« Moi goście - Poetka Ada | Strona główna | Gorączka, czyli jak w piecu... - Felieton »

9 lutego 2009

Nostalgia - Felieton

To już cała dekada mija od czasu, kiedy z obawami wchodziliśmy w rok 2000.

A przecież odczuwamy, jakby to było wczoraj. Praktycznie dekada ta, naznaczona była wojną z terroryzmem. Nowoczesne armie walczyły z niewidzialnym wrogiem. Garstka islamskich partyzantów owijała cały cywilizowany świat szalem strachu, wręcz paranoi.

Zenek niemłody już druh emigranckich lat, dał się wciągnąć w ten amok. Co więcej, uważa że nasza Australia, jest bardziej zagrożona niż Polska (a może to tylko pretekst) i postanowił na starsze lata zamieszkać w rodzinnym kraju. Maggi jak to Maggi ze swoim: ja tam za chińskiego boga na stałe nie pojadę – odżegnywała się od jego pomysłu. A Zen się uparł... Zaczął nam wymieniać tych którzy powrócili do Polski. – Marek Perepeczko wrócił, Jacek Kaczmarski to samo. – No i już ich dawno nie ma – z głupia frant komentowała Maggi.

Widząc że nasze perswazje nie docierają do Zenka, postanowiliśmy go poddać próbie. A mianowicie, zanim podejmie ostateczną decyzję o powrocie, musiał przeżyć w Polsce co najmniej miesiąc, w okresie zimowym z niewielką (jak na nasze warunki) kwotą pieniędzy. Zen zabronił ujawniać szczegółów, więc tego nie piszę.

Pojechał jak stał – zabrał tylko ciepły swetr i kurtkę, resztę miał dokupić w Polsce, bo u nas nawet by nie było gdzie. Handlowcom ani w głowie w środku lata wystawiać cieplejsze ubrania.

Pierwsze sygnały od Zenka były bardzo optymistyczne. Wszystko mu się podobało. No i nie było wcale tak zimno jak go ostrzegaliśmy. Do czasu...

Tuż po świętach zaczęły docierać do nas maile i telefony świadczące o lekkim wyziębianiu optymizmu Zenka. Z początku mówił ogólnikami, później przyznał się że strasznie doskwierają mu te krótkie metaliczne dni, kiedy słońca nawet na moment nie ujrzysz. Poza tym właśnie kończyły się mu pieniądze, a to był dopiero początek jego pobytu.

- Ceny takie jak u nas! – alarmował Zen. – A w restauracjach czy hotelach nawet drożej – narzekał.

- A kto ci się kazał po hotelach włóczyć?! Miałeś się adoptować do warunków! – rugała go Maggi.

Zen stwierdził, że musi wszystkiego spróbować skoro się ma przekonać, że to jest to... Ale upewniał nas, że na co dzień żyje skromnie. Mieszka u rodziny, lecz stara się partycypować w kosztach dnia codziennego, aby wczuć się w tamtejszy klimat.

Zaraz na samym początku zachorował. Nieprzyzwyczajony do takiego zimna, lodowatych wiatrów i wilgoci, wylądował w przychodni z podejrzeniem zapalenia oskrzeli. Pobyt w przychodni i rytuały tam panujące, wyprowadziły go nieco z równowagi i nadwyrężyły i tak słabe zdrowie. Opisał nam to dokładnie i barwnie niczym kronikarz Długosz. Po dziesięciu dniach kuracji doszedł do siebie. Akurat kiedy był przygotowany na korzystanie z uroków zimy, całą Polskę dopadły mrozy.

- Siarczyste mrozy, o jakich wam się już nawet nie śni – tłumaczył nam Zen przez telefon. A z tym wielkie problemy... Wybrał się w podróż pociągiem do kuzynostwa. Jazda ta miała być dla niego wielką atrakcją przez bajkowo zaśnieżone pola i lasy, okazało się, że była wielką udręką. Odległość 90 kilometrów, pokonali w pół dnia – większość czasu na postoju – ze względu na popękane szyny kolejowe. Takich wypadków w całym kraju było kilkanaście. Szczęśliwe, że nie tragicznych. – Ale co się wymarzłem i wynudziłem, to tylko ja wiem – narzekał Zen.

Kiedy mrozy nieco zelżały Zenek sypnął następną nowością.

- Ruscy kurek zakręcili! – krzyknął w słuchawkę niczym gazeciarz reklamujący najnowszy numer popołudniówki. Tłumaczył nam, że chodzi o dostawy gazu - jak na razie zapasy rządowe są i w domach nie odczuwa się jeszcze tego problemu, ale kto wie co będzie w najbliższej przyszłości. Obawy społeczeństwa słychać na ulicy, w mediach, w czasie spotkań rodzinnych.

– Tu polityka i sprawy gospodarcze są głównymi tematami przy stole – dziwił się Zenek. – Ruskich się boją bardziej niż islamskich terrorystów – zapewniał nas.

Wcale się im nie dziwię – pomyślałem. Co rusz to problemy z Gruzją, Ukrainą, z rosyjskim gazem, a to wszystko na kanwie moskiewskich rządów. Rosja grozi palcem za planowane wyrzutnie rakietowe i radary. Odnosi się wrażenie, że to nie Al-Qaida, a imperium ze wschodu jest realnym zagrożeniem. Przynajmniej w tej części świata.

Póki co Zenek za parę dni wraca. Wygląda na to, że jest szczęśliwy... że wreszcie wraca.

Wasz Chris

ponizej migawki z regionu winnic Barossa Valley.

IMGP5806.JPG

IMGP5809.JPG

IMGP5805.JPG

IMGP5864.JPG

IMGP5807.JPG

IMGP5803.JPG

« Moi goście - Poetka Ada | Strona główna | Gorączka, czyli jak w piecu... - Felieton »