

Nie wspomnę już o Bożym Narodzeniu bez wigilii, czy Wielkanocy bez święconki. Bez tych ceremoniałów święta się nie liczą. Przynajmniej dla nas… chociaż cały chrześcijański świat daje sobie bez tych tradycji doskonale radę.

Jest jeszcze wiele innych, jak oblewanie wszystkich dookoła wodą prosto z wiader, nie bacząc na ziąb jaki często panuje w Poniedziałek Wielkanocny. A że inni patrzą na nas trochę jak na barbarzyńców, a co tam... nie znają się na tradycjach. Ich problem.

Wasz Chris


IMGP4371.JPG

ananasowy ogrodek


IMGP4174.JPG

brazylijskie nenufary


IMGP2903.JPG

wsrod palm


IMGP3635.JPG

nadbrzezne agawy


IMGP3647.JPG

szklany dom w botaniku


IMGP3669.JPG

wysoki brzeg poza Adelajda

« Panoramki jesienne | Strona główna | Melbourne zimą – fotomigawki »