« | Strona główna | Z szuflady ( VIII) »

1 grudnia 2008

Polszczyzna - Felieton

Język polski ciągle się zmienia, teraz chyba nawet szybciej niż kiedyś.

Jak wiadomo, jego specyfiką jest bogaty zestaw słowotwórczy. Jest w nim cała masa zwrotów czy określeń, a szczególnie przymiotników które weszły ostatnio do powszechnego użytku. Są to słowa raczej niezrozumiałe dla władającego tym językiem, a przez długi czas nie przebywającego w kraju, czy też dla uczących się języka w systemie edukacyjnym. Te zwroty można zrozumieć, czy nauczyć się ich tylko obracając się w tzw. środowisku. Najlepiej na ulicy, przy telewizorze czy wśród młodszej generacji. Mimo że nowe słowa dominują w mowie, to coraz częściej też wchodzą do języka pisanego.

Wyrażenia takie jak: siema, siemka, siemanko, hejka czy nara to formy pozdrowienia zastępujące dotychczasowe - cześć. Ściema czy spoko, też nie występują w żadnym słowniku, a są powszechnie w użyciu, to pierwsze znaczy coś zmyślonego, bujdę, a to drugie - upewnianie, że panuje się nad sytuacją. Właściwie – spoko – stało się wyrażeniem uniwersalnym, dobrym na wszystko. Słowo – wytrych! A to po prostu skrót od: spokojnie.

Nie tak dawno „gwiazda” polskiej estrady, zwróciła się do jedenastoletniej dziewczynki występującej w konkursie talentów w telewizji słowami: „jesteś zajebista”, co oznaczało słowa... najwyższego uznania. Dawniej określenie takie miało raczej negatywne konotacje i należało do wyjątkowo wulgarnych.

„Obciachowy” z kolei znaczy: coś w kiepskim stylu, budzące zażenowanie czy wstyd. Można mieć obciachowe buty, obciachowo się zachowywać, czy być jednym wielkim obciachem. Co ciekawe, nie jest to domeną slangu młodzieżowego, a większość tych przykładów jest w powszechnym użyciu. Tak jak wyraz: odlotowy, kiedyś używany w kontekście narkotyków, teraz podkreśla niezwykłość czegoś czy kogoś.

Nazwy produktów też są często niezwykłe. Taka „Żołądkowa Gorzka” to wyjątkowo antypromocyjna nazwa. A to jedna z popularniejszych w Polsce wódek. Nie obsłuchanemu z tą nazwą, kojarzy się co najwyżej z piołunem czy kroplami Inoziemcowa, a jest to w sumie dość słodka i niezła wódka. Drugi przykład z tej samej branży: „Balsam Pomorski” to nie żadna maść na reumatyzm, czy kosmetyk, a wódka podobna do poprzednio wymienionej – niektórzy twierdzą, że nawet lepsza. Ale zejdźmy z tego alkoholowego tematu. Powracając do nowych wyrażeń, to teraz na określenie tandety czy bezguścia mamy słowa: badziew, czy badziewie.

Nie tak dawno wplatanie słów angielskich czy angielskopodobnych było domeną polonusów, szczególnie tych nowoprzybyłych, kiedy to nagle zapominali ojczystego języka i w polskich zdaniach wrzucali słowa angielskie. Teraz jest to już codziennością polskiej ulicy.

Na ulicach Warszawy, Wrocławia czy Radomia słyszy się półpolskie-półangielskie: To jest trendy. Tamto jest na topie. A także inne zapożyczenia z angielskiego jak: cool, pub, image, kingsajz, itp. Już od dawna są w kraju weekendy, a niektóre już nie długie, a... long.

Facet który jest w czymś bardzo dobry, to z angielskiego – debeściak (the best). Podobnie określa się staromodność – oldskulowy. Ciekawe, prawda?! Kontynuując spolszczone słowa angielskie, nie można pominąć popularnego przymiotnika: lajtowy, od słowa: light. Spotyka się go tak w języku potocznym, jak i na nalepkach wszelkich odtłuszczonych produktów, jak serki, jogurty itp.

We współczesnej polszczyźnie zachwyt osobą Anglika można by ująć w te słowa: ten angol to debeściak i taki lajtowy.
Teraz, zgadzający się z rozmówcą nie powie: masz rację, zgadzam się, tylko przytaknie słowem – dokładnie! (od angielskiej formy: exactly).
Coś dobrze rozumieć, czy być elokwentnym – to teraz znaczy: kumać, a ktoś nie chwytający w lot, czy nie starający się zrozumieć, to po prostu - niekumaty.

Potoczność mowy polskiej rozpostarła się na szerokie kręgi środowisk akademickich, czy inteligencji in general. Relikty takie jak - odpręż się, zastąpiono – wyluzyj, ale nawet potoczny wyraz: fajnie, zastępowany jest słowem - fajosko.

Już nie wspominam o tak zwanych błędach pleonastycznych typu: okres czasu, dzień dzisiejszy, miesiąc maj, fakt autentyczny, itp. To już „normalka”. O formie wplatania wulgaryzmów i przekleństw w zdania mowy potocznej też nie piszę, bo stało się to modne (trendy) na całym świecie. I coraz mniej ludzi to razi. Teraz tylko ekspresja (ilość decybeli i gestykulacja) świadczy o wzburzeniu, czyli stanie emocjonalnym delikwenta – język pozostaje ten sam.

Pozdro
Wasz Chris

ps. w związku z nagrodą w konkursie literackim ukazał się wywiad ze mną który można znależć tutaj
http://przeglad.australink.pl/jurata/artykuly/deja2.php


IMGP3588.JPG

Dzielnica nad oceanem

IMGP4264.JPG

sztuka Aborygenów


belair3.JPG

W parku Belair

IMGP3657.JPG

Przy winiarnii

IMGP2748.JPG

nad oceanem

« | Strona główna | Z szuflady ( VIII) »