« Nostalgia - Felieton | Strona główna | Czerwone skarpetki - Felieton »

20 lutego 2009

Gorączka, czyli jak w piecu... - Felieton

No to nam pogoda dała czadu. Mam na myśli południową cześć kraju, a konkretnie Adelajdę, ale także Melbourne i cała Victoria przeżyły fale upałów.

Zawsze myślałem że temperatura 42 stopni to taka magiczna granica której się w tym rejonie nie przekroczy. Grubo się myliłem.

W ostatnim tygodniu stycznia 2009 roku dopadła nas niemiłosierna fala gorąca. Rekordowa temperatura dnia to 46 stopni, co jest upałem niewyobrażalnym. Pozostałe dni niewiele lepsze, 44 czy 42 stopnie również do przyjemności nie należy. Co gorsze, noce też nie dawały ochłody. Z rzadka było mniej niż 30 stopni. Dziś, czyli 8 lutego jest pierwszy normalny dzień i od razu wziąłem się za pisanie. Normalny... u nas, ale stan Victoria ma ponad 200 ofiar śmiertelnych na skutek pożarów wywołanych silnymi wiatrami w wysokich temperaturach. Cała miejscowość Marysville została zmieciona z ziemi. Jedno pogorzelisko... Co więcej, słyszę prognozy dla reszty kraju, między innymi dla Sydnej i okazuje się że gorączka rozciąga się na całą Australię.

W Adelajdzie, też było dużo ofiar śmiertelnych z powodu wysokich temperatur. Szczególnie wśród starszej części społeczeństwa. Na wskutek tej pogody aż 675 osób przebywało w adelajdzkich szpitalach. Elektrownie nie wyrabiały z tak wielkim poborem energii elektrycznej i całe dzielnice przez wiele godzin bywały bez prądu, a co za tym idzie bez klimatyzacji. Trzeba też pamietać, że nie wszystkie domy są wyposażone w to potrzebne urządzenie. Ludzie masowo wylegali wieczorami nad ocean. Taki tłok jaki panował na naszych plażach w ostatnich dniach, można tylko zobaczyć w sezonie we Władysławowie, czy innych polskich ośrodkach nad Bałtykiem.

No nic... aby do zimy. Widzę, że wychodzi mi angielski felieton... czyli pogawędka o pogodzie. Tak się tym przejąłem, że zaglądnąłem do światowych statystyk. I znów mnie sprowadzono na ziemię. Myślałem, że to my dzierżymy rekordy w najwyższych temperaturach na ziemi. Kalkulowałem sobie, że skoro się tak męczymy to przynajmniej do księgi rekordów przejdziemy. Nic z tego.

Nawet umiarkowana pogodowo Europa nas prześciga. Co prawda bardzo dawno, bo w 1881 w hiszpańskiej Sewilly było dokładnie 50 stopni. Żeby ktoś nie myślał że Polska się w tej dziedzinie nie liczy, to przytoczę że i tam, a konkretnie w Opolskim w 1921 roku było ponad 40 stopni.

Natomiast na świecie najgoręcej bywa w afrykańskiej Al-Aziziah i kalifornijskiej Dolinie Śmierci gdzie zanotowano 57 stopni Celcjusza w cieniu. Tylko skąd tam cień?

Jeżeli już jesteśmy przy ekstremalnych temperaturach to wspomnę też dla ochłody o rekordach minusowych. Nie mam danych australijskich, ale w Polsce najniższą temperaturę zanotowano w 1940 roku w Siedlach, a było to -41 stopni. W rankingu światowym prym wiedzie antarktyczna baza Wostok gdzie w 1983 roku zarejestrowano -89 stopni Celcjusza.

Pytanie gdzie lepiej, w ich zimnie czy naszym upale? Dla niezdecydowanych polecam Wierchojańsk w północnej Rosji, gdzie temperatury potrafią się wahać od 68 stopni na minusie, do 37 stopni ciepła. Wybór niesamowity.

Tak naprawdę to nie o rekordy chodzi, a o ciągle postępującą zmianę klimatu na gorsze. I z tym nie możemy sobie poradzić. Nawet w ustaleniu przyczyn i znalezieniu remedium. Jedni specjaliści twierdzą, że nasz wpływ na zmiany klimatyczne jest marginalny i niewiele możemy w tym kierunku zrobić, inni natomiast gotowi są do powrotu na drzewa, aby tylko nie obrazić matki Natury. Jesteśmy ekstremalni i to nam chyba szkodzi najbardziej.

Fachowcy obliczyli, że wskutek industralizacji świata średnie temperatury na naszym globie podniosły się o niecały stopień. Konkretnie... 0,7 ş C. I tylko tak niewielka zmiana powoduje, że rocznie na świecie umiera 150 000 osób. Jednocześnie zmiany te zagrażają bezpieczeństwu żywnościowemu na świecie. A główną przyczyną jest węgiel. Ta polska duma narodowa lat 70. czyli węgiel, jest największym szkodnikiem naszych czasów. To on powoduje jedną trzecią światowych emisji CO2. Podczas spalania, węgiel wytwarza najwięcej CO2 ze wszystkich paliw kopalnych: o 29% więcej niż ropa i aż o 80% więcej niż gaz ziemny. Wygląda na to, że droga do uzdrawiania klimatu prowadzi poprzez zaprzestanie wydobycia wegla. Nie będzie to łatwe, bo 40% energii elektrycznej na świecie i 93% w Polsce pochodzi z węgla.

Swoją drogą to pośrednio za te nasze straszne upały odpowiedzialni są górnicy ze Śląska i innych ośrodków węglowych całego świata. Pierony nie fedrujta tak mocno! Przynajmniej jest na kogo zwalić winę.

Wasz Chris


297pyu.jpg

spragniony koala w spalonym buszu - zdjecie z internetu


IMGP6064.JPG

w bowling mozna grac nawet w upalny dzien


IMGP6062.JPG

panorama wybrzeza w Port Elliot

IMGP6072.JPG

Granitowa wyspa przy Victor Harbour

IMGP6068.JPG

molo na Granitowa wyspe

IMGP6057.JPG

wzburzone fale

« Nostalgia - Felieton | Strona główna | Czerwone skarpetki - Felieton »