« Jesiennie… - fotoreportaż | Strona główna | Dzień Matki w Australii »

1 maja 2009

Niech się święci! - felieton

Święto 1 Maja kojarzy się nam nierozłącznie z czasami PRL-u, kiedy to pochody były wręcz obowiązkowe.

Często decyzja nie brania udziału w pochodzie czy zgromadzeniu pierwszomajowym, graniczyła z odwagą i narażaniem się na szykany. Tych, którzy gorliwie w tym uczestniczyli, czasem premiowano atrakcyjnymi w tym czasie towarami. Święto to jednak miało całkiem inny wydźwięk ponad 100 lat temu. Nie kojarzyło się z systemem politycznym czy rodzajem władzy, było symbolem walki robotników o godziwe warunki i czas pracy.

Wszystko to zaczęło się nie w Związku Sowieckim, ani w proletariackich środowiskach francuskich czy niemieckich robotników, ale w USA. Jak podają polskie periodyki opierając się pewnie na „historycznych” zródłach rodem z PRL-u: „Święto to upamiętnia brutalnie stłumiony strajk robotników w Chicago z 1 maja 1886 roku. Zginęło wtedy wielu robotników, w tym też polscy emigranci.”

Fakty wyglądały nieco inaczej. Amerykańskie związki zawodowe wyznaczyły na ten dzień strajk generalny który miał trwać trzy dni. Chodziło o poprawę warunków i skrócenie czasu pracy do ośmiu godzin. W wielu amerykańskich miastach w strajku, jak podają niektóre zródła, wzięło udział nawet do pół miliona robotników. Odbyło się to w dość pokojowej atmosferze bez interwencji policji czy wojska. Do czasu, kiedy 3 maja w fabryce maszyn żniwnych McCormick Harvesting Machine Co., policja otworzyła ogień i zginęło czterech strajkujących. W takiej sytuacji zwołano na następny dzień zgromadzenie na Haymarket Square w Chicago. Podczas wystąpień nie zindetyfikowany anarchista rzucił bombę w stronę policjantów, powodując chaos i panikę. Padły strzały ze strony policji. W incydencie tym zginęło ośmiu policjantów (jak podają świadkowie, większość przypadkowo zastrzelonych przez swych kolegów) i 4 robotników. Natomiast gazeta Chicago Herald zanotowała że zginęło lub zostało rannych, przynajmniej pięćdziesiąt osób. Prawda pewnie leży gdzieś po środku.

Święto Pracy czy inaczej Międzynarodowy Dzień Robotników, wprowadziła na kongresie w Paryżu, II Międzynarodówka Socjalistyczna w 1889 roku. Przejęły to głównie kraje z silnym ruchem lewicowym na czele ze Związkiem Radzieckim i jego satelitami.

Ale 1 maja to też inne święto. W Kościele rzymskokatolickim dzień 1 maja jest obchodzony jako święto Józefa Robotnika, patrona ludzi pracujących. A w czasach przedchrześcijańskiej Europy był to też świąteczny dzień. Rzymianie obchodzili wtedy dzień festiwalu Flory, boginki kwiatów, a Germanie mieli Noc Walpurgii.

Powracając jednak do ruchu robotniczego, święto pracy jest obchodzone w różnych terminach na całym świecie. W USA, pewnie aby uniknąć przykrych skojarzeń z wydarzeniami w Chicago, obchodzi się go w pierwszy poniedziałek września. A 1 maja oficjalnie jest tam uznany jako Loyality Day, czyli dzień lojalności z krajem i jego demokratycznymi wartościami.

W Polsce, a właściwie na ziemiach polskich, Święto Pracy obchodzono od 1890 roku. Organizowały je zarówno związki zawodowe jak i partie polityczne związane z ruchem robotniczym. W tym czasie przodowała Polska Partia Socjalistyczna z Józefem Piłsudskim na czele. Po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku, głównym organizatorem manifestacji był Związek Zawodowy Polski.

Po II wojnie światowej prym wiedli komuniści i podległe im związki zawodowe. Święto 1 Maja było dla nich okazją do manifestacji siły i przez to straciło swą oryginalną wymowę. Świętowano przy tym z wielką pompą wymuszając frekwencję w celach propagandowych.

Po 1989 roku 1 maja organizowane są w Polsce nadal manifestacje partii lewicowych, niekiedy nawet dochodzi do starć demonstrantów z członkami organizacji skrajnej prawicy. Jest to już jednak namiastka tamtych pochodów, ale tym samym nabrały wiarygodności w intencjach.

W Australii natomiast Dzień Pracy (Labour Day) obchodzony jest różnie. W zależności od stanu jest to pierwszy poniedziałek października, czy marca, a nawet maja jak w Queensland. Mówiąc o Australii nie sposób nie wspomnieć, że to właśnie tu, a dokładnie w Nowej Południowej Walii, po raz pierwszy wprowadzono 8-godzinny dzień pracy dla robotników budowlanych i to już w 1856 roku. W Europie ten limit czasu pracy wprowadzano sukcesywnie dopiero w XX wieku.

Wasz Chris


ponizej troche jesiennych impresji...


IMGP6363.JPG

jesien w ogrodzie


IMGP5684.JPG

jesien w buszu


IMGP6189.JPG

jesien nad oceanem


IMGP5891.JPG

kamieniolomy na wzgorzach


IMGP3656.JPG

winiarnia


IMGP4167juzz.JPG

nowe osiedle

« Jesiennie… - fotoreportaż | Strona główna | Dzień Matki w Australii »