« Lato... - szkice australijskie | Strona główna | Moi goście - Poetka Ada »

20 stycznia 2009

Bessa - Felieton

Historia zatacza kręgi. Dokładnie 80 lat temu sytuacja na rynkach światowych osiągnęła podobne nominały spadków.

Cała gospodarka i finanse przodujących krajów świata zachwiały się i wszelkie wskaźniki poleciały w dół. Bessa ogarnęła świat na ładnych parę lat. I też zaczęła się od Stanów Zjednoczonych. A było jak teraz, po chwilowym tąpnięciu wydawało się że rynek zacznie się uspakajać – że to tylko zwykła recesja. Niestety, to był tylko początek.

Rok 1929 był bardzo podobny pod tym względem do obecnego. Trzeba pamiętać, iż pomimo podejmowanych kroków antykryzysowych, ceny akcji spadały przez następne lata, nawet do 10% wartości sprzed kryzysu. A trwał on oficjalnie do 1933, niektórzy twierdzą, że nawet do samej drugiej wojny światowej.

Tak wówczas, jak i teraz zaprzysiężono nowego prezydenta USA i wtedy też prezydent poczynił wiele kroków żeby skutki kryzysu zminimalizować. Niestety, nie wyszło... Poziom sprzed kryzysu giełdy światowe osiągnęły dopiero po 25 latach. A swoją drogą, jestem ciekaw jak teraz nazwiemy ten okres, zwany wtedy Wielką Depresją?

Ale dosyć o kryzysie – nie wypada w tak minorowym nastroju rozpoczynać nowy rok. Właściwie ten rok nie zapowiada jakiś wielkich, szczególnych wydarzeń. Będzie czasem oczekiwań. Wszystko co ważne, dopiero czeka nas za 3 lata. Tak, tak – 2012, to dopiero będzie rok. Igrzyska olimpijskie, i pierwsza osada ludzka na Księżycu, piłkarskie mistrzostwa Europy w Polsce i na Ukrainie i, koniec świata zarazem! Wybór niewiarygodny – nudzić się na pewno nie będziemy. A póki co trzeba ten 2009 rok, względnie spokojnie wykorzystać na refleksje i uodparniać się na recesję.

Zenek twierdzi, że w takiej sytuacji najlepiej nastawić się na recycling. Jest to ekologiczne, czyli na czasie i co najważniejsze - przynoszące przewidywalny dochód. A ile przyjemności! – dodaje.

Otóż Zen uważa, że dzisiaj zainwestować tysiąc dolarów (czy złotych, w Polsce) w cokolwiek, to czysta strata i podaje przy okazji, jaki to negatywny wymiar osiągają wszelkie akcje (shares) na giełdach. Najlepiej, aby dobrze na tym wyjść, trzeba zakupić za taką sumę piwa i mieć wiele z tego powodu przyjemności, a po opróżnieniu zawartości, sprzedać butelki czy puszki zarabiając na tym sporą sumkę – nawet do 100 dolarów! I to jest interes! – mówi zafascynowany. Przyjemność z pożytecznym. Tylko recycling mate! – upewnia mnie w swoim wyborze.

Problem w tym, że jeszcze nie cała Australia usankcjonowała taki recycling, a przewozić towar ze stanu do stanu to żaden interes – zauważyłem.

To zmienić stan! – z euforią ripostował Zen, dodając - Już przed wojną funkcjonowało takie powiedzonko: Gdy ci wódka w pracy szkodzi, porzuć pracę o co chodzi! Co się nie robi dla ideałów?!

Taki Bruno Jasieński – polski pisarz futurysta, tak się zakochał w komuniźmie, że nie mógł bez niego żyć. Najpierw w Paryżu mieszał Francuzom w głowach, skąd go dwukrotnie wydalano. Próbował szczęścia w innych państwach Europy zachodniej, ale i tam się szybko na nim poznali.

We wspomnianym na początku felietonu - roku 1929 (co za rok!), osiadł w wymarzonym raju... ZSRR. Kraju Rad – jak go nazywano. Przyjął nawet obywatelstwo radzieckie, ale i tu szczęście się go długo nie trzymało. Po paru latach w ramach czystek partyjnych, najpierw skazano go na 15 lat łagru, a później ten wyrok zamieniono na... karę śmierci przez rozstrzelanie.

- Uciekł od wspomnianego kryzysu, ale ideały go zgubiły – podsumował Zenek.

Wasz Chris


Dzisiaj w fotoreportażu tylko upalne zachody słońca i wieczory nad zatoką oceanu.

IMGP5817.JPG


IMGP5917.JPG


IMGP5920.JPG


IMGP5922.JPG


IMGP5923.JPG

« Lato... - szkice australijskie | Strona główna | Moi goście - Poetka Ada »